• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Praca na wysokości: od pasji do zarobku

Agnieszka Śladkowska
19 czerwca 2015 (artykuł sprzed 9 lat) 

Rozmawiamy na dachu Zieleniaka do momentu, kiedy obaj znikają za balustradą. Serce zaczyna bić mocniej, a nogi miękną. Moje, nie ich. Dla tzw. alpinistów przemysłowych 80 czy 200 metrów nie robi żadnej różnicy.



Czy poradził(a)byś sobie z pracą na wysokości?

Grzegorz Jabłoński pierwszy raz pojechał do jaskiń z bratem w 1977 r., miał wtedy 20 lat i tak zaczęła się przygoda i pasja, która trwa do dziś. Choć kilka lat później skończył zootechnikę, nie zastanawiał się nad tym, czym zajmie się w życiu. Pozostało tylko jedno pytanie: Jak przekuć pasję eksplorowania jaskiń w sensowne zajęcie zawodowe, dzięki któremu da się utrzymać rodzinę?

Grzegorz Jabłoński: - Na początku to były prace wakacyjne i dorabianie popołudniami. Pamiętam swoje pierwsze zlecenie. Poszliśmy na wycieczkę do stacji przesypowej, gdzie okazało się, że silosy nie mają gwarancji, ponieważ nie są wymalowane. Zadzwoniłem do brata i razem zaproponowaliśmy wymalowanie tych zbiorników. Jak kończyłem studia, klub Taternik założył spółdzielnię i zatrudnił swoich członków.

Jakie zlecenia zaczęły się pojawiać?

- Najróżniejsze. Mycie okien, wieszanie reklam, piaskowanie, malowanie, prace na kominach, wiatrakach, w różnego rodzaju zbiornikach i przy stawianiu rusztowań. Zleceń było sporo, a zarobki bardzo dobre.

Byliście pionierami w branży, konkurencja pewnie była niewielka, więc stawki szły w górę. Ile można było zarobić na początku?

- Pracowałem trzy miesiące w roku i za to mogłem cały rok utrzymać rodzinę i pojechać jeszcze na dwie wyprawy zagraniczne.

A jak jest teraz?

- Rynek się nasycił, zrobiła się duża konkurencja. Poza osobami, które tak jak ja założyły firmę z pasji do jaskiń czy gór, są kolejni, którzy nie chcieli już pracować u kogoś. Najgorsze miesiące to styczeń i luty. Najlepiej zamknąć firmę i pojechać na urlop. Za to między kwietniem a czerwcem czy wrześniem a listopadem pracujemy non stop.

To czas na rodzinę jest raczej "sezonowy"

- To prawda. Kiedyś po takich trzech miesiącach intensywnej pracy, dwóch wyprawach, żona mi zaznaczyła na kalendarzu, ile się widzieliśmy. Nie było tego dużo. Najlepiej jak partnerka dzieli pasję i też się wspina, ale to często kończy się przy pierwszym dziecku. U nas tak było. Teraz na 35-lecie ślubu zbieram na obiecane Kilimandżaro.

Wrzeszcz oczami alpinistów przemysłowych



Wracając do tematu stawek: ile mogłabym zarobić na takim myciu okien w Zieleniaku?

- Ja w swojej firmie dzielę zarobek na trzy części, bez znaczenia na rodzaj pracy - jedną zabiera fiskus, druga idzie na pensje dla ludzi, a trzecia to moja część razem z kosztami na materiały, hotele, paliwo. Zależy, jak szybko by pani pracowała, średnio to 350 - 400 zł brutto za dzień pracy. W tym czasie robi się dwa zjazdy, czyli jakieś 200 m kw. mycia.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że największym problemem tej pracy jest wysokość, ale umycie 200 m kw. okien wymaga niezłej kondycji

- Tak, to po prostu ciężka praca fizyczna. Wysokość to duże obciążenie jedynie dla początkujących. Można się z nią oswoić i potem nie ma już znaczenia, czy to 80, czy 200 metrów, upadek przecież skończy się tak samo. Najwyżej byłem na kominie o wysokości 220 metrów.

Czyli wchodzi pan na 220-metrowy komin i nie ma adrenaliny, jak spojrzy pan w dół zawieszony na linie?

- Nie, ale miałem na kursie osoby, którym mina zrzedła już na 40 metrze, a potem się przyzwyczajały. Młody pracownik nie wierzy, że sprzęt go utrzyma, więc kurczowo trzyma się urządzenia mocującego. A my powinniśmy obciążać nogi a nie ręce, dlatego czasem zdarzają się problemy z nadgarstkami. Są też tacy kursanci, którzy jednak rezygnują, bo wysokość ich przerasta.

Zdarzają się w tej pracy kobiety?

- Obie moje córki mają uprawnienia wysokościowe, czasem biorę je do pracy. Ale kobiet jest faktycznie mało, bo mało jest też zakochanych w jaskiniach. Jesteście bardziej wymagające. Jak byliśmy na wyprawie i był problem z wodą, mężczyźni jakoś przeżyli, a dziewczyny, które miały powydzielany kubeczek wody na dzień, cierpiały katusze.

Jak sami patrzycie na pracę na wysokości, jest niebezpieczna, czujecie zagrożenie?

- Trzeba przestrzegać zasad, sprawdzać i kontrolować sprzęt, wtedy jest bezpiecznie. Trudniej, gdy mamy poza wysokością do czynienia z niebezpiecznymi substancjami. Zawsze pracujemy przynajmniej we dwójkę, żeby w razie zasłabnięcia czy problemu technicznego był ktoś blisko, zawsze na dwóch osobnych linach. Ale wypadki się zdarzają, choć w większości z powodu błędu człowieka. Niezałożenie przepinek, kiedy lina ociera o krawędź czy, jak jakiś czas temu w Gdańsku, przeoczenie jednej cegły podczas zrzucania wymurówki w kominie, która potem poruszona przez linę spadła pracownikowi na głowę. Trzeba też uważać na duży wiatr. Bo od ściany może odrzucić nawet na 10 metrów i potem wracając trzeba się szybko czegoś złapać. Jeśli np. malujemy, trzeba uwzględnić kierunek, w którym wieje. Kiedyś znajomy nie zauważył, że kierunek wiatru się zmienił i poza kominem pomalował jeszcze 14 tirów. Ogólnie największym problemem są napięte terminy i myślę, że często pośpiech odpowiada za wiele błędów.

Ile czasu zajęłoby mi zrobienie uprawnień, z którymi mogłabym dzisiaj zjechać z wami z Zieleniaka?

- Po pierwsze trzeba zrobić badania lekarskie, czy nie ma zdrowotnych przeciwwskazań, po drugie kurs. Pięć dni podstaw - bhp, dopasowanie sprzętu i jego opanowanie podczas ćwiczeń na drzewach i niższych budynkach, gdzie trzeba np. z jednego okna po skosie przejść do innego lub przejść po moście na drugą stronę rzeki. Uczymy robienia przepinek, czyli odciągania liny od ściany, żeby nie tarła. Przechodzenie z liny na linę, jeśli się np. pracuje w poziomie, a nie w pionie. Po tej części jest sześć dni w terenie, czyli zajęcia na skałkach. My się przyglądamy i korygujemy, co zostało źle zrobione. Po tych 11 dniach kurs jest zaliczony i można pracować na wysokości. Koszt to ok. 1500 zł.

Jak ludzie reagują, kiedy widzą was w oknie? Pracując na 10, 20 piętrze nie spodziewamy się, że odwracając głowę, zobaczymy kogoś siedzącego po drugiej stronie szyby

- Najczęściej dobrze, uśmiechają się, czasem uchylają okno i częstują czy zapraszają na kawę lub ciasto. Choć mam na swoim koncie też mniej miłe epizody, np. jak oblali nas wodą, bo wieszaliśmy reklamę na budynku. Ale z reguły ten zawód wzbudza miłe reakcje i życzliwość ludzi.

Opinie (54) ponad 10 zablokowanych

  • Coś dla ludzi z jajami :)

    • 72 2

  • Ale syf ten zieleniak... (1)

    W sumie fajna robota, bo nawet jak nie domyją to i tak nie widać :)

    • 87 4

    • Od środka widać :O Nie myją tych okien raczej dla przelatujących samolotów/śmigłowców.

      • 9 1

  • IRATA zaliczona w Krakowie. Początki masakra, później sama przyjemność mimo wysiłku. Pozdrowienia z góry.

    • 13 4

  • Zapisywali się do klubu KWT.

    Uczyli się wspinać w KWT a później założyli swoje firmy.

    • 9 1

  • (1)

    Podziwiam! Od samego oglądania kręci się głowie :) Kiedyś pracowałem w stoczni przez 6 lat i wiem, że wysokości to nie dla mnie ;) Życzę zdrowia!

    • 15 1

    • 6lat? I zyjesz?;D

      • 0 2

  • Wszystko źle (19)

    Tak prawdę mówiąc nie wiem od czego zacząć.
    Po pierwsze należy rozgraniczyć sport i pracę, tyczy się to również sprzętu którego ci panowie używają, w przepisach jasno jest powiedziane że pracować należy na sprzęcie który do tego jest stworzony i posiada odpowiednie certyfikaty, to samo tyczy się technik oraz posługiwania się tym sprzętem.
    Przykład ASAPa który jest używany przez jednego z panów na lonży bez użycia absorbera energii jasno wskazuje że nie pokusił się on o przeczytanie instrukcji obsługi.
    Można by jeszcze długo wymieniać co było nie tak, jednak to już raczej sprawa dla PIPu.
    Na pocieszenie jest drugi filmik gdzie widać już trochę lepsze obycie ze sprzętem, choć dalej niektóre elementy pozostawiają wiele do życzenia.

    Smaczku oczywiście dodał tekst o szkoleniach ... już nic więcej nie dodam.

    Oczywiście jestem otwarty na polemikę :)

    • 38 9

    • :)

      Major ja widzę że to już zboczenie jest....

      • 6 0

    • eee...

      Nie zadne wielkie cuda na sznurku... Latek trza jednak praktyki by se zwawo pomykac i nie zamotac... Ladna pogoda slonko i bez wiatru napewno ubarwiaja material ale zimy sa przeje...ne...a robic trzeba :)

      • 0 1

    • Nie pitol ...

      • 1 1

    • Błędna wypowiedz (6)

      Dlatego cymbale alpinista zawieszony jest na dwóch linkach - dynamicznej i statycznej. Główne obciążenie idzie na linkę statyczną, a w razie jej zerwania, całą energię absorbuje linka dynamiczna. Jak nie wiesz to się nie wypowiadaj na temat pracy alpinistycznych.

      • 0 4

      • Znawcy tematu (4)

        Ciekawe od kiedy jako liny asekuracyjnej stosuje się line dynamiczną. Które przyrządy asekuracyjne przystosowane są do pracy na linach dynamicznych.
        zdynamicznych . zawsze lubię gdy znawcy tematu wypowiadają się i wymyślają nowe teorie.

        • 2 2

        • (3)

          Liny dynamiczne do asekuracji stosuje się od zawsze. Powołujesz się na Petzla, to popatrz w katalog PETZL2015/Przemysł/strona19/rys3. Gdybyś w sytuacji jak na rysunku wspinał się z liną statyczną, to w przypadku nawet małego lotu mógłbyś brać udział już tylko w paraolimpiadach.
          Wszystkie przyrządy asekuracyjne przystosowane są do pracy na linach rdzeniowych o odpowiednich średnicach. Także na linach dynamicznych.
          Osobna para kaloszy, czy i które liny dynamiczne spełniają normy przemysłowe...ale o tym nie piszesz.
          Jeszcze jedno.
          Sytuacji jakie możemy zastać przy pracach na wysokości jest nieograniczona ilość. Tak naprawdę każda praca jest niepowtarzalna.
          Nie zawsze można w 100% sprostać normom i przepisom tworzonym w Polsce przez laików. Do wyboru jest wtedy jakieś zadanie wykonać lub nie.
          Jak ktoś ma duże doświadczenie i dużą wyobraźnię techniczną, bezpiecznie wykona prace o jakich teoretykom się nie śniło. Podkreślam, bezpiecznie.
          Trochę polemizuję z Tobą, bo mam wrażenie, że masz doświadczenie jedynie w pracach standardowych. I też chyba nie osobiście tylko jako szef firmy. Nie odbieram Ci dokonań zawodowych, lecz nie w ilości sukces, tylko w jakości.
          Maszty telekomunikacyjne, PGE Arena, mycie elewacji - to wysokościowe standardy. Oczywiście tak samo niebezpieczne jak każda najbardziej wyrafinowana praca wysokościowa.
          Odpowiedz z ręką na sercu, czy osobiście założysz olinowanie robocze i asekuracyjne do pracy dla swoich pracowników na obiekcie, gdzie jedyną droga wyjścia na stromy dach jest droga np. po piorunochronie przez okap z dolną asekuracją? Jeżeli tak to możemy dalej polemizować. Jeżeli nie to znaczy, że żyjemy w różnych zawodowo-wysokościowych czasoprzestrzeniach i nasza polemika nie ma sensu.
          P.S.
          Cytat z e-strony ROJAM: "Na życzenie jesteśmy w stanie w całkowicie bezpieczny sposób przetransportować w trudno dostępne miejsca osoby niezwiązane z pracami w technikach dostępu linowego. Zapewniamy maksymalny poziom bezpieczeństwa."
          Rozumiem, że nie na mecz Lechia-Legia, tylko w miejsca tak zwane wysokościowe. A można osoby nie związane czyli nie przeszkolone do tego transportować zgodnie z przepisami na które się ciągle powołujesz, w miejsca szczególnie niebezpieczne lub drogą szczególnie niebezpieczną?
          Na koniec dobra rada: niech każdy skupi się na swojej pracy i nie czepia się innych. No chyba że jest agentem Państwowej Inspekcji Pracy lub innego organu ścigania...

          • 1 1

          • :( (2)

            wyjscie po piruronochronie z dolną asekuracją?? Lina dynamiczna w alpiniźmie przemyslowym???
            Dlatego wlasnie ludzie z 20-to letnim doświadczeniem mogą tylko myć okna!!! W prawdziwym przemyśle nikt takiego jako dołowego nawet nie weźmie
            Krzychu - dobrze gadasz ale polemizowanie w necie, gdzie wszyscy są incognito nie ma sensu :) rynek robi weryfikacje - tam gdzie kryterium 100% cena - tam są tacy googlowo-katalogowi alpiniści

            • 1 1

            • (1)

              AP - co to za imię i nazwisko panie NIE incognito?
              A co ty robisz w życiu, że nie wyobrażasz sobie wyjścia na dach zabytkowej budowli bez użycia podnośnika. Podnośnika do którego przypina się linami takiego łojanta jak ty, aby nie zakręciło mu się w głowie.
              Pewnie nie wiesz, że istnieją liny dynamiczne, to nie wiesz jak je zastosować
              i pewnie nie myjesz okien, bo tego nie potrafisz.
              Pewnie jesteś jednym z tych dla których zakłada się poręcze wyjściowe przy włazach na dach, aby nie pobrudziki sobie białych spodni.
              Kryterium 100 % ceny, googlowo-katalogowi alpiniści, rynek robi weryfikację? Twoje pokolenie zdegradowało finasowo rynek wysokościowy produkując masowo nibyalpinistów do "prawdziwego przemysłu".
              Może dla ciebie nagrać "dach wiev" to sobie świat z wysokości pooglądasz na ekranie smartfona siedząc w McDonaldzie?
              P.S.
              Nic nie zrozumiałeś z tego co napisałem, prawda? Może poproś jakiegoś przedszkolaka z zerówki to ci przeczyta mój post jeszcze raz i wytłumaczy, brak jakich wartości krytykuję w polemice z Krzysztofem.

              • 0 0

              • I właśnie pajacu NN pokazałeś że ty coś rozumiesz. Świat poszedł naprzód a z nim technika i sprzęt, ale co ty mozesz o tym wiedziec jak jedyne na co możesz sobie pozwolić to katalog Petzl-a. Nie masz pojęcia z jakiego jestem pokolenia i co robię.
                Pucuj szyby dalej

                • 0 1

      • Punkij się w głowę tą liną dynamiczną.

        Alpinista pracuje na linie roboczej i linie asekuracyjnej. Obie te liny są linami statycznymi minimum 10mm. A Asap (którego nie lubię) to takie drogie coś z zębami co rwie oplot i z tym oplotem sobie jedziesz (tak jak robi to np "małpa"). Zatem aby rozładować energię odpadnięcia używa się absorbera. Są przyrządy które przepuszczają linę gdy przyłożysz za dużo kN. Asap ma zęby, blokuje się i koniec z tego powodu do Asapa masz absorber a do BackUpa'a nie. Tak czy owak jeśli ma być absorber to ma być absorber i kropka.

        • 0 0

    • (3)

      Kiedyś funkcjonowało takie filmowe określenie "uprzejmie donoszę ...".
      Teraz są obrzydliwe fora internetowe.
      Krzysztofie Major -Ty, właściciel firmy wykonującej prace wysokościowe i kursy alpinistyczne, licencjonowany kontroler sprzętu do prac na wysokości, właściciel sklepu ze sprzętem alpinistycznym - lepiej żebyś nie stosował metod trochę rodem z PRL-u: podglądanie i donoszenie. PIP? Wstydź się.
      Teraz trochę o alpinizmie. Każdym, także przemysłowym.
      Oglądałeś kiedyś film "Krzyk kamienia" ? Jeżeli nie to obejrzyj. Kto tam przeżył?
      Obejrzyj też "Dekalog" Kieślowskiego, część 'Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną". Doradzam Tobie trochę pokory wobec natury i dystansu wobec nowoczesnych technologii.
      U góry, w lufcie każdy z nas jest zdany tylko na siebie. Nawet jeśli kolega jest od nas na wyciągnięcie ręki, jak zrobimy coś nie tak - zginiemy. Żaden cudowny "idiotenaprat" nam nie pomoże, żaden ASAP, żaden amortyzator, żaden przepis.
      Mimo to, że sam stosuję SOI zgodny z normami, nie czepiam się innych, jak pracują na shuntach czy ósemkach. Podstawą jest logika i zdrowy rozsądek. A tego widocznie bohaterowi artykułu nie brakuje, skoro pracuje na wysokościach tyle lat.
      Jeszcze jedno. Tak trochę w Twoim czepialskim stylu. Na swojej stronie internetowej chwalisz się, że Twoi instruktorzy mają międzynarodowe uprawnienia IRATA, OTDL. Przecież to są tylko uprawnienia Towarzystw Wzajemnej Adoracji. Jakie one maja zamocowanie prawne w naszym kraju?
      A na zdjęciu "Rojam Alpinista Malowanie" Twoi pracownicy, wszyscy asekurują się z shuntów. Hmmm...A taki jesteś święty i doskonały.
      Pozdrawiam.
      Moje nazwisko nie ma znaczenia, nie mam potrzeby lansowania się.
      I nie mam potrzeby polemizowania na forum internetowym.

      • 3 0

      • ja może się nie znam na ale..

        ... Ciarki mnie przeszły jak zobaczyłem, że panowie na krawędzi zamiast zamontować bloczek zamontowali drewnianą deseczkę. Czy to bezpieczne?

        • 1 1

      • (1)

        Tak używaliśmy shunt ów i powiem że dalej byśmy pewnie używali jednak Petzl wyraźnie napisał w swoim oświadczeniu ze nie może być już dłużej używany jako przyrząd asekuracyjnych, zawsze można kupić s - duck.
        Co do ASAPa bez absorber a energii to po prostu wiem co się dzieje w sytuacji kiedy zwie się lina robocza i upadek powstrzymuje ASAP BEZ absorber lub małpa bo w takim przypadku już nie ma znaczenia co zastosujemy, efekt jest ten sam. IRATA SPRAT OTDL i inne kółka wzajemnej adoracji po prostu dbają o bezpieczeństwo i standardy pracy, oczywiście również o swoją kasę, myślę jednak ze świat idzie tak do przodu że nie warto zostawać w tyle.
        Na koniec warto spytać co jak stanie się jakiś wypadek a nie zastosowano odpowiednich środków ochrony osobistej? Myślisz że ktoś wypłaci jakieś ubezpieczenie.

        • 2 0

        • Szkoda tylko, że po szkoleniu u Ciebie i tak wszystko jeszcze raz musiałem ludziom sam pokazywać. Ale certyfikat od Ciebie dostali, więc w razie co ubezpieczenie też im wypłacą :)

          • 2 1

    • pycha az tryska w oczy...

      a ona kroczy przed czym?
      :-)

      Róbmy swoje!
      Pewne jest to jedno, że
      Róbmy swoje!
      Póki jeszcze ciut się chce,
      Skromniutko, ot, na własną miarkę
      Zmajstrujmy coś, chociażby arkę! Tatusiu:
      Róbmy swoje! Róbmy swoje!
      Może to coś da- kto wie?
      (copyright W.Mlynarski)

      • 1 0

    • moja laweczka

      Panie Major.
      Uprzejmie donoszę, ze petelka w mojej laweczce najprawdopodobniej ma wiecej doswiadczenia w alpinistyce przemyslowej niz Pan. I o zgrozo! nie ma zadnych certyfikatow, a SOI wyszlo jej dwie dekady temu. Trzyma sie jednak dzielnie, czego i Panu z serca zycze :-)

      • 2 0

    • chyba cos sie koledze pomylilo

      Ja na tym filmie wyraznie widze:

      (jako asekuracje)kolego SHUNTa a nie ASAP.
      (ZJAZDOWY) ID lub RIG mniejsza wersja

      tak naprawde norma wytrzymalosci to minimum 2.2 KN (czyli 2200kg) jesli lonza ma taka lub lepsza napewno da rade

      a ten wychwalany absorber sluzy tylko temu. by nie odczuc gwaltownego szarpniecia na uprzezy w okolicy genitaliow podczas kiedy niestety urzadz asekuracyjne (OBY SIE NIGDY NIKOMU NIE ZDARZYLO) bedzie musialo spelnic swoja funkcje

      a PiPą niech kolega nie straszy bo od tego sa duchy.
      i po co wprowadzasz ludzi w blad.
      Pozdrawiam STACHU, TORUŃ Industrial Climber

      • 0 0

    • Ci ludzie pracują dłużej niż pan ma swoją firmę.

      Ma pan firmę wydajacą certyfikaty i stąd te złośliwości. Ja bardziej ufam panom Jabłońskim niż takim jak pan, którzy sobie firemkę zrobili, a wysokosć znają z opowiadan.

      • 0 0

    • Normy

      Oj... To by się tam znalazło wiele takich kwiatków. Zacząłem oglądać i już widzę Shunt jako przyrząd asekuracyjny.

      • 0 0

  • Widok zza okna. (3)

    Pani Agnieszka napisała artykuł dosłownie z tego, co zastała 20 centymetrów za oknem swojego biura :)

    • 10 1

    • i to jest właśnie sztuka!

      • 6 0

    • (1)

      Aha... To niech sie lepiej zajmie robota a nie slepi w okno...
      Zakochana na wiosne?
      Tak to jest ...baby...baby...

      • 2 2

      • Ale to właśnie jest jej robota. Rozglądać się za tematem i pisać. Nie każdy przykreca śrubki pod ścisłym nadzorem czy rozlicza się z d*pogodzin w korpo/urzędzie. Niektórzy pracują UMYSŁOWO.

        • 1 0

  • (3)

    Swego czasu w Gdańsku istniały dwie duże ogólnokrajowe firmy tego typu, Alpinex i Świetlik. Tak po prawdzie obie miały swe korzenie w Techno-Serwisie, bo tam zaczynali i Polak i Płażyński a następnie pozakładali własne spółdzielnie. To raczej do nich dołączali ludzie związani z KW Trójmiasto, niźli miało być na odwrót. Praca w samej rzeczy była i jest sezonowa, bo zimą raczej nie wykonuje się prac malarskich czy budowlanych, za to jest to w miarę dobry czas na malowanie konstrukcji wewnątrz obiektów, szczególnie wielkich, wysokich hal z utrudnionym dostępem. Tak swego czasu malowało się w Świetliku np hale turbin w Elektrowni Jaworzno III i II, Kędzierzyn, Zabrze, EC II w Gdańsku, EC III w Gdyni i mniejszych. W sezonie nie brakowało pracy, natomiast były spore braki pracowników. Zarobki były różne, z reguły nie były one małe ale też nie było szaleństwa. Zdarzały się zlecenia po których można było kupić samochód czy ćwierć lub pół mieszkania. Idylla skończyła się wraz z wejściem słynnego POPIWKU, bo system ten nie aktywował większej pracy a wręcz ją zabijał. Stąd też duże firmy prac wysokościowych, w większości poznikały do połowy lat 90-tych a rynek zajęły znacznie mniejsze czasem ledwie kilkuosobowe firemki. Co do sporych zarobków, to wynikało to z wyliczeń KNR. Otóż w tymże KNR nie było pozycji "stanowisko alpinistyczne", za to zakładanie stanowiska platformy podwieszanej zwanej wówczas potocznie "arimakiem" takie stawki już miało. Stosowało się zatem przelicznik że np 3 czy 4 stanowiska alpinistyczne były jednym stanowiskiem dla "arimaka" i już całą stawkę z KNR dało się podzielić przez 3 lub 4 i wychodził konkretny wynik. Z racji tego, że założenie stanowiska alpinistycznego było wręcz błyskawiczne w stosunku do ciężkiego sprzętu, różnice w zarobkach wynikały właśnie z tej sytuacji. Samo wykonywanie prac malarskich, montażowych, czyszczących czy budowlanych z reguły było takie samo z niewielkimi odchyleniami na korzyść tej czy drugiej metody. Koszty też były niższe bo nie trzeba było wydawać kasy na spore urządzenie, jego składowanie, badania techniczne, serwis, przewóz itp. oraz z minimum kilka osób do obsługi oraz dostęp do zasilania, choć były też pomosty (głównie) napędzane ręcznie. Samo pojawienie się takich technik też pozwalało negocjować lepsze ceny z względy na większą szybkość wykonania zlecenia oraz zdecydowanie olbrzymią mobilność. Cóż czas się też zmieniły, że wiele zakładów instaluje na stałe urządzenia do wykonywania prac wysokościowych, wykonując je potem w własnym zakresie.

    • 24 1

    • Przeczytałem i myślę , że

      nienajgorszy z ciebie człowiek...

      • 5 0

    • + za czas poświęcony na napisanie tego długiego, ale cennego merytorycznie komentarza do sprawy. Miła odmiana

      • 9 0

    • A kogo to interesuje...

      • 1 5

  • Jakby nie patrzeć to praca w gruncie rzeczy sprzątaczki. (3)

    Szacun niemniej.

    • 8 9

    • Jednak

      głupich nie sieją.

      • 2 2

    • Konserwator powierzchni pionowych (1)

      • 1 1

      • brzmi dumnie ;)))

        jednak mycie okien to nie dla wszystkich marzenie życia

        • 1 1

  • Ważne (4)

    Witam potrzebuję namiary na ten kurs. Ma ktoś?

    • 1 2

    • http://www.rojam.eu tam nauczą Ciebie poprawnych technik pracy metodami alpinistyki przemysłowej, a nie takiego jaskiniowania jak na tym filmiku...

      • 3 1

    • Ktos tam ma...
      Radze nie robic...

      • 1 1

    • Najtańsze szkolenie w Trójmieście. Ale po szkoleniu u nich i tak musieliśmy sami przeszkolić ludzi jeszcze raz. Ale certyfikat mamy od nich.

      • 0 0

    • Pewnie nieaktualne ale..

      Żeby zrobić kurs do pracy o dostępie linowym z miedzynarodowym cerytikatem IRATA (koszt prawie 3k) tak naprawdę wystarczy tylko być bezrobotnym zarejestrowanym w UP oraz mieć zaświadczenie od pracodawcy że po takim kursie przyjmie taką osobę do pracy. UP bezproblemowo realizuje ten kurs. Po 5 czy tam 6 dniach kursu i zdanym egzaminie (egzamin zdajemy od razu w ostatni dzien) dostajemy karteczkę że już możemy na linach pracować. Na wlasciwe dokumenty trzeba poczekać około miesiąca gdyż wyniki są wysyłane do Angli i dopiero tam wyrabiane i wysyłane z powrotem. Poziom pierwszy IRATY jest banalny i bardzo ciężko jest go nie zdać.

      • 1 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pracodawcy w Trójmieście

Forum

  • pożyczki Ostatni post: 1 dzień temu
    (1 post)

Najczęściej czytane