Wiadomości

stat

Ten jeden raz nic się nie stanie

Sukcesem w pracy BHP-owca jest...brak efektu wypadkowego.
Sukcesem w pracy BHP-owca jest...brak efektu wypadkowego. fot. archiwum własne

Pracownikom z różnych branż wskazuje zagrożenia i uczy, jak ich uniknąć. Miesięcznie szkoli około setki słuchaczy. Chociaż w tej branży pracuje już ponad 10 lat, stale się dokształca. Kim jest BHP-owiec?



Czy wyniosłeś/łaś coś ze szkolenia BHP w twojej pracy?

tak, nie dość, że było ciekawe to jeszcze przydało się później

9%

tak, ale nie miałam/łem okazji sprawdzić tego w praktyce

25%

nie, nie dowiedziałem/łam się niczego nowego

66%
BHP-owcem został po ukończeniu technikum BHP i praktykach w Państwowej Inspekcji Pracy. Wtedy utwierdził się w przekonaniu, że jednak od nakładania mandatów woli szkolenie, kontrolowanie oraz doradzanie jak zrobić, aby było bezpiecznie. Bo z tym bezpieczeństwem różnie bywa.

- Najczęstsze są wypadki w drodze do pracy i z pracy, czyli komunikacyjne - twierdzi Paweł Kwiatkowski, BHP-owiec. - W firmach, zwłaszcza w okresie zimowym, zagrożenie stanowią śliskie posadzki. W branży budowlanej przeważnie ludzie spadają z wysokości, brakuje barierek, zabezpieczeń itp. Sporo wypadków spowodowanych jest alkoholem, pośpiechem lub rutyną. Pamiętam pracownika, któremu pilarka do drewna ponownie ucięła kciuk, tym razem w drugiej dłoni i to zaledwie dwa tygodnie po zakończeniu leczenia pierwszego urazu.

W pamięci zapadł mu też przypadek dwóch budowlańców, którzy w samochodzie samowyładowczym klapę podparli zwykłą deseczką i na tak przygotowane auto pakowali krawężniki. - Deska wypadła, klapa jednego i drugiego mężczyznę uderzyła w głowę, powodując urazy czaszki i rany cięte twarzy - dodaje.

Wypadki to jedno, drugie to niechęć pracowników do szkoleń BHP. Paweł Kwiatkowski wspomina, jak podczas kontroli na budowach przed BHP-owcami w pole uciekało kilkudziesięciu mężczyzn. W innym przypadku pracownicy ukryli się w... chłodniach.

Jednak w najczęściej popełnianych "grzeszkach" przodują pracownice biurowe lubiące sięgnąć po segregator stając na fotelu z kółkami oraz mężczyźni w magazynach szalejący na wózkach i podnośnikach. W ten sposób, wspomina BHP-owiec, pewien pracownik wybił sobie zęby i prawie się udusił, gdy wózek sterowany stopą przycisnął go do regału.

-Trzeba umieć przekonać osoby po drugiej stronie, że to, o czym im mówimy, wynika z doświadczenia. I że warto zainwestować pieniądze w środki ochrony albo chociaż się zastanowić, zanim w pośpiechu zrobi się coś głupiego - uważa Kwiatkowski. - A do tego trzeba mieć nie tylko wiedzę, ale i siłę przekonywania. Niestety ciągle pokutuje stary obraz szkolenia BHP, gdzie człowiek dwie godziny czyta jednym ciągiem przepisy kodeksu pracy, co jest nie tylko nudne dla odbiorcy, ale i oderwane od życia. Ludzie nie chcą przychodzić na takie szkolenia. A przecież są sposoby, żeby odbywały się ciekawiej, takie BHP na wesoło: prezentacje audiowizualne, zdjęcia, krótkie filmiki. Wiem, że pokazują one pewne przejaskrawienia, ale może przez to ktoś spojrzy na swoje stanowisko pracy z boku, zobaczy, jak to właściwie wygląda.

Zdaniem Pawła Kwiatkowskiego dobrze, jeśli wiedza łączy się z praktyką, czyli gdy szkolenia Ppoż. prowadzi inspektor Ochrony Ppoż, a dotyczące pierwszej pomocy - ratownik medyczny. Taki podział obowiązków jest plusem także dlatego, że jednemu BHP-owcowi trudno wykonywać pracę samemu, ponieważ polega ona nie tylko na szkoleniu ludzi nowo przyjętych do pracy, ale także na jeżdżeniu w miejsca wypadków.

- Wówczas pisze się protokół dotyczący okoliczności zdarzenia, robi zdjęcia, szkice sytuacyjne, zbiera wyjaśnienia poszkodowanych i informacje od świadków, żeby odtworzyć ciąg zdarzeń poprzedzających wypadek - opowiada Kwiatkowski. - BHP-owiec stara się dojść do tego, kto był winny. Trzeba być niestety odpornym, bo zdarzają się nie zawsze miłe widoki. Znam osoby, które nigdy nie robią wypadków. Nie jest łatwo podejść do człowieka z pękniętą na pół głową. Gdy ktoś ma z tym problemy jakiekolwiek zrobienie zdjęć i dokumentacji nie jest wtedy możliwe. Jeszcze trudniejsza jest rozmowa z rodziną ofiary, szczególnie jeśli wypadek był śmiertelny.

Jak mówi przysłowie, szewc w dziurawych butach chodzi. Dlatego i BHP-owcowi zdarza się popełniać błędy, do unikania których podczas szkoleń namawia swoich słuchaczy.

- Czasem prosto po szkoleniu jadę na budowę i ścigam ludzi za brak obuwia roboczego, samemu będąc w obuwiu wizytowym - mówi BHP-owiec. - W domu zdarza mi się szlifować albo wiercić i nie zakładać okularów ochronnych, bo nie chce mi się ich szukać. Myślę wtedy podobnie do bohaterów wypadków, których wielokrotnie poznałem: że ten jeden raz na pewno nic mi się nie stanie.

Średnio raz w tygodniu Paweł Kwiatkowski sprawdza, jakie akty prawne weszły w życie. Musi być na bieżąco, a nie dowiadywać się po fakcie. Tak naprawdę wiedzę w tej branży uzupełnia się non stop, niedouczenie odbija się na kliencie. Albo ktoś zada pytanie i BHP-owiec nie będzie wiedział, co na nie odpowiedzieć, albo słuchacz okaże się lepiej wykształcony od niego.

-Nigdy nie będzie się alfą i omegą, ale przynajmniej w odcinku, o którym się mówi, trzeba mieć jakąś wiedzę - twierdzi Kwiatkowski. - Najlepsze uczucie jest wtedy, gdy się pomoże. np. po przeprowadzeniu szkolenia z pierwszej pomocy było mi miło, gdy przyszła moja słuchaczka i powiedziała, że dwa tygodnie po wykładach uratowała życie swojemu ojcu, a ratownicy powiedzieli, że akcja została bardzo dobrze przeprowadzona. To taka satysfakcja z dobrze wykonanej pracy. Choć w większości przypadków jest to niezauważalne, bo tak naprawdę jedynym efektem jest...brak efektu wypadkowego.

28 kwietnia jest Światowym Dniem Pamięci Ofiar Wypadków przy Pracy.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (11)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.