Wiadomości

"Frustracja rośnie". Artyści z Trójmiasta komentują swoją sytuację

Tomasz Valldal-Czarnecki: Kiedyś kalendarz uzupełniałem na kilka miesięcy w przód, teraz na dwa, trzy dni.
Tomasz Valldal-Czarnecki: Kiedyś kalendarz uzupełniałem na kilka miesięcy w przód, teraz na dwa, trzy dni. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Nowe obostrzenia 7 listopada wprowadziły polską kulturę w drugą już w tym roku fazę hibernacji. Zamknięcie kin, teatrów i placówek artystycznych zostało wstępnie przewidziane do 29 listopada, niemniej kluczowy w tej sytuacji będzie przyrost zachorowań, który jeżeli nie wyhamuje, to zamrożenie może potrwać dłużej, niż zostało to wstępnie zapowiedziane. Co wtedy stanie się z artystami z Trójmiasta i jak obecnie radzą sobie w tym ciężkim dla nich czasie?



Wydarzenia online w Trójmieście


Kultura zamknięta



Czy kultura powinna dalej być otwarta?

tak, jesteśmy np. w teatrze bezpieczni 38%
raczej tak, to niewielkie zagrożenie moim zdaniem 29%
nie jestem pewny(a), czy to bezpieczne 14%
nie, obostrzenia są najważniejsze 19%
zakończona Łącznie głosów: 493
Tegoroczny "sezon teatralny" nie rozpoczął się optymistycznie. Od zeszłej soboty takie miejsca jak kina, teatry czy muzea zostały zamknięte. Nowe obostrzenia wprowadzone w środę, 4 listopada, przez premiera Mateusza Morawieckiego mają na celu zmniejszenie "ruchu społecznego, mobilności społecznej". Wstępnie wiadomo, że zamknięcie kultury ma mieć swój kres z końcem listopada, jednak jak wielu spekuluje, to jedynie umowna data, a otwarcie placówek będzie zależało głównie od stopnia wzrostu zachorowań.

Drugie zamrożenie kultury spotkało się z kolejnym odzewem ze strony artystów i ludzi sztuki, którzy obawiają się o swoją przyszłość. Postanowiliśmy porozmawiać z lokalnymi pracownikami kultury i dowiedzieć się, jak teraz wygląda ich sytuacja. Wszystkim zadaliśmy te same pytania - poniżej odpowiedzi.

Obecnie panujące obostrzenia



Michał Cyran w trakcie prób do musicalu "Hairspray" w Teatrze Muzycznym w Gdyni. "Niebezpieczny jest też fakt, że artyści, technicy i w ogóle cała rzesza osób pracujących w kulturze w tej chwili już naprawdę nie ma z czego żyć".
Michał Cyran w trakcie prób do musicalu "Hairspray" w Teatrze Muzycznym w Gdyni. "Niebezpieczny jest też fakt, że artyści, technicy i w ogóle cała rzesza osób pracujących w kulturze w tej chwili już naprawdę nie ma z czego żyć". fot. Rzemieślnik Światła - Fotografia

Co sądzisz na temat zamknięcia szeroko pojętej kultury?



Przebranżowienie się w obecnym czasie jest okrutnie trudne. W większości przypadków pracodawcy nie chcą zatrudniać aktorów czy innych ludzi pracujących w branży kulturalnej, ponieważ nie chcą inwestować w ludzi, którzy być może odejdą, gdy tylko sytuacja wróci do "jako takiej" normy
- Zamknięcie teatru jest dla mnie, jak i moich kolegów sytuacją bardzo trudną i smutną. Wszyscy aktorzy Teatru Wybrzeże chcą mieć kontakt z widzami - na tym polega praca w teatrze i z tego czerpiemy siłę. Od marca żyjemy w ogromnym lęku o to, co będzie dalej, czy będziemy pracować. Rozumiem, że jest to sytuacja, która dotyka wiele osób z różnych branż i staram się do tego podchodzić racjonalnie, nie panikować. Zastanawia mnie jednak, czy zamknięcie teatrów, które są ze względu na wymogi sanitarne chyba jednymi z najbezpieczniejszych miejsc, spowoduje, że liczba zakażeń naprawdę będzie mniejsza? Czy np. markety budowlane są bezpieczniejsze? Mam nadzieję, że już niedługo znowu zobaczymy się w teatrze - odpowiada Piotr Biedroń, aktor z Teatru Wybrzeże.
- Zamknięcie kultury jest ruchem kompletnie niezrozumiałym i w formie, jaką obserwujemy od marca, bezzasadnym. Zaraźliwość na widowni teatralnej jest nieporównywalnie mniejsza niż w pierwszym lepszym sklepie spożywczym. Żartujemy, że widz ma większą szansę na zarażenie się w drodze do teatru niż w samym teatrze. Nie wiem, czy jest w ogóle sens analizować ruchy rządowe w tym temacie, ponieważ sprawiają wrażenie zwyczajnie chaotycznych i nieprzemyślanych. Pomijając wątki epidemiologiczne (o ekonomicznych nawet nie wspominając...), warto podkreślić, że kultura w czasie pandemii mogłaby odegrać bardzo ważną rolę terapeutyczną - odpowiada Tomek Valldal-Czarnecki, założyciel Teatru Komedii Valldal. I dodaje:

- Uważam, że zamknięcie teatrów i innych placówek kulturalnych to odpowiedzialna decyzja, z tym że nieodpowiedzialne jest ogłoszenie takiego zamknięcia kilka dni wcześniej. Myślę, że kraje, takie jak Niemcy, Wielka Brytania czy USA postąpiły dużo bardziej odpowiedzialnie, gdyż zamknęli od razu na długi czas, dzięki czemu zarówno pracownicy takich miejsc, jak i widzowie wiedzą, na czym stoją. Nie wspominając o tym, że wszyscy moi koledzy artyści z innych krajów mają zapewnioną ciągłość finansową od państwa przynajmniej na poziomie 80 proc. dotychczasowych dochodów na cały okres trwania pandemii - odpowiada Michał Cyran, choreograf współpracujący m.in. z Teatrem Muzycznym w Gdyni oraz Teatrem Miniatura.  

O Michale pialiśmy: Z życia choreografa. Rozmowa z Michałem Cyranem

Wiele odwołanych spektakli, w tym "Emigrantka" Teatru Komedii Valldal.
Wiele odwołanych spektakli, w tym "Emigrantka" Teatru Komedii Valldal. fot. Agnieszka Potocka/Trojmiasto.pl
Wielu aktorów boryka się z problemem całkowitego odcięcia od dochodów. Zawód aktora nie jest tak jednolity, a zarobki oraz sposób zatrudnienia w prawie każdym przypadku wyglądają inaczej. Aktorów możemy podzielić na: etatowych, którzy posiadają stałe zatrudnienie, oraz freelancerów, którzy zatrudniani są na konkretne projekty, a ich zarobek zależny jest od zagranych spektakli. Niektórzy z uwagi na sytuację zostali zmuszeni do przebranżowienia się bądź też złapania prac dorywczych, które mogą podreperować obecny budżet.

- Sądzę, że zamykanie kultury, które trwa tak naprawdę od marca 2020 r., nie jest absolutnie przemyślanym działaniem ze strony naszego rządu. Ogrom ludzi pozostaje bez pracy i co najważniejsze - bez większego wsparcia. Tu już nawet nie chodzi o osoby występujące na scenie, ale o wszystkich tych, których na co dzień nie widać - oświetleniowców, dźwiękowców, aż po ludzi dbających o czystość we wszelakich obiektach kultury. Problem jest bardzo złożony, bo w szeroko pojętej kulturze poza ludźmi na etatach jest wiele osób pracujących na kontraktach (umowy o dzieło, rzadziej zlecenia), bo taka jest obecnie specyfika naszego zawodu. Ludzie pracujący w kulturze jako freelancerzy nie są w żaden sposób chronieni przez państwo w razie jakichkolwiek wypadków niezależnych od nich (patrz - pandemia) - mówi Bartek Sudak, aktor związany z Trójmiastem.
Dopowiada jeszcze:

- Tarcza, którą rząd przygotował dla ludzi pracujących na umowach cywilnoprawnych, nie jest idealna, sam się o tym przekonałem. Jakiś czas temu przed pandemią pomyślałem, że powinienem mieć jakąś umowę o pracę, choćby na pół etatu, żeby się zabezpieczyć w trudniejszych czasach, kiedy spektakli może być mniej. Mając 3/4 dochodów z umów o dzieło, nie mam prawa do "tarczy", ponieważ mam umowę na pół etatu, która jest w najlepszym przypadku 1/4 moich dochodów. Nikt do tej pory nie zwrócił mi pieniędzy, które straciłem przez odwoływane spektakle z powodu koronawirusa. Rząd zmusił mnie do tego, żebym utrzymał się z około 800 zł, które dostaję za połowę etatu, a to ledwo starcza na pokrycie kredytu. Co więcej, przebranżowienie się w obecnym czasie jest okrutnie trudne. W większości przypadków pracodawcy nie chcą zatrudniać aktorów czy innych ludzi pracujących w branży kulturalnej, ponieważ nie chcą inwestować w ludzi, którzy być może odejdą, gdy tylko sytuacja wróci do "jako takiej" normy. Jesteśmy przez to zdani na jakieś prace dorywcze, choć i czasem z tym jest problem. Ktoś powie - mamy możliwość dofinansowania w ramach pomocy socjalnej z Ministerstwa Kultury. To jest 1800 zł. To jest praktycznie nic, ale zawsze coś. Co z tego, skoro wnioski czekają od lipca i do tej pory nie zostały rozpatrzone, mamy listopad, a pieniędzy nadal nie ma. Sytuacja jest tragiczna.

Artyści śpiewają protest song:

Jakie rozwiązania twoim zdaniem mogłyby być lepsze?



Niedawno w Sopocie odbył się strajk, artyści wyszli na ulicę, by pokazać swój głos w sprawie panujących obostrzeń. Przy muszli koncertowej w Sopocie odczytali swoje postulaty, które kierowali do rządu. Dodatkowo mogliśmy usłyszeć, że publika daje im siłę, by pracować, ale 25 proc. obłożenia widowni nie jest rentowne dla teatrów. Nasi rozmówcy zaprezentowali pomysły, które mogłyby pomóc kulturze w czasie pandemii.

- Rozwiązania, jakie się nasuwają, to przede wszystkim "pochylenie" się choć na chwilę nad sytuacją artystów oraz nad złożonością całej sytuacji. Opisana przeze mnie sytuacja z "Tarczą" czy pomocą ze strony Ministerstwa Kultury to jedynie kropla w morzu. Rząd przede wszystkim powinien w jakimś procencie zwrócić pieniądze za odwołane wydarzenia, które były zaplanowane, a przez pandemię się nie odbyły. Powinien pomóc artystom, którzy większość swoich dochodów generowali z umów o dzieło, uśrednić zarobki z poprzedniego roku i oddać chociażby w 80 proc. za cały czas trwania zamrożenia miejsc kultury - odpowiada Bartek Sudak.
I dodaje jeszcze:

- Umówmy się, 25 proc. czy 50 proc. widowni to jest wciąż "lockdown" w kulturze. Wystarczy popytać się dyrektorów zarządzających tymi miejscami, czy opłaca się grać dla 1/4 czy 1/2 widowni bez wsparcia od państwa. Nie mówiąc już o miejscach, w których grane są wydarzenia dla dzieci, które w ogóle nie mogą prosperować, ponieważ szkoły mają odgórny zakaz wycieczek na wydarzenia kulturalne. Jest tego mnóstwo, a niestety obecnie nie dzieje się nic w kierunku poprawy sytuacji. Potrzeba ochrony dla ludzi, którzy pracują na kontraktach w kulturze, w trybie natychmiastowym. Z dnia na dzień można stracić pracę i nic cię nie chroni poza twoimi oszczędnościami.
Czytaj też:Jak odnaleźć spokój w trudnym czasie?

- Najlepszym wyjściem byłoby pozostawienie kultury otwartej, stosując się oczywiście do restrykcji. Widownia wchodząca na salę przez 45 min, w odległościach, maseczkach, po dezynfekcji i wypełnionych oświadczeniach, moim zdaniem nie ma prawa stanowić większego zagrożenia pandemicznego niż miejsca kultu religijnego. Dajmy ludziom możliwość zdecydowania. Ktoś, kto czułby się zagrożony, może oczywiście zostać w domu - odpowiada Beata Kępa, aktorka z Teatru Muzycznego w Gdyni.
- W mojej ocenie zabrakło ujednoliconego planu wsparcia oraz harmonogramu obostrzeń - poczucie niesprawiedliwości wynika z nagłych, chaotycznych decyzji. W praktyce nie można zaplanować nic i żyjemy w stanie niepewności. Tym bardziej, że wsparcie od państwa z pewnością nie rekompensuje poniesionych strat. Wielu z moich znajomych przez cały czas pandemii otrzymało jednorazową pomoc w wysokości 1800 zł. I to wszystko. Tzw. postojowe wykluczało osoby, które były na cząstce etatu. Tym, którzy się załapali, przysługiwało przez trzy miesiące. Ogromna rzesza osób jest na garnuszku rodziny, frustracja rośnie - wspomina Agnieszka Płoszajska, reżyserka teatralna.
Podczas ostatniego "zamknięcia kultury" artyści starali ratować się na każdy z możliwych sposobów. Nagrywanie amatorskich filmów czy spektakli, których nie obowiązywały licencje. Starali się dostosować do codziennych warunków. Większość teatrów obecnie było w mniejszym lub w większym stopniu przygotowanych na najczarniejszy scenariusz ponownego zamknięcia ich instytucji. Dlatego sytuacja zapewne wyglądać będzie inaczej niż za pierwszym razem.

- Piszę te słowa w momencie, gdy mamy tyle zachorowań, że pełen lockdown jest chyba nieunikniony. Rozumiem to, bo pandemię musimy zdusić. Tylko rząd musi za to zapłacić ludziom, którzy są pozbawieni możliwości zarobku. W innych krajach Europy wypłacane są rekompensaty, u nas ogranicza się to do "postojowego" i zwolnienia z ZUS-u... Albo programów typu "Kultura w sieci" - w ramach którego artyści desperacko wymyślają na kolanie projekty online (w których często nie mają żadnego doświadczenia) i efekty bywają przykre do oglądania. Ale robią to, żeby cokolwiek zarobić. Konkurowanie z Netflixem filmując czytanie bajek w salonie, jest według mnie stratą czasu i udawaniem, że tworzymy "kulturę". Uważam, że artyści sceny powinni mieć zapewnione środki do przygotowania dla nas, widzów, projektów, na których się znają - na przyszłość. Takich, które z dumą zaprezentują po pandemii, kiedy by ta się nie skończyła. Jeśli ludzie teatru nie mogą grać - niech przygotowują w tym czasie piękne premiery, którymi nas "zaleją", jak ten pandemiczny koszmar się skończy - odpowiada Tomek Valldal-Czarnecki.
Może ci się spodobać: Teatr dla dzieci oczami aktorów Miniatury

Artyści widzą wiele rozbieżności i nierówności we wprowadzanych obostrzeniach. Ich zdaniem teatry były przygotowane na sytuację pandemiczną, a spektakle grane w sposób bezpieczny dla widzów.

- Rozumiem, że należy zrobić wszystko, by zadbać o zdrowie, ale w teatrze i tak od wielu tygodni była dopuszczona widownia do 25 proc. Był dystans, dezynfekcja i maseczki, podczas gdy np. dojeżdżając na spektakl pociągiem, siedziałam w ciasnym przedziale z siedmioma osobami. Praktyczny zakaz działalności to katastrofa nie tylko dla artystów, ale dla całej rzeszy osób współtworzących wydarzenia kulturalne. Część moich znajomych zatrudnianych na tzw. umowach śmieciowych nie zarabia od marca - mówi Agnieszka Płoszajska.

Czego najbardziej się obawiasz podczas kolejnego lockdownu?



Strach przed całkowitym zamknięciem towarzyszył mi od rozpoczęcia jesiennego sezonu, czyli od początku września, kiedy to w "normalnym świecie" zaczynają grać spektakle i odbywają się premiery. W tym roku odwołanych premier mieliśmy dużo. Niemniej m.in. Teatr Miniatura, Teatr Wybrzeże czy Teatr Muzyczny pokazały nowości, które weszły w skład ich repertuaru.

- Widzę tu bardzo wiele zagrożeń. Z własnego życia zawodowego obawiam się kolejnego zerwania kontaktu z moim zespołem, który potem trzeba będzie w trudach odbudowywać. Razem z dzieciakami nie chcemy wracać do prób online. Jest to nieproduktywne i wyczerpujące. Teatr to spotkanie ludzi. Oczywiście boję się, że w przypadku "lockdownu" jestem praktycznie odcięty od możliwości zarabiania. I to nie tylko ja, ale cała moja rodzina, bo teatr prowadzę z żoną. Poza tym zatrudniam ludzi, którzy też zostaną bez środków do życia - opowiada Tomek Valldal-Czarnecki.
Dodaje:

- Moja praca polega na współpracy z innymi ludźmi, na bezpośrednim kontakcie z nimi. Gdy jestem tego pozbawiony - nasz teatr praktycznie nie funkcjonuje. Ale najbardziej chyba obawiam się tego, że osoby decyzyjne w państwie kompletnie nie mają pojęcia, jak zarządzać kryzysem i uczą się tego na nas - kosztem naszego zdrowia, karier, kredytów, relacji, praktycznie całego życia społecznego.
- Oprócz ewidentnych kłopotów finansowych w instytucjach kultury i we wszystkich pozostałych sektorach najbardziej martwi mnie lęk w ludziach o ich jutro, trwanie w stanie ciągłego rozmyślania z towarzyszącym uczuciem nerwowości. Do tego brak kontaktu z drugim człowiekiem, którego nie jest w stanie zastąpić łącze internetowe, coraz bardziej wycofuje nas z życia społecznego. Boję się, że wszystkie technologiczne rozwiązania stworzone na czas kwarantanny zostaną z nami na dłużej, a to już kompletnie zawróci świat z drogi ku normalności - dodaje Beata Kępa.

Za kulisami Opery Bałtyckiej



- Widownia wchodząca na salę przez 45 min, w odległościach, maseczkach, po dezynfekcji i wypełnionych oświadczeniach, moim zdaniem nie ma prawa stanowić większego zagrożenia pandemicznego niż miejsca kultu religijnego - mówi Beata Kępa, aktorka Teatru Muzycznego.
- Widownia wchodząca na salę przez 45 min, w odległościach, maseczkach, po dezynfekcji i wypełnionych oświadczeniach, moim zdaniem nie ma prawa stanowić większego zagrożenia pandemicznego niż miejsca kultu religijnego - mówi Beata Kępa, aktorka Teatru Muzycznego. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl
Koronawirus pokrzyżował plany w wielu miejscach kulturalnych na świecie. Mimo że przyrost zachorowań nie pozwala nam pozytywnie wróżyć ich rychłego otwarcia, to aspekt utrzymania formy fizycznej w tym zawodzie to rzecz kluczowa.

- Mówimy o stratach finansowych, domagamy się rekompensaty, ponieważ jesteśmy zupełnie pozbawieni możliwości zarabiania w wyuczonym zawodzie, w którym doskonalimy się przez lata. Aktywność internetowa to nie jest główny profil naszej działalności, to nie jest teatr w pełnym tego słowa znaczeniu. Problem dotyczy także postrzegania społecznej roli kultury. Czy zdajemy sobie sprawę, ile zawdzięczamy jako społeczeństwo sztuce, teatrowi, literaturze? - pyta Ewa Walczak, aktorka Teatru Muzycznego w Gdyni.
I dodaje:

- Poza tym aktorzy musicalowi i tancerze muszą pozostawać w formie fizycznej, tak jak sportowcy. Trudno o to po miesiącach przerwy od przedstawień i prób.
- Obawiam się, że podczas kolejnego "lockdownu" branża kulturalna całkowicie pójdzie na dno, a wraz z tym utonięciem wyłonią się na powierzchni prawdziwe tragedie rodzin, które poświęciły swoje życie, zdrowie i czas dla rozwoju kultury w naszym kraju, dla rozwijania siebie, własnych umiejętności, tak żeby ludzie, którzy przychodzą na kulturalne wydarzenia, mieli możliwie jak największą jakość odbioru. Obawiam się, że drugi "lockdown" zatopi kulturę na długi czas - mówi Bartek Sudak.
Poszukaj sobie pracy gdzieś indziej, tylko okazuje się, że tego "gdzieś indziej" w tej chwili też nie ma
- Obawiam się przede wszystkim tego, że ludzie trochę o kulturze zapomną i nie będzie ona im już potrzebna. Myślę, że zapotrzebowanie na kulturę, do którego byliśmy przyzwyczajeni, wróci, ale długa droga przed nami... Niebezpieczny jest też fakt, że artyści, technicy i w ogóle cała rzesza osób pracujących w kulturze w tej chwili już naprawdę nie ma z czego żyć. Tak naprawdę większość nie pracuje od marca, a jakakolwiek pomoc była zapewniona tylko na trzy miesiące. Ktoś może powiedzieć: poszukaj sobie pracy gdzieś indziej, tylko okazuje się, że tego "gdzieś indziej" w tej chwili też nie ma. Mam koleżanki, które wysyłały kilkadziesiąt CV do sklepów, knajp i gdzie tylko się da, ale niestety bez odzewu - dodaje Michał Cyran.
Bartek Sudak, aktor: "Podczas kolejnego lockdownu obawiam się, że branża kulturalna całkowicie pójdzie na dno, a wraz z tym utonięciem wyłonią się na powierzchni prawdziwe tragedie rodzin, które poświęciły swoje życie, zdrowie i czas dla rozwoju kultury w naszym kraju".
Bartek Sudak, aktor: "Podczas kolejnego lockdownu obawiam się, że branża kulturalna całkowicie pójdzie na dno, a wraz z tym utonięciem wyłonią się na powierzchni prawdziwe tragedie rodzin, które poświęciły swoje życie, zdrowie i czas dla rozwoju kultury w naszym kraju". fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Jak przetrwać ten czas?



Zapewne ciężko o remedium na tak wielopoziomowy problem, jednak nasi rozmówcy znaleźli sposób na przetrwanie tego okresu.

- Czas pandemii przekalibrował trochę nasze planowanie. Kiedyś kalendarz uzupełniałem na kilka miesięcy w przód, teraz na dwa, trzy dni. Patrząc pozytywnie, to mnie uczy bycia tu i teraz i cieszenia się każdą chwilą. Jeśli nie mogę być pewnym, co będzie za tydzień, muszę maksymalnie wykorzystać czas, który mam teraz. Dobre książki i filmy, dużo rozmów z rodziną i znajomymi, naprawa relacji. I weryfikacja tego, co w życiu faktycznie ważne, a czym nie ma sensu się przejmować. No i przede wszystkim opanowanie trudnej sztuki filtracji rzeczywistości, bo ilość danych, różnych doniesień na temat wirusa, polityki, itd. jest ponad ludzkie możliwości. Myślę o tym, że kiedy pandemia w końcu zniknie, widz wróci wygłodniały i chcę mu przygotować dużo dobrego. Nie odgrzewać tytułów, które pandemia zahibernowała, ale wymyślać nowe, świeże. Tym bardziej, że "widz postpandemiczny" będzie zapewne miał inne oczekiwania od teatru. Trzeba będzie je wyczuć - odpowiada Tomek Valldal-Czarnecki.

Opinie (257) ponad 20 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • Wstyd

    To w jaki sposób się traktuje artystów jest po prostu żenujące. Ale w naszym kraju tego zawodu się niestety nie szanuje. Brak szacunku, pogarda to takie normalne u nas w Polsce, niestety

    • 93 76

  • Stocznia, dyskonty i każda firma z budowlanki przyjmie od jutra. Ale nie da rady zrobić ładnego selfie na Instagrama i pochwalić się kolegom z artystycznej knajpy jak jest fajnie.

    Nie żałuję tych pseudoartysów i liczę, że ich rynek zweryfikuje.

    • 98 128

  • Matko i córko...

    "Kiedyś kalendarz uzupełniałem na kilka miesięcy w przód, teraz na dwa, trzy dni." O nie, co teraz? Nie można przebierać w klientach i windować cen? Weźcie się do roboty i przestańcie razem z "biedną" gastronomią marudzić, bo we mnie też zaczyna rosnąć frustracja... Wszystkim jest ciężko, trzeba było uzbierać poduszkę finansową (równowartość 12-miesięcznych wydatków).

    • 86 92

  • Mam pytanie: jak realnie żyjecie od marca, skoro nie macie dochodów albo goły etat (pewnie koło 2000)? Macie dzieci, kredyty, jecie, kupujecie papier toaletowy. Czy jesteście wszyscy na czyimś utrzymaniu, czy jednak mieliście odłożoną jakąś kasę? Bo na utrzymacie w większym mieście bez dziedziczonego mieszkania idzie jakieś 4000, z dziedziczonym/ kupionym za gotówkę min.2000.
    Naprawdę mnie to interesuje, bez złośliwości.

    • 71 6

  • u nas w sklepie na B są wolne wakaty na kasę

    zapraszam

    • 75 19

  • Daj adres

    • 7 1

  • Na podstawie własnych zawodowych obserwacji mogę Ci napisać, że w dużym uproszczeniu artystów mogę podzielić na dwie grupy: takich, którzy lubią ludzi, lubią dla nich występować, cieszy ich kontakt z publiką oraz takich, którzy przed występem już narzekają, ze jest dużo osób, ze się gapią (?), ze ktoś kaszlnął, jak mógł ubrać taką marynarkę - co za wiesniak, dobra, odwalmy to i chodźmy do domu, czyli generalnie takich, którzy chcą kasy i splendoru, ale ludzi, którzy nie są związani z artystycznym światem traktują jako kogoś gorszego. Współczuję artystom i ludziom kultury trudnej sytuacji, w której się znaleźli, ale pisząc o braku szacunku i pogardzie, należy tez przyjrzeć się właśnie temu środowisku.

    • 27 18

  • Strona główna obiektu, zakładka kariera/praca

    • 12 1

  • 50% kwoty wolnej od podatków (bez żadnych faktur - ryczałt)

    gdy chciano zabrać te przywilej, to podniósł się wrzask "elity", że zamach na kulturę. Jandzie gdy zmniejszono dotację, to jęczała, że jej "zabrano" - przekonanie w główce, że dotacja to dodatek, który jej (nie jakiemuś plebsowi) się należy.

    Niestety środowisko nie zasłużyło na pomoc skoro się nie potrafiło odciąć od takich postaw.

    • 77 24

  • Prace dorywcze, jakieś śmieszne etaty za 2000zł, z oszczedności, e-lekcje z tworzenia muzyki np... ale jest co raz gorzej.

    • 23 8

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.