Wiadomości

Projekt "ławeczka". Pożyczanie pracowników z branży

SoDA - Software Development Association został zawiązany w celu wzmocnienia pozycji polskiego rynku software houseów, dzielenia się wiedzą i pracownikami.
SoDA - Software Development Association został zawiązany w celu wzmocnienia pozycji polskiego rynku software houseów, dzielenia się wiedzą i pracownikami. fot. materiały prasowe

Można prowadzić wojnę podjazdową, szukać słabych punktów konkurencji, potem prezentować je klientowi razem ze swoją ofertą. Można też inaczej. Współpracować, wspierać, dzielić się doświadczeniami i ludźmi. Ten ostatni element przez organizację SoDA - Software Development Association został nazwany ławeczką.


Co uważasz o pomyśle "ławeczka"?

rewelacyjne rozwiązanie, warto rozważyć je w innych branżach 44%
fajny pomysł, ale do wykorzystania tylko w obszarze IT 24%
nie dostrzegam zalet takiego rozwiązania 32%
zakończona Łącznie głosów: 385

Zaczęło się od spotkania kilku przedstawicieli software house'ów na konferencji Infoshare w Gdańsku w 2017 r. W kuluarach pojawił się temat współpracy i dzielenia się doświadczeniami. Cel był jasny: wzajemna nauka i zdobywanie rynku zleceń IT, dla którego nie ma granic, bo większość prac wykonuje się zdalnie.

W ten sposób w czerwcu 2018 r. Powstał Związek Pracodawców Polskich Software House'ów, czyli SoDA - Software Development Association założony przez 10 firm, a skupiający wokół siebie ok. 500 przedstawicieli (więcej informacji na www.sodapl.com). Innowacyjnym elementem współpracy stało się wzajemne dzielenie pracownikami, czyli tzw. ławeczka. Na czym to dokładnie polega? Pracownicy, którzy nie mają projektów w swojej firmie, są odpłatnie wynajmowani do projektów firmie konkurencyjnej. Za ustaloną stawkę pomagają innemu zespołowi wywiązać się z zadań, jednocześnie nie obciążając swojego pracodawcy tzw. pustymi przebiegami.

- Chcemy, żeby jedna firma mogła realizować projekt, a druga w tym samym czasie nie ponosiła kosztów związanych z przestojem pracowników. Każda godzina, za którą nie płaci klient jest naszym kosztem. Brak pracy dla programisty przez dwa tygodnie potrafi kosztować firmę 10 tys. złotych i więcej - opowiada Damian Winkowski z Desmart. - Ten model sprawdza się też, jeśli potrzebujemy specjalisty tylko do tego konkretnego projektu, a nie potrzebujemy go u siebie na stałe - dodaje.
Patrząc szerzej ławeczka jest pewnego rodzaju buforem bezpieczeństwa i impulsem do rozwoju w jednym.

- Często mamy do czynienia z błędnym kołem. Firma nie zatrudnia, bo nie ma projektów. Nie ma projektów, bo nie ma kim ich zrobić. Ławeczka daje szansę, żeby najpierw zdobyć projekt, nawet jeśli nasz zespół do obsługi nie będzie kompletny. Ten sam bufor działa w drugą stronę, jeśli odpadnie nam ważny klient, to nie zostaniemy z ludźmi bez projektu. Pracowników dajemy "na ławeczkę" i możemy bez stresu szukać kolejnego klienta. Firmy mniej ryzykują, więc łatwiej im podejmować słuszne biznesowo decyzje - zauważa Kuba Guziński z firmy Neoteric.
Taki model współpracy wymaga bez wątpienia wysokich standardów etycznych. W umowie firmy zawierają m.in. zapis o niepodbieraniu sobie pracowników.

- To ryzyko nie jest wcale takie duże. Pracownik cały czas pracuje w swojej firmie, tyle że realizuje ciekawy projekt dla innej. Siedzi przy swoim biurku, ma to samo wynagrodzenie, z jego perspektywy niewiele się zmienia. Pozytywny aspekt jest taki, że pracodawcę jeszcze bardziej mobilizuje to do dbania o swój zespół - zauważa Maciej Greń z firmy Scalac.
Ławeczka to jedynie początek. Firmy dzielą się wiedzą, także tą dotyczącą trudnych tematów: jak zwalniać, jak zatrudniać nowych pracowników, jak skalować firmy, prowadzić marketing B2B oraz zdobywać klientów z całego świata.

- Zdarza nam się łączyć siły i razem zdobywać klienta. Ciężko, żeby jeden software house do 100 pracowników był w stanie obsłużyć każdą technologię. Oddając taki projekt do innego SH po pierwsze wzmacniamy polski rynek, a po drugie długofalowo zyskujemy. Klient do nas wróci, kiedy znów będzie pracował w naszej technologii, a firma, która dostała kontakt, poleci nas, kiedy to ona nie będzie miała u siebie specjalisty - zauważa Kuba Guziński.
Do związku nie może zapisać się każdy software house. Najpierw trzeba spełnić ustalone wspólnie warunki.

- Firma musi działać przynajmniej rok, następnie sprawdzamy jej stronę www i weryfikujemy, czy nie jest to np. agencja HR, która chce się dostać do naszych ludzi i próbować ich zwerbować. Na koniec dajemy sobie po prostu kredyt zaufania. Nikomu nie opłaca się go stracić. Jeśli ktoś zachowa się nie fair, wie o tym od razu cała branża, bo to wbrew pozorom mały świat - przyznaje Damian Winkowski.
W jakich branżach taki pomysł może się sprawdzić?

- W takich, które potrafią odpowiedzieć sobie twierdząco na pytanie, czy możemy sobie zaufać. Czy robimy dokładnie to samo, czy jednak każdy może znaleźć swoją niszę, rzecz, w której jest się lepszym od innych - mówi Damian Winkowski.
- Najłatwiej wprowadzić to rozwiązanie w świecie IT i to takim, gdzie mamy do czynienia z usługą, a nie produktem. Jednak jestem w stanie sobie wyobrazić takie rozwiązanie w branży produkcyjnej, budowlance czy obsłudze klienta - dodaje Maciej Greń.

Opinie (65) 3 zablokowane

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.