Wiadomości

stat

Gdańsk bez muzyki ulicznej? Bo "przeszkadza mieszkańcom"

Zobacz, jakiej muzyki można posłuchać na gdańskich ulicach

Są profesjonalnymi muzykami. Chcieliby podzielić się swoją sztuką z mieszkańcami Gdańska oraz turystami występując na ulicy, ale nie wszystkim odpowiada ich twórczość. Urzędnicy mówią wprost: nie wydajemy obecnie zezwoleń na działalność muzyczną. Czy grajkowie znikną z gdańskich ulic?



Czy lubisz muzykę uliczną?

tak, jestem jej wielkim fanem 30%
tak, ale tylko taką, która jest dobra i ciekawa 43%
nie przepadam za nią, ale mi nie przeszkadza 12%
nie lubię - powinno się zakazać ulicznych występów 15%
zakończona Łącznie głosów: 1651
Trudno sobie wyobrazić Trakt Królewski zobacz na mapie Gdańska bez artystów ulicznych, którzy nie tylko nadają miastu koloryt, ale - szczególnie ci naprawdę dobrzy - stanowią atrakcję turystyczną samą w sobie.

Niestety, zanosi się na to, że uliczne występy na gdańskich ulicach przejdą niebawem do historii - Gdański Zarząd Dróg i Zieleni nie chce wydawać pozwoleń na tego typu działalność artystyczną, a straż miejska, w odpowiedzi na skargi mieszkańców, przegania muzyków.

- Strażnicy miejscy powiedzieli, że kiedy tylko ktoś zacznie grać na ulicy, to niezwłocznie otrzymują telefon ze skargą - opowiada jeden z artystów występujących na Długim Targu, student Akademii Muzycznej. - Dziś strażnicy nam powiedzieli, że jeśli chcemy grać na ulicy, to mamy się przenieść do innego miasta. Tutaj nie mamy czego szukać. A my, wierząc w zapewnienia miasta, że Gdańsk jest otwarty na sztukę uliczną, przygotowywaliśmy się kilka tygodni, zainwestowaliśmy w sprzęt. Wygląda na to, że wszystko na marne.

Posłuchaj, jaką muzykę grają "bębniarze spod Zielonej Bramy", kiedy mają możliwość podpiąć się do prądu.

Mieszkańcy: muzyka tak, hałas nie



Choć turyści uwielbiają muzykę uliczną, mieszkańcy gdańskiego śródmieścia skarżą się, że dla nich jest utrapieniem.

- Muzyka uliczna to dla turystów atrakcja, mieszkańcom też miło jej słuchać, ale to, co się dzieje ostatnio, przekracza wszelkie granice przyzwoitości. Są dwie grupy, które utrudniają nam życie - to grupa taneczna z akompaniamentem perkusji oraz grupa, która wybija swoją muzykę na plastikowych wiadrach - skarży się pani Barbara, mieszkająca w bliskim sąsiedztwie Zielonej Bramy. - W magistracie uzyskałam informację, że nikt nigdy nie uzyskał pozwolenia na ten rodzaj działalności. Regularnie dzwonię do policji i straży miejskiej z prośbą o interwencję, ale bez rezultatu. Od godziny 14 do 21 z małymi przerwami "rytmiczne walenie" rozbrzmiewa. Nie mam nic przeciwko muzyce, nawet do późnej nocy, pod warunkiem, że są to subtelne smyczki czy flet, jakiś przyjemny jazz...
W bieżącym roku wydano zezwolenia jednodniowe dla orkiestr przyjeżdżających do Gdańska oraz dla stoiska taneczno-muzycznego przy Zielonej Bramie (zezwolenie wygasło). Dla innych form działalności artystycznej (muzycznej) zezwolenia nie są wydawane

Muzycy grający na wiadrach zwracają uwagę, że grywali kiedyś pod chmurką "normalną" muzykę, ale z uwagi na zmianę przepisów nie mają obecnie takiej możliwości.

- Przez wiele lat graliśmy na gitarach, kolega śpiewał. Zbierał się wokół nas tłum ludzi, nie tylko z Polski, ale miasto zabroniło grać "z prądem", więc musieliśmy się "przekwalifikować". W zeszłym roku wyszliśmy z zestawem perkusyjnym i GZDiZ nam zwrócił uwagę, że z perkusją nie wolno, bo to bezprawne zajęcie pasa ruchu drogowego. Wtedy zawiesiliśmy nasze bębny na paskach, żeby nikt nie miał nam nic do zarzucenia - opowiada Dima, członek bębniarskiego tria. - W tym roku poszliśmy do GDZiZ po zezwolenie na zajęcie pasa drogowego, ale pracująca tam pani nas poinformowała, że jeśli gramy bez nagłośnienia, to takiego zezwolenia nie potrzebujemy. Po krótkim czasie okazało się, że jeśli jest nas więcej niż dwóch, to jednak musimy takie pozwolenie mieć, ale urząd ich nie wydaje. Idziemy grać, a tu przychodzą muzycy z innego zespołu, podsuwają nam pod nos zezwolenie, którego przecież nikt nie wydaje i mówią, że mamy sobie pójść, bo oni mogą grać, a my nie.
- W bieżącym roku wydano zezwolenia jednodniowe dla orkiestr przyjeżdżających do Gdańska oraz dla stoiska taneczno-muzycznego przy Zielonej Bramie (zezwolenie wygasło). Dla innych form działalności artystycznej (muzycznej) zezwolenia nie są wydawane - mówi Dariusz Słodkowski, p.o. kierownika Działu Użytkowania Przestrzeni Publicznej ZDiZ.
Trio bębniarzy otrzymało informację, że pozwoleń na zajęcie pasa drogowego GZDiZ nie wydaje. Okazało się jednak, że niektórzy artyści takie zezwolenia otrzymali. Screen dokumentu, który otrzymał jeden z zespołów.
Trio bębniarzy otrzymało informację, że pozwoleń na zajęcie pasa drogowego GZDiZ nie wydaje. Okazało się jednak, że niektórzy artyści takie zezwolenia otrzymali. Screen dokumentu, który otrzymał jeden z zespołów. fot. czytelnik Trojmiasto.pl

Gdańsk "zniechęca" do występów ulicznych?



Jeszcze na początku wakacji GZDiZ dał muzykom jasny przekaz, że jeśli będą przestrzegali zasad, to mogą grać bez zezwoleń, póki ktoś się na nich nie poskarży.

- Po pierwsze, grają bez mechanicznego nagłośnienia, wzmacniaczy, piecyków czy magnetofonów. Druga zasada jest taka, że uliczne koncerty dopuszczane są do godziny 22. Trzecia zaś wskazuje na konieczność przemieszczania, zmiany miejsca - informowała naszą redakcję na początku czerwca Magdalena Kiljan, rzecznik GZDiZ. - W większości przypadków uliczni artyści wywołują pozytywne emocje wśród spacerujących zarówno mieszkańców, jak i turystów. To dowód na to, że miasto żyje. Problem zaczyna się wówczas, kiedy zasady nie są przestrzegane. Wtedy interweniuje Straż Miejska w ramach utrzymania porządku publicznego.

Chcesz grać na ulicy? Sprawdź, jak to robić zgodnie z prawem


Tyle w teorii, bo rzeczywistość - zdaniem artystów ulicznych - jest inna.

- Zdarzało się, że pracownik GZDiZ "patrolował" ulice w asyście prywatnej firmy ochroniarskiej, wskazywał na artystę, a ci ochroniarze podbiegali (tak, podbiegali) do niego i konfiskowali sprzęt. Można było ten sprzęt wykupić dopiero po wakacjach - opowiada jeden z muzyków.
- Ludzie uciekają z tego miejsca. Wiele osób przychodzi grać po godz. 22, bo wtedy nikt z GZDiZ nie chodzi i mogą występować w spokoju. Z policją nigdy problemów nie mieliśmy - czasem ktoś podejdzie i poprosi, żebyśmy zmienili miejsce i my niezwłocznie to robimy - dodaje artysta, którego spotkaliśmy na Długim Pobrzeżu.
GZDiZ przyznaje, że pracownicy patrolują ulice, jednak zaprzeczają, jakoby kiedykolwiek dokonali konfiskaty sprzętu muzycznego.

- Pracownicy poszczególnych działów GZDiZ dokonują codziennej kontroli w swoich zakresach. Kontroli plastyków, muzyków czy mimów dokonują pracownicy Działu Użytkowania Przestrzeni Publicznej. Aktualnie, na działalność muzyczną, wydane jest jedno zezwolenie - informuje Dariusz Słodkowski, p.o. kierownika Działu Użytkowania Przestrzeni Publicznej ZDiZ. - Ani w bieżącym ani w poprzednich latach elementy stoisk "muzycznych" zajmujących teren bez stosownych zezwoleń nie były konfiskowane - podkreśla.
GZDiZ dodaje, że jego pracownicy dokonali w ubiegłym roku konfiskaty. Nie chodziło jednak o sprzęt muzyczny, a akcesoria do robienia baniek mydlanych.

- Bańkom mydlanym, na życzenie mieszkańców i turystów, mówimy stanowcze nie. Nie ma i nie będzie naszej zgody na puszczanie ich na ulicach Gdańska - podkreśla Dariusz Słodkowski. - Wiele osób skarżyło się, że kontakt z puszczanymi bańkami wzbudza dyskomfort - bańki plamią ubrania, pryskają w oczy. Dodatkowo, opadająca mydlina powoduje, że spacerujący ludzie się na niej ślizgają.

Artyści i mieszkańcy chcą prawnego uregulowania sztuki ulicznej



O ścisłe określenie zasad tego, w jaki sposób i gdzie można prowadzić działalność artystyczną pod chmurką od lat apelują mieszkańcy gdańskiego śródmieścia.

- Jest tyle innych miejsc, gdzie ci muzycy mogliby stanąć. Czy naprawdę muszą robić hałas pod naszymi oknami? W takich warunkach nie da się normalnie funkcjonować - żaliła się pani Barbara. - Ci chłopcy są naprawdę sympatyczni, kulturalni, prywatnie nie mam im nic do zarzucenia, ale słuchać ich nie mogę.
Muzycy przyznają jej rację i również domagają się prawnego uregulowania zasad uprawiania sztuki ulicznej.

- Mamy świadomość tego, że możemy przeszkadzać mieszkańcom. Niech więc miasto wskaże nam takie miejsca, w których nie będziemy przeszkadzali - mówi Dima z bębniarskiego tria. - Chcemy zdobyć pozwolenie na grę, nawet wówczas, jeśli wiązałoby się to z wniesieniem opłaty. Obiecuję, że będziemy stosowali się do wszystkich nakazów, jakie zostaną w nim zawarte. W tej chwili nie ma żadnych zasad. Obiecujemy też, że będziemy się przemieszczać, wymieniać z innymi zespołami, aby nikogo nie zanudzić swoją muzyką.
Mamy świadomość tego, że możemy przeszkadzać mieszkańcom. Niech więc miasto wskaże nam takie miejsca, w których nie będziemy przeszkadzali

- W piątek nas przepędzono, bo ktoś zadzwonił na straż miejską poskarżyć się, że przeszkadzamy i mogliśmy dostać mandat za "zakłócanie porządku publicznego" - opowiada Kacper, skrzypek. - Miasto pisze na swojej stronie, że "dzięki muzyce miasto żyje", a tak naprawdę wystarczy jeden telefon, abyśmy z artystów stali się wandalami zaburzającymi porządek publiczny.
- Ludzie mają muzyków za ulicznych szwendaczy, niejednokrotnie traktują ich pogardliwie i mówią, żeby zabrali się do normalnej roboty, ale my jesteśmy profesjonalistami i to jest nasza praca - dodaje Czarek z tria bębniarzy. - Niedawno graliśmy - na normalnych instrumentach, nie na wiadrach - kilka koncertów dla miasta - m.in. w Sylwestra przed Łąki Łanem, a więc przed gwiazdą wieczoru czy na nocy kolorów, gdzie graliśmy o 22, jako gwiazda, tuż po występie Kayah. Potrafimy grać i chcemy się dzielić naszą sztuką z mieszkańcami Gdańska oraz turystami. Chcemy to robić legalnie.

W sezonie koncerty, latem ulica



Zdecydowana większość muzyków, których mieliśmy okazję spotkać na Trakcie Królewskim to profesjonaliści, którzy w sezonie grają regularne koncerty. W wakacje decydują się jednak na inny rodzaj aktywności artystycznej. Dlaczego?

- Robimy to dla przyjemności, ale przede wszystkim dla naszej publiczności - mówi perkusista zespołu dętego, którego możemy posłuchać pod Zieloną Bramą zobacz na mapie Gdańska. - To taki nasz sposób na sprawdzenie repertuaru, sprawdzenie siebie, własnych umiejętności, ale także przetestowanie, co się ludziom podoba, bo tu chodzi o ich satysfakcję.
- Zarabiamy tak od lat, bo sprawia nam to wielką frajdę. Kiedy lato się skończy, pewnie wrócimy do grania koncertów, ale na razie cieszymy się słoneczkiem i kontaktem z naszą cudowną publicznością - dodaje Martin, członek nietuzinkowego bębniarskiego tria.
Dawid - pianista i Kacper - skrzypek grają w duecie. Są "świeżym składem" - na gdańskich ulicach występują dopiero od kilku dni. Doświadczenie muzyczne mają jednak bardzo duże - Kacper studiuje na Akademii Muzycznej, a Dawid jest uczniem klasy dyplomowej w szkole muzycznej.

- W tym roku pierwszy raz zdecydowaliśmy się na zarabianie w ten sposób pieniędzy i wrażenia są jak najbardziej pozytywne - mówi Dawid. - Jesteśmy tutaj nie tylko po to, aby zarobić pieniądze, ale też po to, aby się wypromować. Dlatego też nie możemy nieustannie grać muzyki tła, bo ludzie nas nie zauważą. Nie możemy też wyróżniać się za bardzo, bo zakłócalibyśmy spokój turystom i mieszkańcom. Trzeba znaleźć złoty środek.

Najpopularniejsza orkiestra sezonu w Zielonej Bramie