Wiadomości

stat

Sposób na życie i zarabianie. Uliczne koncertowanie

Long Street Brass spotkacie na Długiej nie tylko w letnie wieczory, ale też w listopadzie, kiedy pogoda nie rozpieszcza.
Long Street Brass spotkacie na Długiej nie tylko w letnie wieczory, ale też w listopadzie, kiedy pogoda nie rozpieszcza. fot. archiwum

W słoneczne letnie popołudnia, w świetle latarni w zimowe wieczory - nie przejmują się pogodą, rozkładają sprzęt i zaczynają uliczny koncert. Poza pieniędzmi praca na ulicy daje im satysfakcję za każdym razem kiedy ktoś, kto w pośpiechu przemierza Długą zatrzyma się na chwilę, żeby posłuchać jak grają.



Maks Pabjańczyk gra na trąbce, razem z trójką przyjaciół założył Long Street Brass. Ma 21 lat, na ulicy pierwszy raz zagrał pięć lat temu i choć wtedy kosztowało go to dużo stresu, teraz taki sposób zarabiania pieniędzy daje mu olbrzymią satysfakcję.

Czy dajesz pieniądze ulicznym muzykom?

tak, z reguły wrzucam niezależnie od tego, czy mi się podoba to, co akurat grają 12%
tak, jeśli coś faktycznie mi się spodoba, chętnie wrzucę pieniądze do futerału 55%
lubię klimat jaki na ulicy tworzą muzycy, ale do tej pory nie dałe(a)m im pieniędzy 18%
nie podoba mi się granie na ulicy i nie zamierzam tego finansować 15%
zakończona Łącznie głosów: 182
Marta Gałuszewska pierwszy raz wyszła na ulicę w te wakacje. Jej wokal wspomaga gitarzysta i perkusjonista. Grają na ulicy, bo ekscytuje ich interakcja z ludźmi.

Jak to się stało, że zdecydowaliście się zarabiać na ulicy?

Maks: Mój pierwszy raz to właściwie przypadek. Miałem 16 lat. Koledzy nabroili w internacie i musieli zarobić trochę pieniędzy, żeby zapłacić za szkody. Zapytali czy im pomogę, zgodziłem się. Ale jak stanąłem na ulicy nie mogłem nawet wyjąć instrumentu tak mnie to zawstydzało. Potem z każdym razem było łatwiej. Teraz jestem już "ograny" z ulicą. Mógłbym nawet pójść sam, jeśli byłaby taka potrzeba.

Marta: To prawda, najtrudniejszy jest pierwszy raz, bo nie wiesz, czego się spodziewać. Już wcześniej śpiewałam dla publiczności, więc sama myśl o występie nie była przerażająca. Tylko z ulicą jest tak, że to trochę inny rodzaj sztuki - twoi potencjalni słuchacze nie są równocześnie z tobą w danym miejscu i czasie z wyboru, a raczej z przypadku.

Ale czemu ulica, przecież są koncerty kluby, śluby...

Marta: Nie ma bardziej surowego krytyka niż przechodnie. Nikt nie ma pojęcia kim jesteś. Nikt nie wie, jak się tam znalazłeś. A jednak jesteś na świeczniku, bo grasz i ludzie wyrabiają sobie opinię na temat tego co robisz. Jeżeli zdarzają się tacy, którzy bezinteresownie poświęcą ci dłuższą chwilę, zatrzymają się i będą patrzeć na to, co robisz, oznacza, że to jest naprawdę coś warte.

Maks: Jak mamy nowy utwór zawsze najbardziej chcemy go zaprezentować na ulicy. Tutaj przykuwamy widownię. Na eventach jest inaczej. Ludzie przychodzą na imprezę, często nie wiedząc kto będzie grał, a do tego mamy czas, żeby widza zainteresować. Na ulicy ludzie się spieszą lub idą zamyśleni. Mamy kilka sekund, żeby zwrócić uwagę. Jeśli ktoś, kto jeszcze przed chwilą się spieszył, teraz stoi i słucha nas z uwagą, to daje radość. To jest właśnie urok ulicy.

A pogoda? Nadal gracie, choć zrobiło się już zimno. Jaka was odstrasza?

Maks: Deszcz, upały i większy mróz. Poza tym dostosowujemy repertuar do pory dnia i pogody. Jeśli jest słoneczny dzień, ludzie chodzą w krótkich spodenkach to stawiamy na bardziej wesołe wakacyjne kawałki, jak robi się ciemno i zapalają się latarnie to wybieramy bardziej klimatyczny repertuar. Teraz jest najgorszy okres. Jest już zimno, ale jeszcze nieklimatycznie.

Najgorszy to znaczy, że ludziom ciężko wyciągać ręce z kieszeni i sięgać po portfel?


Maks: Też, ale nie chce się nawet wyjść na spacer. Choć to wcale nie jest tak, że najlepiej zarabiamy w wakacje. Dobry okres to np. wrzesień i pierwsza połowa października, czyli okres "sanatoryjny".


To ile w takim razie można zarobić grając na ulicy?


Maks: Te wakacje całe przepracowaliśmy. Wstawaliśmy rano i szliśmy jak do pracy. W sumie kawałek czerwca, cały lipiec i sierpień - na czysto dla mnie samego wyszło jakieś 7,5 - 8 tys. z kilkoma małymi koncertami na eventach. Nasz najlepszy dzień to 140 zł na osobę w czteroosobowym składzie.

Marta: Faktycznie na ulicy da się zarobić naprawdę fajną kasę, pod warunkiem, że gra się na wysokim poziomie. Choć są takie dni, że po godzinie można kupić co najwyżej pizzę. Niestety często panuje wśród ludzi przekonanie, że granie na ulicy jest czymś w rodzaju żebrania. Ludzie nie zastanawiają się, ile lat pracy muzycy potrzebują, żeby dobrze grać i ile trzeba zapłacić za dobre instrumenty.

Do futerału wpadają tylko pieniądze?

Marta: Czasem zdarzają się kartki. Ludzie piszą na przykład, że nie mają akurat pieniędzy, ale podoba im się to co robimy i sprawiliśmy, że ich dzień jest lepszy. To niesamowicie budujące. Często dają namiary na swojego facebooka i wymieniają się numerami telefonów. Czasem zostawiają nam też śmieszne rzeczy - dzieci wrzucają zabawki. Nasz perkusjonista dostał kiedyś telefon z ładowarką.

Maks: Nam się zdarzało dostawać jedzenie zawsze od tego samego mężczyzny, który ewidentnie chodził je kupować specjalnie dla nas.

Z jakimi reakcjami ludzi się spotykacie?

Marta: Już przy pierwszym razie przechodnie zareagowali bardziej pozytywnie niż się spodziewałam. To motywuje. Tak naprawdę głównie po to wychodzimy na ulicę - żeby sprawdzić reakcje ludzi.

Maks: Kiedy podchodzi do nas straż miejska, ludzie na ulicy stają za nami murem. Czasem pytają, czy dostaliśmy mandat, bo jeśli tak, to nam na niego dadzą. Ale i policjanci, i strażnicy powtarzają nam, że gramy super i nigdy nie mieliśmy nieprzyjemności. Często podchodzą też do nas osoby, które okazują się decyzyjne w firmach i proponują nam współpracę przy dobrze płatnych koncertach. To właśnie od ulicy zaczęły się wszystkie nasze zlecenia.

Marta: Ten moment, kiedy wokół ciebie stoi wielu ludzi, a ty patrzysz na ich twarze i widzisz, że są zaskoczeni tym, jak grasz i naprawdę im się to podoba. To jest wspaniałe uczucie.

Maks: Dlatego nawet jeśli będziemy mieli dużo zleceń, nie zamierzamy rezygnować z grania na ulicy. Poza tym, że sprawia nam to frajdę, widzimy też, że ludziom podoba się taki klimat miasta, który tworzą uliczni muzycy.

Opinie (35) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.