Wiadomości

stat

Technik kryminalistyki - specjalista od śladów

Podinsp. Wojciech Wojtczak, zastępca Naczelnika Wydziału Techniki Kryminalistycznej Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku od 19 lat bada ślady, które pomagają odpowiedzieć na pytanie, co zaszło na miejscu przestępstwa.
Podinsp. Wojciech Wojtczak, zastępca Naczelnika Wydziału Techniki Kryminalistycznej Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku od 19 lat bada ślady, które pomagają odpowiedzieć na pytanie, co zaszło na miejscu przestępstwa. fot. Piotr Hukało/Trojmiasto.pl

O tym, że każda zbrodnia pozostawia ślady a ich ujawnianie to zasługa kompetencji techników kryminalistyki, których praca ma niewiele wspólnego z popularnymi serialami, w kolejnym wywiadzie z cyklu "Ciekawe zawody" opowiada podinspektor Wojciech Wojtczak, zastępca naczelnika Wydziału Techniki Kryminalistycznej Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. W ubiegłym miesiącu zawód technologa odzieży przybliżyła nam Magdalena Woźniczak. Kolejny wywiad już za miesiąc.



Popularność kryminalistyki i kryminologii wśród maturzystów utrzymuje się od kilku lat na wysokim poziomie. Co prawda o jedno miejsce nie walczą już, jak w pierwszym naborze w 2013 r., 44 osoby, tylko dziewięć, ale nadal to czwarty najbardziej oblegany kierunek na Uniwersytecie Gdańskim. Czy to zasługa seriali i popularności literatury kryminalnej?

Czy mógłbyś(mogłabyś) wykonywać pracę technika kryminalistyki?

tak, wykonuję ją 16%
tak, pasjonuje mnie ten zawód i chętnie bym to robił(a) 41%
nie, choć ciekawi mnie ta praca, ale zakres obowiązków mnie przeraża 32%
nie, taka praca w ogóle nie wydaje mi się interesująca 11%
zakończona Łącznie głosów: 450
Wojciech Wojtczak: Na pewno seriale i książki mają w tym swoją zasługę. Pod ich wpływem kierunek stał się modny, a nasza praca zaczęła ludzi ciekawić. Jednak wiele młodych osób błędnie zakłada, że praca w kryminalistyce wygląda jak w filmie. Oczywiście niektóre metody działania mogą być podobne, ale w gruncie rzeczy więcej jest różnic. Na przykład oględziny miejsca przestępstwa przez technika w serialu trwają 10 minut, a na żywo, na przykład przy głośnej sprawie zabójstwa w Kredyt Banku w Warszawie, trwały cztery dni i objęły kilka zmian techników. Zadziwia mnie także zdejmowanie odcisków palców z łańcuszka, ponieważ to nie jest możliwe, bo powierzchnia jest za mała. Zwłoki w filmach są też zawsze czyste, a obok plama krwi 10 na 15 centymetrów. Jak to wygląda w życiu? Krew potrafi być w całym pomieszczeniu, a samo mieszkanie pachnieć gorzej niż rozkładające się zwłoki.

Jak zsumujemy studentów kierunków kryminalistyki i kryminologii z Uniwersytetu Gdańskiego i uczelni prywatnych, wychodzi nam kilkuset absolwentów rocznie w samym Trójmieście. To oznacza, że całe tłumy chętnych pukają do waszych drzwi, żeby dostać pracę, czy jednak to starcie film kontra rzeczywistość studzi ich zapał?

- W policji wymogiem jest wykształcenie średnie, ale większość policjantów kończy studia w cywilu, po których wstępują do policji. Osoba, która zdecyduje się kandydować do zawodu technika kryminalistyki musi najpierw przejść szkolenie podstawowe w policji, trzyletni okres w służbie przygotowawczej, a następnie w trakcie trzymiesięcznych kursów specjalistycznych nabyć uprawnienia technika kryminalistyki. Z tego, co kojarzę, nie mamy ani jednej osoby po kryminalistyce. Zakładam, że po zderzeniu oczekiwań z rzeczywistością studia z kryminalistyki są traktowane hobbistycznie, tak jak wcześniej traktowane było oglądanie kryminałów. Do naszego wydziału zgłaszają się w 99 proc. policjanci, którzy widzieli nas przy pracy i wiedzą już, czego się spodziewać.

Sami technicy kryminalistyki czytają i oglądają kryminały, czy te nieścisłości i przesyt przestępstw w prawdziwym życiu skutecznie do tego zniechęca?

- To wygląda bardzo różnie. Mam kolegów, którzy namiętnie czytają kryminały i takich, którzy w ogóle się nimi nie interesują. Sam pamiętam, jak jako młody chłopak podbierałem mamie kryminały, które były dobrą odskocznią od, niekiedy mało ciekawych, lektur. Mama do dziś jest ich wielką fanką i czyta nowości zdecydowanie częściej niż ja.

Czytanie kryminałów zapoczątkowało fascynację kryminalistyką?

- Przez moment, potem na lata o tym zapomniałem. Zawsze fascynowała mnie praca badawcza. Lubiłem obserwować i wyciągać wnioski. Zrobić plan, ustalić priorytety, postawić hipotezy i dalej je weryfikować. Zdecydowałem się na studiowanie biologii. Okazało się jednak, że biologów jest dużo, a ofert pracy niewiele. Wtedy właśnie przypomniałem sobie o dawnej pasji. Dlatego po studiach zdecydowałem się wstąpić do policji. Bycie policjantem śledczym czy prewencji to nie była moja bajka, od początku wiedziałem, że moim celem jest stanowisko technika kryminalistyki, choć oczywiście wstępując do policji nikt mi nie gwarantował, że tam się znajdę, ale udało się i od 19 lat pracuję w kryminalistyce. Na pewno decyzja o wstąpieniu do policji musi być dobrze przemyślana, bo zmienia całe, nie tylko zawodowe życie. Tak naprawdę cały czas jesteśmy na służbie.

Czy technik ryzykuje życiem?

- Na pewno dużo mniej niż funkcjonariusz prewencji. Jednak nigdy nie wiemy, co spotkamy na miejscu zdarzenia, jakie zamiary mają postronne osoby. Kiedyś był taki przypadek w Parolach, gdzie funkcjonariusz prewencji i technik kryminalistyki robili oględziny odzyskanego towaru na tirze i zostali zabici przez przestępców, którzy przyjechali towar odbić. O tym zagrożeniu jednak na co dzień się nie myśli, bo w pracy musimy się w stu procentach skupić na zadaniach.

Jakie dokładnie zadania należą do waszych obowiązków?

- Główna i najbardziej odpowiedzialna część naszej pracy to ta na miejscu zdarzenia, ponieważ jest niepowtarzalna, niemożliwa do odtworzenia. Jeśli ktoś posprząta po przestępstwie i dany ślad nie został ujawniony, nie będziemy mieli kolejnej szansy. Same miejsca i okoliczności pracy technika mogą być bardzo różne. Od złamanego lusterka podczas stłuczki, gdzie nikt nie poczuwa się do winy, po potrójne zabójstwo - jak to, z którym w 2013 r. mieliśmy do czynienia w Gdańsku. Zadaniem technika jest opisanie i pokazanie rzeczywistości dokładnie takiej, jaką jest. Musimy ujawnić, zabezpieczyć i utrwalić ślady przestępcy. Czasem nie jest to proste, więc zdarzyło się, że technicy, żeby zabezpieczyć ślad linii papilarnych lub ślady biologiczne wycinali kawałek framugi albo część kanapy. Do tego bardzo ważnym zadaniem technika jest robienie dokumentacji fotograficznej. Sprawdzamy też cały teren pod kątem postawienia hipotez, jak sprawca dotarł do tego miejsca, jakich użył narzędzi i co właściwie tam zaszło. Na gorąco spisujemy notatki i cały zebrany materiał przekazujemy policjantom dochodzeniowo-śledczym. Poza tym zajmujemy się także rejestrowaniem działań policji i rejestracją procesową, gdzie robimy zdjęcia i pobieramy odciski palców od podejrzanych i w celach eliminacyjnych od pokrzywdzonych. Jeśli mamy znaleźć sprawcę, musimy wiedzieć, których śladów nie brać pod uwagę.

Co jest najtrudniejsze w pracy technika kryminalistyki?

- Na każdym dwunastogodzinnym dyżurze technik wyjeżdża do kilku, czasem nawet kilkunastu wezwań. W sumie, podczas rocznej pracy, bada 200, 300 zdarzeń. Wśród nich są też te najtrudniejsze, czyli z ofiarami śmiertelnymi. Po potrąceniu człowieka przez pociąg pół kilometra fotografujemy fragmenty ciała. Zdarza się, że zwłoki zostają znalezione dopiero wtedy, kiedy sąsiedzi nie są w stanie wytrzymać wydobywającego się fetoru lub od rozkładu ciała zaczyna przeciekać strop. Z widokiem i zapachem po wejściu do takiego mieszkania niewiele osób by sobie poradziło. Technik nie może się cofnąć, musi wykonać swoją pracę, znaleźć ślady, zabezpieczyć i utrwalić, zrobić zdjęcia. Dla mnie osobiście najtrudniejsze są sekcje zwłok dzieci, które skłaniają do refleksji, bo przecież stół sekcyjny nie jest miejscem dla takiego małego człowieka. Pamiętam swoją pierwszą sekcję, w starych budynkach medycyny sądowej na ul. Smoluchowskiego, które działały jeszcze przed wojną. Chociaż po wszystkim przebrałem się i umyłem, ten zapach tkwił gdzieś głęboko w mózgu. Nieważne jednak, co zobaczymy w naszej pracy, nigdy nie może to zaburzać naszego racjonalnego myślenia, emocje nie są tu dobrym doradcą. Kiedy okazuje się, że nie ma świadków, nic nie znaleziono w monitoringu, wszystkie oczy patrzą na nas, bo ślady są zawsze, ktoś musiał wejść, musiał wyjść. Ślady to tacy niemi świadkowie każdego przestępstwa.

Jakie cechy powinien mieć dobry technik kryminalistyki?

- Tak jak w przypadku innych, trudnych zawodów, do naszej pracy też trzeba mieć talent. Trzeba umieć w stu procentach skupić się na wykonywanej czynności, być spostrzegawczym, myśleć analitycznie, żeby postawić najbardziej prawdopodobne hipotezy do danego zdarzenia. Dobrą analogią jest gra w szachy, każdy nasz ruch ma swoje konsekwencje. Złego ruchu już nie cofniemy. Ważne jest opanowanie, umiejętność oddzielenia swoich emocji od chłodnej oceny sytuacji, czyli ogólnie możemy nazwać to odpornością psychiczną. Przyda się jeszcze pojęcie o fotografowaniu, żeby ktoś, kogo nie było na miejscu, mógł wyobrazić sobie, jak to wyglądało. Na koniec dnia ważne jest jeszcze to, żeby technik nie gromadził tych wszystkich obrazów w głowie. Choć nie można powiedzieć, że one nie mają na nas żadnego wpływu. Czasem tak odcinamy się od swoich emocji, że ciężko powiedzieć, co naprawdę dzieje się w środku, w człowieku. Technicy, których znam starają się przeciwdziałać i przewidywać różne zdarzenia, które widzieli w pracy. Rozmawiają z dziećmi, czego mają nie robić, bo zobaczyli coś co ich poruszyło w pracy. Mam kolegę, który na przykład nigdy nie staje w świetle znaku, bo kiedyś przyjechał na miejsce wypadku, gdzie samochód uderzył w sygnalizację świetlną, a ta sygnalizacja z impetem uderzyła w głowę kobiety czekającej przed przejściem dla pieszych.

Faktycznie da się usunąć z pamięci te wszystkie trudne obrazy, które widzicie?

- Jak teraz pomyślę, to pamiętam z większymi szczegółami wszystkie zabójstwa, które badałem, a było ich naprawdę dużo, więc usunąć pewnie się nie da. Jednak nie można się tym zamęczać, myśleć o tragedii ludzi, bo to droga donikąd.

Wszyscy, z którymi rozmawiałam o stanowisku technika kryminalistyki wskazywali, że musi być to silny psychicznie mężczyzna, to oznacza, że kobieta nie ma szans na pracę u was?

- Oczywiście ma, choć kobiet zgłasza się do nas niewiele, chętniej wybierają pracę na przykład w laboratorium kryminalistyki.

Czy zdarza się, że młody technik po pierwszym kontakcie ze zwłokami rezygnuje z pracy?

- Nie pamiętam takiej sytuacji, pewnie dlatego, że w większości przychodzą do nas funkcjonariusze, którzy zmierzyli się już wcześniej z tematem wypadków śmiertelnych czy zabójstw w swojej pracy i po prostu wiedzą, na co się decydują.

O jakich wynagrodzeniach możemy mówić na stanowisku technika?

- Jesteśmy zaszeregowani w grupie techników kryminalistyki. Nasza pensja jest sumą wynagrodzenia zasadniczego, dodatku stażowego, dodatku służbowego i za stopień, trzynastki i tzw. mundurówki. Początkujący policjant, który jest wysłany na szkolenie, zarobi niecałe 2 tys. zł netto, policjant po szkoleniu około 3 tys. zł netto, a technik kryminalistyki z dziesięcioletnim stażem otrzyma wynagrodzenie na poziomie 4 tys. zł netto.

Praca technika bardzo zmieniła się, od kiedy jest pan w zawodzie?

- Tak, technologicznie poszliśmy bardzo do przodu. Pamiętam jeszcze zdjęcia wywoływane w ciemni i suszone w suszarkach bębnowych. Zmieniło się też podejście do śladów daktyloskopijnych, czyli odcisków linii papilarnych. Kiedyś były przechowywane w wielkich szafach w formie papierowej, co pewnie dziś wydaje się zaskakujące, można było na podstawie specjalnych oznaczeń określić przez telefon, czy poszukiwane ślady pasują do tych w bazie. Obecnie ślady linii papilarnych porównujemy w sposób w pełni skomputeryzowany za pomocą systemu AFIS.

Śledzicie rozwiązanie sprawy, przy których zbieraliście dowody?

- Te większe tak, to jest jeden z powodów, dla których ta praca naprawdę daje satysfakcję. Widzimy, że nasze działanie przyczyniło się do znalezienia sprawcy. Obecnie w Gdańsku jest stuprocentowa wykrywalność sprawców zabójstw i duża w tym rola właśnie techników kryminalistyki, nie raz chwalonych przy tych najbardziej wymagających sprawach, bo nie ma co ukrywać, że nasza praca nie jest łatwa, ale bardzo ważna.

Trójmiejski rynek pracy to różnorodność i ciągłe, dynamiczne zmiany. Ciekawe, niszowe profesje i zawody, które w chwilę zdobywają popularność. Chcemy pokazać czytelnikom nie tylko warte poznania profesje, ale także niezwykłych ludzi, którzy z pasją opowiadają o swojej pracy. Temu ma służyć cykl wywiadów "Ciekawe zawody".

Opinie (58) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.