Wiadomości

stat

Ciekawe zawody: Animator lalkowy produkcji poklatkowej

Praca animatora wymaga niezwykłej cierpliwości i wyobraźni, które pozwolą stworzyć naturalny, płynny ruch lalki.
Praca animatora wymaga niezwykłej cierpliwości i wyobraźni, które pozwolą stworzyć naturalny, płynny ruch lalki. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Z precyzyjnie przesuwanych, o jeden mikro ruch, lalek tworzą animacje opowiadające całe historie. Choć czasem kilka sekund filmu wymaga całego dnia pracy. O pracy animatora opowiedział nam Jarosław Konopka. W zeszłym miesiącu rozmawialiśmy z Dominiką Hermanowicz o pracy mówcy ostatniego pożegnania. Kolejny wywiad już za miesiąc.


Czy lubisz swoją pracę?

tak, cieszę się, że zawodowo robię właśnie to 33%
same obowiązki lubię, ale już pracodawcę chętnie bym zmienił 15%
to problematyczne, część moich zadań lubię bardzo, a innych wcale 26%
nie, nie lubię swojej pracy 26%
zakończona Łącznie głosów: 69

Ile osób w Polsce wykonuje zawód animatora lalkowego?

Jarek Konopka: Myślę, że około kilkunastu, animator lalkowy to niszowy zawód. Studia filmowe, które zatrudniały animatorów na przestrzeni lat upadły, niewiele zostało miejsc pracy. Produkcja serialu pt. Rodzina Treflików, przy której pracuję obecnie skupia sześciu animatorów.

Jesteś animatorem z wykształcenia i pasji?

- W zasadzie tak. Ukończyłem Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Od kiedy pamiętam lubiłem rysować, dlatego na początku studiów myślałem, że będę robił animacje rysunkowe. Zacząłem interesować się zestawieniem obrazu z dźwiękiem, trafiłem do katedry animacji Jerzego Kuci. To były lata 90., czasy przejściowe pomiędzy techniką analogową na taśmie, a techniką cyfrową. Mieliśmy wówczas jeden komputer i kamerę przemysłową. Naświetlaliśmy kilkanaście sekund animacji na taśmie celuloidowej, potem materiał był wysyłany do Łodzi lub Warszawy, w celu wywołania. Po paru tygodniach, mogliśmy obejrzeć go na stole montażowym. Jeśli ktoś popełnił błąd, cały materiał nadawał się do śmieci. Montowaliśmy, łącząc poszczególne ujęcia w pełny kilkuminutowy film. Olbrzymią ilość czasu pochłaniała walka z materią, z techniką. Mało czasu zostawało na, nazwijmy to, sztukę animacji. To mnie zniechęciło. Ostatecznie opuściłem katedrę animacji i dyplom zrobiłem z grafiki warsztatowej.

Kiedy powrócił temat animacji?

- W 2003 r. urodziła się moja córka, kupiłem wtedy aparat cyfrowy i zacząłem tworzyć krótkie filmy poklatkowe. Zaczynając od nagrań córki, potem przechodząc w krótkometrażowe animacje. Debiutowałem w warszawskim Studiu Munka, w 2010 r. w programie "Młoda animacja" dzięki niemu powstała ośmiominutowa animacja lalkowa pt. "Underlife". Jej przygotowanie zajęło mi ok. 20 miesięcy pracy. W 2011 r. dostałem stypendium ministra kultury na rozwój nowego projektu animacji stop-motion pt. "Ucieczka", która porusza w sposób poetycki temat dramatycznych wydarzeń na Wołyniu, w czasie II wojny światowej. Moje animacje zawsze opierają się na pewnego rodzaju mozaikach obrazów wywołujących i oddziaływających bezpośrednio na emocje widza. Nie posiadają dialogów, a tematyka jest trudna i mroczna, z czym animacja powszechnie się nie kojarzy. Osobiście nie przepadam za filmami oczywistymi i przewidywalnymi w narracji. Choć produkcje dla dzieci, którymi zajmuje się w ostatnich latach bardzo różnią się od moich wcześniejszych doświadczeń. W 2011 r. Studio Se-ma-for rozpoczęło produkcję animowanego serialu lalkowego "Parauszek", gdzie byłem jednym z animatorów. W 2016 r. dołączyłem do zespołu animatorów tworzących serial "Rodzina Treflików". Serial to praca zespołowa, gdzie każda osoba w ekipie ma swoje pole działania. Jest to przeciwieństwo krótkich animacji autorskich, gdzie praca na planie jest bardzo kameralna, gdzie często animator, reżyser, scenarzysta i montażysta to jedna osoba.

Na czym dokładnie polega praca animatora lalkowego, przy takiej produkcji?

- Animator otrzymuje od reżysera wybrane, konkretne ujęcia. Dział scenografii oraz ekipa oświetleniowa i operatorska przygotowuje plan zdjęciowy. Pracujemy w wyciemnionych pomieszczeniach, rozświetlony jest tylko plan zdjęciowy, przed którym na statywie zamontowany jest aparat. Każde zdjęcie musi być stabilne. Reżyser kieruje i łączy efekty pracy wszystkich animatorów w spójną całość, poszczególnych scen, odcinków i całego serialu. Animator, który animuje jedno ujęcie wiele godzin, może stracić dystans, i nie dostrzegać swoich błędów. Zadaniem samego animatora jest zorganizowanie sobie pracy od strony technicznej, z wykorzystaniem dostępnych na planie rzeczy, aby zrealizować konkretne ujęcie. Animator musi także każde zadane ujęcie rozegrać aktorsko, oczywiście za pomocą lalek. Potem animuję lalki poruszając je, czyli wykonując zdjęcia faz ich ruchu, klatka po klatce. Zmieniam mimikę, wymieniając różne fazy buziek mocowanych na magnes. Na jedną sekundę filmu składa się 25 faz ruchu, czyli zdjęć, które puszczone w ruch tworzą magię filmu animowanego, ożywiając martwą materię. Program do kontroli animacji, bardzo pomaga w pracy. Za każdym razem przy odtwarzaniu realizowanego ujęcia, odtwarza nagrane dialogi, dzięki którym lalki zaczynają mówić. Ostateczny "dubbing" nagrywany jest przez aktorów dopiero po zmontowaniu całego odcinka. Brzmi prosto, ale przygotowanie lalek do jednego ujęcia potrafi zająć sporo czasu, np. 25 lalek wstaje i klaszcze. Trzeba każdą z nich odpowiednio upozować, nadać jej kolejną fazę ruchu. Lalka musi mieć swoją psychologię, musi grać, wyrażać konkretne emocje. Animator jest poniekąd aktorem, który nie gra swoim ciałem, lecz musi przelać tę grę na lalkę, co wcale już proste nie jest.

Jakie cechy animatora pomagają w pracy?

- Na pewno umiejętność obserwowania otoczenia i pamięć wzrokowa. Animator musi przypomnieć sobie, jak naturalnie wygląda dany ruch, który ma wykonać lalka. Mi pomogło malarstwo i rysunek, którymi interesowałem się jeszcze przed studiami. Praca animatora jest dość monotonna, więc niezbędna będzie cierpliwość i odporność na taki rytm. Spotkałem się z osobami, które myślały, że animatorem może być każdy i wystarczy tylko zrobić szybkie szkolenie, ale to nieprawda. Dla mnie animacja to też pewnego rodzaju sztuka. Każde ujęcie najpierw musi się zadziać w wyobraźni animatora. Jak np. mam zanimować kota, który chodzi po dachu i śpiewa arię operową? Najpierw patrzę jak wygląda człowiek, który to robi, żeby mieć punkt wyjścia i przekazać to w ciekawy, zabawny sposób. Ruch musi być płynny i wiarygodny. Czasem pewnego rodzaju nieudolność lalek wydaje się zabawna, na przykład gdy Trefliki odtwarzają cytaty z prawdziwych scen filmów fabularnych.

Jeśli zastanawiałabym się, czy będę dobrym animatorem, jesteś w stanie to szybko zweryfikować?

- Właśnie niestety potencjału wcale nie da się szybko ocenić. Studio Se-ma-for kiedyś przeprowadzało profesjonalne kursy animacji. Przez sześć miesięcy wyłaniały one kilkunastu animatorów z początkowej grupy ok. 200 osób, przesiewając na różnych etapach. Zresztą z samym kształceniem animatora animacji lalkowej też jest problem. Ponieważ żadna szkoła tego nie robi.

To co może zrobić osoba, której zależy na zostaniu animatorem?

- Zależy ile ma lat. Jeśli jest na etapie wybierania studiów, może zdecydować się na Akademię Filmową i specjalność animację lub na Akademię Sztuk Pięknych, gdzie na pewno wrażliwość, wyobraźnia i umiejętności plastyczne będą miały szansę się u niej dalej rozwijać. W animacji wiele można nauczyć się samemu. Ja animacji lalkowej nauczyłem się sam. Na początku obserwowałem filmy animowane i fabularne klatka po klatce, sam ustawiałem kadr, obserwując efekty. Trzeba mieć też, jak we wszystkim, trochę samozaparcia i chęci. Później fajnie, jeśli ktoś spojrzy na nasze animacje i podpowie, co można zrobić lepiej, inaczej. Nowych animatorów pojawia się na rynku niewielu, bo pracy dla nich też nie ma za wiele. Można też zostać animatorem 3d, zawód ten jest bardziej rozpowszechniony.

O jakich zarobkach możemy mówić w tym zawodzie?

- To jest bardzo zróżnicowane. Nawet forma rozliczania jest różna. Możemy być rozliczani za miesiąc pracy, za sekundę stworzonego ujęcia, za dzień pracy itp. Wszystko jest uzależnione od konkretnych produkcji. Do tego dochodzi kwestia budżetu, doświadczenia animatora. Osoba z większym doświadczeniem może zarobić mniej więcej średnie wynagrodzenie, tj. ponad 4 tys. zł brutto.

Czy w związku z sytuacją na rynku bierzesz pod uwagę przebranżowienie się?

- Mam nadzieję, że nie będę musiał o tym myśleć i na długo animacja lalkowa, nawet w obecnej niszowej formie, będzie funkcjonować. Lubię swoją pracę, w zasadzie bardzo lubię, daje mi dużo satysfakcji, zdobyłem już spore doświadczenie, więc nie chciałbym zmieniać profesji.

Trójmiejski rynek pracy to różnorodność i ciągłe, dynamiczne zmiany. Ciekawe, niszowe profesje i zawody, które w chwilę zdobywają popularność. Chcemy pokazać czytelnikom nie tylko warte poznania profesje, ale także niezwykłych ludzi, którzy z pasją opowiadają o swojej pracy. Temu ma służyć cykl wywiadów "Ciekawe zawody".