.
Baner

Wiadomości

stat

Zastąpią nas roboty. Nieunikniona cena postępu czy tylko fantastyka?

Ocena skali zagrożeń związanych z bezrobociem technologicznym na rynku pracy nie jest łatwa. Na to, czy i kiedy zastąpią nas roboty ma bowiem wpływ wiele nieznanych nam jeszcze czynników i zjawisk.
Ocena skali zagrożeń związanych z bezrobociem technologicznym na rynku pracy nie jest łatwa. Na to, czy i kiedy zastąpią nas roboty ma bowiem wpływ wiele nieznanych nam jeszcze czynników i zjawisk. źróło:Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych

Szacuje się, że ok. 2020 roku w światowej gospodarce będzie nawet 100 mln robotów, a każdy z nich zastąpi pracę 8 pracowników. W ciągu 20 lat nowe generacje robotów mogą sprawić, że zniknie około 700 zawodów - zwłaszcza niewymagających wysokich kwalifikacji. Najbardziej daleko idące prognozy mówią, że nawet 80 prac. obecnych pracowników straci pracę, a zastąpią ich różnego rodzaju automaty. Obawy o przyszłość ma na pewno część środowisk pracowniczych. Sami przedsiębiorcy twierdzą, że taka jest cena postępu.


Czy maszyny będą w stanie zastąpić cię na pełnionym stanowisku?

nie, i nie sądzę, aby było to kiedykolwiek możliwe

52%

tak, ale zapewne najwcześniej za kilkadziesiąt lat

34%

tak, niedługo. W niektórych krajach maszyny już wykonują taką pracę jak moja

14%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 228

Dwadzieścia zawodów obecnych na polskim rynku pracy, które pozostają najsilniej zagrożone mechanizacją w horyzoncie 20 lat, stanowi łącznie niemal jedną trzecią polskiego rynku pracy. Oznacza to, że co trzeci Polak będzie w niedalekiej przeszłości zagrożony technologicznym bezrobociem strukturalnym - wynika z danych Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych. Do zawodów o  największej podatności na automatyzację zostały zakwalifikowane przede wszystkim profesje o niskim wymaganym poziomie kreatywności, powtarzalne i rutynowe, takie jak: kierowcy autobusów, robotnicy wykonujący mało zaawansowane prace, pracownicy ochrony czy kasjerzy. Zostaną oni zastąpieni przez maszyny w pierwszej kolejności.

- Szacuje się, że ok. 2020 roku w światowej gospodarce będzie ok. 100 mln robotów i systemów automatycznych i autonomicznych. Bardzo skromnie szacuje się, że każdy z nich zastąpi pracę 6-8 pracowników. Czyli tak naprawdę oznacza to ponad 600 mln miejsc pracy mniej. Dla porównania przypominam, że w Polsce pracuje łącznie około 15 mln osób. Algorytmy i automaty już nas sukcesywnie zastępują, aczkolwiek Polska jest na razie na obrzeżach tych przemian. Samoobsługowe kasy w sklepach, odejście od obsługi kasowej na rzecz bankowości internetowej są to zjawiska nam znane, a też powodujące zmniejszenie popytu na pracę ludzi - twierdzi Dawid Piwowarczyk, prawnik i ekonomista, który od wielu lat zajmuje się analizą rynku pracy we współpracy z Pracodawcami Pomorza.
- Monotonne, uciążliwe, powtarzalne prace, do tego precyzyjny montaż - tym firmy powinny się interesować w pierwszej kolejności podchodząc do tematu automatyzacji. W zakresie powtarzalności i kontroli jakości, maszyny mogą wykonywać czynności niezmiennie przez wiele lat. Ponadto warto automatyzować procesy, w których czynnik ludzki popełnia błędy. Także prace szkodliwe dla człowieka, np. w lakierni oraz związane z koniecznością zachowania wysokiego poziomu higieny i czystości, np. w farmacji czy przemyśle spożywczym - mówi Patryk Smok, właściciel firmy Control Solutions, działającej w branży automatyki przemysłowej.
Automaty wyprą ludzi?

Jak twierdzi Dawid Piwowarczyk, wszelkie prognozy mówią o tzw. "efekcie kuli śniegowej", więc będziemy mieli do czynienia z coraz szybszym wypieraniem pracy ludzi przez systemy. Zakłada się, że wpływ w skali makro będzie przełomowy, większy nawet niż na nasz gatunek miała rewolucja przemysłowa.

- W optymistycznym wariancie technika da nam więcej czasu i nowe możliwości. W pesymistycznym (według mnie obecnie bardziej prawdopodobnym) korzyści trafią do bardzo wąskiego grona najbogatszych. Najbardziej straci zaś klasa średnia. Już teraz większość danych pokazuje, że klasa średnia i niższa zarabiają realnie mniej, niż przedstawiciele tych klas zarabiali 30 czy 50 lat wcześniej. Oczywiście dane te odnoszą się głównie do USA i Europy Zachodniej - mówi Piwowarczyk. - Według mnie rozwój systemów automatycznych może być poważnym zagrożeniem, szczególnie w świetle nasilających się tendencji izolacjonistycznych (vide Donald Trump w USA czy Marine Le Pen we Francji), dla gospodarek takich jak Polska. Może się okazać, że produkcja zacznie "wracać" do USA, Francji czy Niemiec. Znaczy to, że polskie firmy zajmujące pośrednie miejsce w międzynarodowych łańcuchach dostaw po prostu zostaną z nich wyeliminowane.


- W kontekście automatyzacji wiele się mówi o zastępowaniu pracy człowieka pracą robota. Nie ma to jednak większego odniesienia do rzeczywistego poziomu bezrobocia. Technologia nie wyklucza człowieka, a jedynie stwarza dla niego nowe pola rozwoju, choć często bardziej wymagające i odpowiedzialne - zaznacza Patryk Smok. - Obawy części środowisk pracowniczych dotyczą więc w gruncie rzeczy zachodzących zmian, a nie masowej likwidacji źródeł dochodów na danym rynku. Taka jest jednak cena postępu. Inaczej - jeśli firmy nie będą inwestowały w nowoczesne technologie, spadać będzie ich konkurencyjność na rynku, a to może już prowadzić do realnej likwidacji miejsc pracy.
Innego zdania są przedstawiciele agencji zatrudnienia. Według nich automatyzacja nie zdoła całkowicie wyprzeć z rynku prac wykonywanych manualnie przez człowieka, a na pewno nie w najbliższych latach.

- Musimy zdać sobie sprawę z tego, że automatyzacja procesów postępuje od dawna, dzieje się także teraz i będzie działa w przyszłości, ponieważ trzeba racjonalizować stale rosnące koszty pracy i wykorzystywać nowe i coraz bardziej powszechne technologie. Przedsiębiorcy muszą szukać sposobów na automatyzację zwłaszcza prostych czynności, których udział nie jest jednak w Polsce aż tak duży, aby wyeliminować z rynku 80 proc. pracowników. Część procesów, zwłaszcza produkcyjnych, będzie ulegać przeobrażeniom, jednak praca manualna dalej będzie odgrywać dużą rolę w naszej gospodarce - tłumaczy Cezary Maciołek, wiceprezes Grupy Progres, zajmującej się pośrednictwem pracy.
Polska wciąż w ogonie automatyzacji

- Automatyzacja produkcji jest w Polsce na wczesnym etapie rozwoju, choć zauważalne są regionalne czy sektorowe różnice. Wedle danych Międzynarodowej Federacji Robotyki z 2013 roku - choć od tamtego czasu niewiele się zmieniło - na 10 tys. pracowników produkcji przemysłowej w Polsce przypadało przeciętnie 19 zainstalowanych robotów przemysłowych - mówi Patryk Smok. - Dla porównania w tym samym okresie Czesi mieli ich 60, Słowacja 80, Niemcy 282, a prym wiodła Korea Południowa z liczbą 437. Widać więc, ile mamy do nadrobienia, także w zakresie dynamiki i wdrażania rozwiązań, bo w 1995 roku wskaźnik ten dla Słowacji wynosił 4, a dla Czech 10.
Te kraje silnie otworzyły się jednak na zagranicznych inwestorów, implementując nowoczesne technologie, co miało zdecydowanie pozytywny wpływ na ich rozwój i zwiększanie potencjału gospodarczego.

- W Polsce zmiany te zachodzą znacznie wolniej, chociaż wiele wskazuje na to, że będą przyspieszać. Kolejne inwestycje zagraniczne, chęć konkurowania na rynkach międzynarodowych, a także trendy demograficzne i sytuacja na rynku pracy będą stymulować polski przemysł do przynajmniej częściowej automatyzacji procesów. W polskich realiach nie da się bez niej podnieść jakości i obniżyć ceny, a przecież to właśnie warunkuje konkurencyjność firm, zwłaszcza przy masowej produkcji na eksport - dodaje Smok.
- Osobną sprawą jest to, jak szybko polscy przedsiębiorcy są w stanie implementować u siebie rozwiązania technologiczne. Mówimy przecież o dużych inwestycjach i poważnych zmianach w firmie, także mentalnościowych i społecznych, w niektórych przypadkach związanych z negocjacjami ze związkami zawodowymi - mówi Cezary Maciołek. - Nasza gospodarka nie jest potęgą wysoko rozwiniętych i zaawansowanych technologii, a więc te procesy będą postępować powoli. Widać to też na przykładzie inwestycji, które, nawet w ujęciu globalnym, wciąż podążają tam, gdzie są dostępni pracownicy i to się raczej szybko nie zmieni. Ponadto, automatyzacja pewnych procesów daje pole do tworzenia wartości w innych obszarach. Kładzie się znacznie większy nacisk na jakość, podnoszenie satysfakcji, kreowanie dodatkowych elementów usługi czy produktu - cała otoczka client service'u. Proszę sobie przypomnieć, jak kiedyś wyglądało robienie zakupów, a jak to wygląda dzisiaj. Oferta niemal nieograniczona, produkty eko, z glutenem i bez. Zamówienia możemy dokonać przez Internet, z dostawą do domu i płatnością bezgotówkową. Czy to oznacza, że w handlu zniknęły miejsca pracy? Wręcz przeciwnie. Mamy ogromny deficyt pracowników.
Postęp wymusi zmiany

Oczywiście prognozowanie przyszłości bardzo często obarczone jest błędem co do nieznanych nam jeszcze czynników i zjawisk.

- Nie znamy przecież większości zawodów, które będą dominowały na rynku pracy za 5-10 lat - mówi Piwowarczyk.
- Warto też podkreślić znacznie rosnące potrzeby przekwalifikowania się w trakcie życia zawodowego. Część zawodów czy umiejętności będzie ulegała reformie lub sukcesywnej destrukcji wskutek m.in. procesów automatyzacji, co może rodzić naturalną potrzebę wejścia w nowe obszary, wymagające pozyskania dodatkowych kwalifikacji. Z punktu widzenia pracownika nie jest to więc ryzyko pozostania z niczym, ale wymagać będzie otwartości. Pracodawcy tak czy inaczej będą potrzebować kapitału ludzkiego, choć być może w innych obszarach - podkreśla Maciołek. - Proszę zwrócić uwagę na szkoły zawodowe, które kilkanaście lat temu zostały skazane na wymarcie. Dzisiaj próbuje się je reaktywować, a pracownicy z konkretnym zawodem i fachem w ręku są jednymi z najbardziej poszukiwanych na rynku.
- Według mnie nie jest wcale mało prawdopodobne, że za 10-15 lat trójmiejskie centra biurowe zaczną świecić pustkami. Branża BPO jest tą, która jako jedna z pierwszych zacznie prawie całkowicie rezygnować z pracy ludzkiej. Jednocześnie nie widzę na horyzoncie żadnych działań władz, czy pomysłów biznesu, jak w tym zmieniającym świecie się odnaleźć. Tymczasem na przykład firmy chińskie czynią gigantyczne inwestycje, by zmiany ich nie zmiotły z rynku. Foxconn, tajwańska firma produkująca w Chinach iPhony dla kalifornijskiego koncernu Apple, kupiła już znanego niemieckiego producenta robotów i planuje do 2020 zainstalowanie około 30 tys. nowych robotów, co pozwoli zrezygnować z pracy około jednej trzeciej, liczącej dziś ponad milion dwieście tysięcy osób, załogi - podsumowuje Piwowarczyk.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (76)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.10.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.