Wiadomości

stat

Stylistka i kostiumograf - ciekawe zawody Karoliny Bryl


Zawody związane ze sztuką przyciągają pasjonatów. Tak jest i z Karoliną Bryl, która z miłości do mody i teatru postanowiła podążać za swoimi marzeniami z dzieciństwa i została kostiumografem i stylistką. Z typowym dla pasjonatów błyskiem w oku opowiedziała nam, na czym polega jej praca. W ubiegłym miesiącu o magicznym zawodzie wróżki opowiadała Magdalena Fortuna. Kolejny wywiad już za miesiąc.


Jakie miesięczne wynagrodzenie na rękę jest dla ciebie wystarczające do podjęcia pracy?

wystarczą mi 2 tys. zł 2%
przynajmniej 3 tys. zł 31%
od 4 tys. zł mogę zaczynać rozmowy 24%
5 tys. zł to najniższa kwota, za którą mogę pracować 15%
musi to być zdecydowanie kwota powyżej 6 tys. zł 28%
zakończona Łącznie głosów: 247

Zauważyłam rzecz, która łączy osoby pracujące w zawodach artystycznych związanych z teatrem, sztuką czy modą. Już na etapie wczesnego dzieciństwa są pewne, co chcą robić w życiu zawodowym. Oczywiście czasem, kiedy są starsze, pojawiają się dylematy, ale w wieku sześciu lat jest to dla nich wyjątkowo jasne.

Karolina Bryl: - Tak było też u mnie. Świat mody i teatru fascynował i pasjonował mnie od dziecka. Bardzo lubiłam występować w szkolnych przedstawieniach, na które mama zawsze przygotowywała mi wspaniałe stroje. Potem zaczęłam szyć, dość niefortunnie, bo z jedwabnych szalików mamy, więc jej garderoba poniosła poważne straty. Bardzo szybko też odkryłam, że uwielbiam stylizować. Na początku stylizowałam siebie. W wieku dziewięciu lat potrafiłam wyjść na spacer ubrana w mamy odświętne kreacje i wysokie szpilki. Niestety skończyło się to dość szybko, kiedy jedną z moich stylizacji zobaczyła mamy koleżanka i uświadomiła mamę, co robię, kiedy nie ma jej w domu. To, co powiedziałaś, sprawdziło się także u mnie. Byłam bardzo blisko złożenia dokumentów do Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie, ale ostatecznie wygrał głos rozsądku i wybrałam Akademię Morską, a na niej kierunek eksploatacja portów i floty morskiej. Co było dla mnie dużym wyzwaniem, bo jestem typowo humanistycznym umysłem.

Kiedy poczułaś, że to nie jest twoja droga?

- Na pewno przełomem był dla mnie moment, kiedy przeprowadziłam się do Trójmiasta, pracowałam już w zawodzie. Co jakiś czas wspomagałam koleżanki w stylizacjach i mocno poczułam, że przecież kocham to robić, uwielbiam modę i to daje mi największą radość. Zdecydowałam, że spróbuję, bez oczekiwań, co się wydarzy dalej. Chciałam podejść do tego profesjonalnie. Kiedy byłam dzieckiem, bardzo często bywałam w Londynie. Zakochałam się w londyńskiej ulicy. Była i jest ona dla mnie bogactwem niczym nieskrępowanej wyobraźni. Dlatego kupiłam bilet do Londynu i pojechałam na kurs stylisty.

Ile trwa taki kurs i z jakim wydatkiem trzeba się liczyć?

- Najczęściej kursy trwają od dwóch tygodni do miesiąca, ale można znaleźć także dwu- i trzydniowe. Kwoty zaczynają się od 500 funtów, ale mogą skończyć się także na 5 tys. funtów. Ja wybrałam kurs dwutygodniowy i miałam po nim poczucie, że jestem gotowa na spotkanie z klientem, a to jest najważniejsze. Po powrocie do Trójmiasta założyłam swoją stronę, profil na Facebooku i zaczęłam krok po kroku budować portfolio. I to, co bym doradziła początkującym stylistom, to jest właśnie budowanie swojego portfolio od najmniejszych realizacji.

Tylko jak zdobyć te realizacje, skoro nikt nas jeszcze nie zna?

- Pomocne może być środowisko, w którym funkcjonujemy. Koleżanka robi sesje i musi wystylizować modelki, może się zgodzi, żebyśmy to zrobili za darmo. Jeśli jesteśmy pewni swoich umiejętności, to obie osoby na tym zyskają. Realizacje, które dodajemy do portfolio, wcale nie muszą od razu być zleceniami za pieniądze. Mam przekonanie, że jeżeli robimy coś z pasją, to świat nam sprzyja. Doradzanie, stylizacje, spotkania z klientami dawały mi bardzo dużo radości, ale też cały czas czułam to niespełnione marzenie o teatrze. Kiedy usłyszałam w radiu o castingu do Bałtyckiego Teatru Różnorodności (dawniej Scena 138), byłam już pewna, że to czas, żeby je spełnić.

I spełniłam! Zostałam wybrana przez reżysera Tomasza Podsiadłego do roli Różyczki w ogrodzie róż w "Małym księciu". Po jednej z produkcji reżyser zaproponował mi stworzenie kostiumów do kolejnego spektaklu. Jestem mu niezwykle wdzięczna, że stworzył wspaniałe miejsce, w którym moje dwie pasje, do mody i teatru, mogą ze sobą współistnieć.
"Rybki. Historia gdyńskiej miłości" w reżyserii Tomasza Podsiadłego, kostiumy zaprojektowała Karolina Bryl, grając jednocześnie w spektaklu.
"Rybki. Historia gdyńskiej miłości" w reżyserii Tomasza Podsiadłego, kostiumy zaprojektowała Karolina Bryl, grając jednocześnie w spektaklu. fot.Sebastian Mul/Gdyńskie Centrum Kultury

Jak wygląda praca kostiumografa?

- Po zapoznaniu się ze scenariuszem rozmawiam z reżyserem. Dyskutujemy o każdej postaci, każdy, nawet najmniejszy epizod, jest ważny. Reżyser opowiada mi o swoich oczekiwaniach, a ja przedstawiam mu swoją koncepcję kostiumów. Przedstawiam szkice projektów, nad którymi znowu dużo dyskutujemy. Kiedy wszystkie wizje uda mi się pogodzić i zebrać w całość, przechodzę do swojej ulubionej części, czyli wyboru materiałów, które muszą się dobrze prezentować na scenie. Kiedy mamy już wszystko, rozpoczynamy proces szycia. Cały nadzór nad kostiumami od początku aż do samej premiery jest w moich rękach. Ujmując to jednym zdaniem - jestem odpowiedzialna za opracowywanie koncepcji plastycznej kostiumów i fryzur dla aktorów występujących w spektaklu. Jesteśmy właśnie po premierze kolejnego spektaklu, a przede mną kolejna, piąta produkcja. Bardzo mnie cieszy, że w większości przedstawień udaje się połączyć rolę aktorki i kostiumografa.

Większość kostiumografów kończy studia kierunkowe, czy to zawód, w którym nikogo nie dziwi brak formalnego wykształcenia?

- Myślę, że kostiumograf to taki zawód, który trzeba czuć w sercu. Oczywiście można ukończyć kierunek na Akademii Sztuk Pięknych, jednak nie zawsze wykształcenie idzie w parze z predyspozycjami, nie zawsze jest też punktem, na który patrzy reżyser, choć oczywiście niczemu nie przeszkadza. Z mojej obserwacji wynika, że wielu kostiumografów ma zupełnie inne wykształcenie i mimo tego przygotowują wspaniałe projekty.

Czy z pracy kostiumografa można się utrzymać?

- Nie ma ujednoliconego systemu wynagrodzeń dla kostiumografów. W moich oczach jest to w pewnym sensie praca na zamówienie. Rozpiętości są też olbrzymie, w zależności od tego, gdzie i dla kogo się pracuje. Często zatrudnienie odbywa się na zlecenie pod konkretny projekt. Myślę, że dobrze jest mieć coś jeszcze. Cały proces pracy jest bardzo skomplikowany i czasochłonny. Spektakl, który w teatrze trwa godzinę, wymaga czasem nawet roku przygotowania. Dlatego u mnie tak dobrze łączy się to z pracą osobistej stylistki. Choć nie ukrywam, że marzy mi się dalszy rozwój w stronę kostiumografii.

A jak wygląda praca osobistej stylistki, kto do ciebie trafia?

- Każde spotkanie zaczynam od rozmowy, pragnę poznać wymagania, styl życia klienta i dowiedzieć się, jaki przekaz chce wysłać światu swoim wyglądem, i sprawdzam, czy ten zamiar udaje się zrealizować. Zwracam uwagę na pierwsze wrażenie, czy strój dodaje pewności siebie, czy wręcz przeciwnie. Dobieram kolory, które będą odpowiednie dla typu urody, oraz pokazuję klientowi jak je łączyć w oryginalny sposób. Staram się uświadomić klientowi, jakie są jego atuty oraz niuanse sylwetki, wybierając fasony, które będą najlepiej z nią współgrać. Rzadko przychodzą do mnie osoby zdecydowane, które wiedzą, co chcą zmienić. Najczęściej są to kobiety podczas jakiejś dużej życiowej zmiany: po urlopie macierzyńskim, przed zmianą pracy, jakimś nowym etapem w życiu prywatnym, choć zdarzają się także mężczyźni, ale zdecydowanie rzadziej. Jeśli ktoś nie czuje się komfortowo w swoich starych ubraniach, to dobry powód, żeby rozejrzeć się za wsparciem.

Jak dalej wygląda taka współpraca ze stylistą osobistym?

- Zawsze zalecam najpierw analizę szafy, która pozwoli mi poznać obecny styl klienta, oraz wydobyć z jego garderoby rzeczy, które są warte zauważenia. Klienci często nie są świadomi potencjału swoich szaf. Dalej tworzymy listę zakupów. Potem wybieramy się na wspólne zakupy, mając na uwadze zapotrzebowanie i budżet klienta. Odkrywam przed klientem sklepy i marki, które mają zgodne z nim DNA stylu. Tu nie kończy się moja rola, ponieważ mam takie szczęście, że klienci zostają ze mną na dłużej. Oczywiście sama metamorfoza jest możliwa już po pierwszym spotkaniu, ale to jeszcze nie jest zmiana stylu. Staram się otwierać klienta, inspirować i największą radością jest dla mnie widok, kiedy razem ze zmianą stylu przychodzi ten błysk w oku i lepsze samopoczucie. Czy nam się podoba, czy nie, zdanie "Jak cię widzą, tak cię piszą" jest prawdziwe, szczególnie podczas pierwszego spotkania, tym bardziej jeśli może być to tylko jednorazowy kontakt, np. gdy staramy się o pracę. Często sam strój, w którym kandydat czuje się niekomfortowo, potrafi pogrzebać jego szansę na nową pracę.

Co to znaczy własny styl? Myślałam, że stylistka ten styl poniekąd sama kreuje

- Budowanie stylu jest procesem. Musimy wiedzieć, że własny styl to przede wszystkim nasza świadomość samych siebie. Jacy jesteśmy? Co chcemy przekazać światu swoim wyglądem. Staram się tak poprowadzić rozmowę, żeby udało nam się odkryć naturalny styl osoby i podążyć za nim. Nigdy nie będziemy wyglądać dobrze w rzeczach, w których się źle czujemy. Rolą osobistej stylistki jest określenie odpowiednich fasonów, kolorów, zaproponowanie rzeczy, stylizacji, marek, sklepów, które w dany styl się wpisują. Jest to cały proces i konieczna jest otwartość oraz współpraca klienta.

Co ułatwia sukces w tym zawodzie?

- Na pewno bycie kreatywnym, empatia, otwartość na drugiego człowieka, umiejętność budowania zaufania. Musimy sprawić, by klient czuł się zaopiekowany i miał świadomość, że w razie wątpliwości i pytań dotyczących swojego wizerunku może się do mnie zwrócić. Na pewno niezbędna będzie również wiara we własną wizję.

Na jakie wynagrodzenie może liczyć osobista stylistka?

- Jest to bardzo zróżnicowane, możemy być rozliczani za projekt, miesiąc lub dzień pracy. Wszystko uzależnione jest od konkretnego projektu. Najczęściej stawki za pracę personal shopper, czyli inaczej osobistej stylistki, mieszczą się w przedziale 50-200 zł za godzinę pracy. Czas potrzebny na analizę garderoby to dwie-cztery godziny. Zakupy to od trzech do sześciu godzin, ale można też skorzystać tylko z konsultacji stylistycznej, która trwa od godziny do dwóch. Bardzo cieszy mnie też, że usługa osobistej stylistki jest coraz częściej oferowana bezpłatnie przez centra handlowe. Na pewno oferuje ją Forum Gdańsk, a ja osobiście serdecznie zapraszam do Galerii Rumia, gdzie można się spotkać ze mną w każdą drugą sobotę miesiąca.

Czy teraz czujesz się szczęśliwa, czy może w kolejce czeka jeszcze inne zawodowe marzenie do spełnienia?

- Czuję się szczęśliwa, ale moja głowa jest pełna marzeń. Myślę, że zawsze będę dążyć do większych i piękniejszych rzeczy. Z zaciekawieniem wypatruję, co może przynieść przyszłość.
 
Trójmiejski rynek pracy to różnorodność i ciągłe, dynamiczne zmiany. Ciekawe, niszowe profesje i zawody, które w chwilę zdobywają popularność. Chcemy pokazać czytelnikom nie tylko warte poznania profesje, ale także niezwykłych ludzi, którzy z pasją opowiadają o swojej pracy. Temu ma służyć cykl wywiadów "Ciekawe zawody".

Opinie (52) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.