Wiadomości

stat

Ciekawe zawody: praca na amerykańskim statku badawczym Nautilus

Martyna Graban pracę jako starszy oficer na statku eksploracyjnym EV Nautilus zaczęła trzy lata temu. Jest jedyną Polką w międzynarodowej ekipie.
Martyna Graban pracę jako starszy oficer na statku eksploracyjnym EV Nautilus zaczęła trzy lata temu. Jest jedyną Polką w międzynarodowej ekipie. mat. prywatne

Tym razem o niezwykłej pracy na statku badawczym, badaniu niespotykanej flory i fauny, wraków statków i ekspedycjach z National Geographic, w kolejnym wywiadzie z cyklu "Ciekawe zawody", opowiedziała Martyna Graban. W ubiegłym miesiącu zawód technika kryminalistyki przybliżył nam Wojciech Wojtczak. Kolejny wywiad już za miesiąc.



Jak zaczęła się twoja przygoda na morzu? Często osoby, które wybierają nawigację, po prostu kochają morze lub kierują się rodzinną tradycją.

Dla którego z punktów zdecydował(a)byś się zmienić pracę?

wyższego wynagrodzenia 61%
lepszej atmosfery 10%
benefitów: opieki medycznej czy karty Multisport 2%
fajnego zespołu 4%
kierownika, który byłby dla mnie mentorem 5%
jestem zadowolony z mojej pracy 18%
zakończona Łącznie głosów: 466

Martyna Graban: To prawda, ja po prostu "kocham morze". Jako pierwsza w rodzinie wybrałam zawód związany z morzem. Choć nie wyobrażałam sobie życia z dala od morza, długo nie mogłam się zdecydować, jaki kierunek studiów wybrać. Nie byłam pewna, czy sobie poradzę. Nie znałam nikogo, kto zachęciłby mnie do studiowania nawigacji, i chyba nie byłam do końca pewna, czy to właściwa droga. Dlatego po maturze wybrałam Akademię Morską, ale nie kierunek morski, a towaroznawstwo i zarządzanie jakością. Na pierwszym roku poznałam sporo wspaniałych, inspirujących ludzi z nawigacji, którzy z wielką pasją opowiadali o morzu, o pracy na statkach, o praktykach na Darze Młodzieży. Dowiedziałam się więcej, czego się uczą, poczytałam o przedmiotach, takich jak astronawigacja, nawigacja terestryczna, oceanografia. To wszystko sprawiło, że oczy zaświeciły mi się na myśl o nowym wyzwaniu i nowej drodze życia. Zaliczyłam pierwszy rok towaroznawstwa, ale jednocześnie czekałam na wyniki rekrutacji na wydziale nawigacyjnym. Dostałam się i zaczęłam od początku, tym razem na nawigacji.

Nie obawiałaś się, że twoja przyszła praca będzie z dala od rodziny?

- Wręcz przeciwnie, praca w morzu to jedna z największych zalet tego zawodu. Nie wyobrażam sobie życia z dala od morza. Fakt bycia z dala od rodziny jest oczywiście trudny, ale dziś coraz częściej statki zapewniają dostęp do internetu, co pomaga w kontaktach z bliskimi poprzez różne aplikacje, jak Skype czy Whatsapp.

Dla kobiet wybór pracy na morzu wyklucza założenie rodziny?

- Oczywiście, że nie! Dlaczego miałby wykluczać? Jest wiele kobiet pracujących na morzu na różnych stanowiskach, które założyły rodzinę, mają dzieci. Na statkach można pracować w różnych systemach, podpisując krótsze kontrakty. Ja zazwyczaj pływam na pięcio-, sześciomiesięcznych, ale są kontrakty, które trwają tylko kilka tygodni. Wtedy z pomocą rodziny kobieta może połączyć pracę na morzu z rolą mamy. Znam wiele kobiet, którym się to z powodzeniem udaje.

Kiedyś kobieta na statku była traktowana jak początek zagłady. Takie przesądy nadal funkcjonują?

- Jest wiele morskich tradycji i przesądów. Jednak należy pamiętać, że to dwie zupełnie inne sprawy. Tradycje morskie należy bezwzględnie szanować, natomiast przesądy traktować z przymrużeniem oka. Przesąd o kobiecie przynoszącej pecha zrodził się z przekonania, że statek może być zazdrosny o panie na statku. Dlatego też przesąd ten powinien być traktowany jako żart i mężczyźni raczej nie mówią tego na poważnie, panie natomiast nie powinny się obrażać, gdy słyszą takie stare marynarskie powiedzenia. Na statku, na którym pływam, obecnie pracują dwie kobiety - ja oraz stewardessa. Natomiast często podczas ekspedycji w morze płyną z nami kobiety - cenione panie profesor biologii, chemii, panie inżynier, które np. świetnie operują kamerami i aparatami fotograficznymi pod wodą. Nie mieliśmy nigdy pecha z tego powodu, wręcz przeciwnie. Są to zawody wymagające niezwykłej precyzji, ambicji, wytrwałości, nauki oraz doświadczenia. Razem z dziewczynami wzajemnie się wspieramy, motywujemy do dalszej pracy oraz rozwijania swoich pasji.

Czy praca na statku badawczym jest ciekawsza od tej na innych jednostkach?

- Pracowałam na różnych statkach - na promach, kontenerowcach, luksusowych żaglowcach pasażerskich, gigantycznych statkach pasażerskich, a teraz na eksploracyjnym Nautilusie. Bez wątpienia stwierdzam, że praca na statku badawczym to zupełnie inna praca i do tej pory najciekawsza. Pracę na statku planujemy razem z grupą naukowców. Podczas ekspedycji nigdy nie wiemy, jak zakończy się dzień, trzeba mieć zawsze kilka planów "b". Dużo nauczyłam się przez te trzy lata od grupy naukowej, bliżej poznałam podwodny świat, który ukrywa jeszcze wiele tajemnic. Doktor Robert Ballard, właściciel statku, zawsze podkreśla, że Nautilis to "exploration vessel" (statek poszukiwawczy) oraz "research vessel" (statek badawczy). Nie tylko badamy, ale również odkrywamy. Z odrobiną szczęścia podwodne aparaty sfilmują stworzenia morskie, które nigdy do tej pory nie były widziane ludzkim okiem. Są to czasem całe kolonie ośmiornic albo różne nowe, niezbadane rodzaje rekinów. Często badamy miejsca bardzo odległe, niedostępne dla ludzi bez specjalnego pozwolenia od organizacji rządowych i pozarządowych. W tym roku zatrzymaliśmy się na kilku bezludnych wyspach i kilku takich, które zamieszkiwane są przez np. 15 ludzi. To było również wielkie wydarzenie dla tubylców, bo statki zawijają tam może raz, dwa razy w roku. Niezwykle ciekawą postacią jest sam właściciel statku. To słynny badacz głębin morskich, geolog morski, geofizyk i oceanograf, oficer Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Zyskał sławę, odkrywając w 1985 r. wrak Titanica oraz wrak niemieckiego pancernika Bismarck. Ma na swoim koncie wiele naukowych odkryć i nowych potwierdzonych teorii. Wszystko, co robimy na Nautilusie, można oglądać na żywo online na stronie internetowej nautiluslive.org. Na stronie można znaleźć również wiele przepięknych zdjęć i filmów z kamer z podwodnych robotów oraz można uczestniczyć w ekspedycji poprzez chat. Nautilus to organizacja non profit, która ma na celu edukację ludzi na całym świecie. Nie badamy dna oceanów dla celów komercyjnych, tylko naukowych.


Która ekspedycja była dla ciebie najciekawsza?

- Każda jest inna i każda jest niezwykle ciekawa. Jednak tegoroczna ekspedycja była naprawdę wyjątkowa. W sierpniu statek wyczarterowała grupa filmowców z National Geographic, aby nagrać film na temat poszukiwania Amelii Earhart, amerykańskiej pilotki. Amelia była pierwszą kobietą, która w 1928 r. przeleciała nad Atlantykiem jako pasażer i pierwszą, która już jako pilot uczyniła to samotnie w 1932 r. - jako druga samotna osoba na świecie. Amelia to bohaterka amerykańska, która udowodniła, że niemożliwe nie istnieje. Śmierć Amelii to jedna z największych tajemnic w historii. Zaginęła podczas próby okrążenia kuli ziemskiej i choć rząd USA wydał około czterech milionów dolarów na akcje poszukiwawczą, jej ciała ani samolotu nie odnaleziono. Nie potwierdzono także, że znalezione po kilku latach kości na wyspie Nikumaroro na Pacyfiku należą do Amelii. Nautilus wyruszył na ekspedycję właśnie po to, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie, co się stało z Amelią. Zajmowaliśmy się szukaniem na dnie oceanu wraku samolotu. Współpracowaliśmy również z innym, mniejszym statkiem, który zajmował się poszukiwaniem na wyspie - byli tam m.in. archeolodzy, nurkowie oraz psy poszukiwawcze.


Świetna historia, znaleźliście wrak?

- Nie mogę powiedzieć. Wszyscy uczestnicy ekspedycji podpisali oświadczenie, że nie będą dzielić się wiadomościami po zakończonej wyprawie. Można będzie za to obejrzeć film 20 października na kanale National Geographic. Będzie tam dużo fragmentów z codziennej pracy na statku Nautilus, dużo historii Amelii oraz będzie pokazana sama wyspa Nikumaroro, którą przeszukiwaliśmy.

Jak dostałaś się do ekipy Nautilusa? Jest ktoś jeszcze z Polski?

- Nie, część badawcza to Amerykanie, a załoga to miks narodowości. Dostałam się tradycyjną drogą. Wysłałam CV, list motywacyjny, przeszłam kilka wywiadów i dostałam propozycję. Pracowałam wtedy na statku pasażerskim i nie myślałam o zmianie, jednak kiedy zobaczyłam ogłoszenie o pracy na stanowisku oficerskim na EV Nautilus, postanowiłam, że spróbuję, i zostałam przyjęta.

Czy zmiana rodzaju statku mocno odbija się na wynagrodzeniu?

- Tak, wynagrodzenie zależy od typu statku, od jego rozmiaru. Zazwyczaj im większe statki, tym wyższe zarobki. Tak samo, jeśli praca wiąże się z większym zagrożeniem. Organizacja ITF (International Transport Federation) ustala minimalne wynagrodzenie dla wszystkich marynarzy, określa też minimalny czas i maksymalny czas pracy oraz odpoczynku. Z tego, co pamiętam, to minimalne wynagrodzenie wynosi 1 tys. dolarów. Najwyższe wynagrodzenia, o których słyszałam, to 15 tys. dolarów na stanowisku kapitana.

Takie kwoty przekonują do pracy na morzu?

- Z całego serca odradzam pracę na statku każdemu, kto kieruje się przy wyborze jedynie zarobkami. Kiedyś zawód marynarza kusił zarobkami i zwiedzaniem świata. Teraz bez problemu znajdziemy te atuty również w pracy na lądzie. Owszem, mam możliwość zobaczenia miejsc, o których marzą podróżnicy, ale żeby się tam dostać, najpierw przez kilka tygodni zmagaliśmy się z silnymi wiatrami, wysoką falą oraz innymi nieprzyjemnościami, takimi jak błędy techniczne sprzętu, rozłąka z bliskimi, często brak komfortu na statku. A "wycieczka" po lądzie trwa zazwyczaj maksymalnie parę godzin i można wracać. Na statku nie ma wakacji, wolnych niedziel czy świąt. Pracujemy w systemie wachtowym każdego dnia. Marynarz to bardzo specyficzny zawód. Jeśli komuś jest bardzo trudno zostawić rodzinę i przyjaciół na kilka miesięcy, to żadne pieniądze nie są tego warte. Czasami rejsy są bardzo długie i statek długo nie zawija do portu. W tym roku Nautilus był w tak odległym miejscu na oceanie, że astronauci z International Space Station byli bliżej nas niż inni ludzie na ziemi. Jest to zawód, dla którego trzeba poświęcić kawałek swojego życia, dlatego myślę, że ma to sens tylko wtedy, gdy ktoś pracuje na morzu z pasją, bo kocha to, co robi.

Jakie cechy są potrzebne, żeby poradzić sobie tyle miesięcy na morzu?

- Trzeba być elastycznym, tzn. umieć odnaleźć się w różnych sytuacjach, do tego być opanowanym, nigdy nie dać się sprowokować, nie panikować w sytuacjach niecodziennych, czasem sytuacjach zagrożenia. Szybko podejmować decyzje, być ich pewnym i pewnym siebie. Do tego ważna jest siła zarówno psychiczna, jak i fizyczna. Jednocześnie trzeba szanować morze i mieć pokorę dla natury, bo to ona jest zawsze silniejsza.

Praca marynarza jest stresująca?

- Jest wymagająca. Jest dużo niecodziennych sytuacji związanych z pogodą, huraganami, sztormami, czasem z błędem technicznym sprzętu. W swojej karierze miałam kilka nieprzyjemnych sytuacji, jednak zawsze mam zaufanie do siebie oraz do swojej załogi. Wiem, że możemy na siebie liczyć i że jesteśmy odpowiednio przygotowani i przeszkoleni. Często robimy symulacje, ćwiczymy poprawne reakcje, tak żeby w sytuacji zagrożenia nie panikować. Każdy marynarz przechodzi serię szkoleń m.in. pierwszej pomocy, pożarowych. Jeszcze zanim wejdzie na statek musi udowodnić, że wie, jak się zachować, gdy pojawi się niebezpieczeństwo.

Wyobrażasz sobie robić coś innego?

- Nie, nie wyobrażam sobie. Morze i statek to mój drugi dom.

Trójmiejski rynek pracy to różnorodność i ciągłe, dynamiczne zmiany. Ciekawe, niszowe profesje i zawody, które w chwilę zdobywają popularność. Chcemy pokazać czytelnikom nie tylko warte poznania profesje, ale także niezwykłych ludzi, którzy z pasją opowiadają o swojej pracy. Temu ma służyć cykl wywiadów "Ciekawe zawody".