• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Trzeci sektor. Ta praca wciąga i uzależnia

Agnieszka Śladkowska
27 maja 2022, godz. 08:00 
Opinie (37)
Najnowszy artykuł na ten temat Ciekawe zawody: bursztyniarz - poszukiwacz piękna
Magda Jabłońska przeszła z biznesu do trzeciego sektora. Zajmuje się m.in. prowadzeniem komunikacji i promocji Fundacji RC, wspiera Stowarzyszenie Morena i jest prezeską spółdzielni Zeroban, która daje drugie życie banerom i próbnikom materiałów, przeradzając je w unikatową odzież i torebki. W tradycyjnym biznesie zajmowała się przez lata mediami, PR i budowaniem wizerunku. Magda Jabłońska przeszła z biznesu do trzeciego sektora. Zajmuje się m.in. prowadzeniem komunikacji i promocji Fundacji RC, wspiera Stowarzyszenie Morena i jest prezeską spółdzielni Zeroban, która daje drugie życie banerom i próbnikom materiałów, przeradzając je w unikatową odzież i torebki. W tradycyjnym biznesie zajmowała się przez lata mediami, PR i budowaniem wizerunku.

Charakteryzuje ich pasja i zaangażowanie, które częściej niż przy innych zawodach kończy się przepracowaniem i wypaleniem. Bo pomaganie, choć wspaniałe, potrafi być też stresujące i wycieńczające, szczególnie jeśli nie potrafimy postawić granic i zachować się asertywnie. O blaskach i cieniach pracy w trzecim sektorze opowie Magda Jabłońska. W ubiegłym miesiącu o pracy zoopsychologa opowiadała Barbara Masojć. Kolejny wywiad już za miesiąc.



Możesz na początek wyjaśnić, czym w ogóle jest trzeci sektor i NGOS-y?

Magda Jabłońska: - To tak zwany sektor organizacji pozarządowych, czyli instytucji, podmiotów, firm, które działają na rzecz innych ludzi. Łączy je cel, którym nie jest zysk, a inwestowanie w społeczności lokalne, pomoc humanitarna, rzeczowa czy edukacja.

Czy osoby zatrudnione w trzecim sektorze także coś łączy? Widzisz jakieś cechy wspólne?

- O tak. Jesteśmy bardzo zaangażowani w to, co robimy. Jeśli nie mamy wokół siebie wsparcia, potrafimy się bardzo szybko wypalić. Gdy mamy swoją misję, całkowicie skupiamy się na celu, co może sprzyjać przepracowaniu i utracie balansu między życiem prywatnym a pracą. Powiedziałabym, że urodziliśmy się z "genem pomagania", który w różnym wieku może się zacząć manifestować, co kieruje nasze kroki właśnie do trzeciego sektora. Sama przeszłam dokładnie taką drogę przez przepracowanie, wypalenie zawodowe, więc na własnej skórze poczułam te zagrożenia i bolączki, które czuje się w całej branży.

Co boli pracowników trzeciego sektora, z czym się muszą mierzyć?

- Przede wszystkim z brakiem poczucia bezpieczeństwa i stabilności. Jeśli ktoś żyje tylko z tego, to dotyka go tzw. syndrom grantozy. Na realizację projektów, do których pracownicy są zatrudniani, pozyskuje się fundusze. Kiedy projekt związany z danymi funduszami się kończy, kończy się także zatrudnienie. Dlatego pracownicy w trzecim sektorze są zatrudniani od projektu do projektu. Do tego, jeśli np. projekt jest powtarzany co roku, to jego realizacja trwa od lutego do grudnia. To oznacza, że w styczniu pracownik nie zarabia, bo czeka na decyzję o przyznaniu kolejnego grantu.

Na jakie stanowiska najczęściej zatrudniane są osoby?

- Takie typowe stanowisko w trzecim sektorze to koordynator projektu, czyli osoba, która ma na sobie pełną odpowiedzialność za dane działania przy realizacji danego grantu. A trzeba tu powiedzieć, że to praca za kilka stanowisk. W trzecim sektorze pracownicy muszą być wszechstronni. Koordynator projektu to także osoba od promocji, działań technicznych, rozliczeń, pracy merytorycznej. Minimalizuje się koszty, minimalizując zatrudnienie.

Czy praca, którą wykonujesz, musi mieć głębszy sens i być zgodna z twoimi wartościami?

Nie zwiększając pewnie wynagrodzeń?

- Tak, to kolejna nasza bolączka. Wynagrodzenia są bardzo niskie i nieporównywalne ze stawkami z tradycyjnego biznesu. Zatrudnienie specjalisty koordynatora w zależności od miejscowości waha się od najniższej krajowej do 3-4 tys. zł na rękę. Menadżer projektu w korporacji nawet by nie usiadł do rozmów za taką stawkę. Nie ma co ukrywać, narzekamy na zarobki, a potem robimy to dalej, bo to jest praca, którą naprawdę lubimy wykonywać. W efekcie, żeby wiązać koniec z końcem, wiele osób bierze dodatkowe prace lub w ogóle łączy pracę w trzecim sektorze z pracą etatową. Warto też pamiętać, że w Polsce większość podmiotów z części pozarządowej to kilkuosobowe organizacje, w których zadania realizuje się w formie wolontariatu lub zatrudnia w ramach realizacji projektu.

To nie brzmi zachęcająco, a jednak wiele osób angażuje się w trzeci sektor. Co was przekonuje?

- Poczucie olbrzymiej satysfakcji. Robimy to dla ludzi, ale robimy to też dla siebie. Do takiej pracy często idą ludzie, którzy sami napotkali trudności i ktoś w tym przełomowym momencie wyciągnął do nich dłoń. To było początkiem ich własnej misji. Bardzo często osoby zaangażowane same mają dzieci z niepełnosprawnością czy trudne dzieciństwo za sobą i działają dokładnie w tym samym temacie w organizacji pozarządowej. Jak wspomniałam, moim zdaniem ludzie po prostu rodzą się z "genem altruizmu". Oczywiście, żeby zachęcić kandydatów, pokazujemy, że praca w organizacjach przynosi dodatkowe benefity związane z relacjami, networkingiem. To praca z fajnymi ludźmi o podobnych wartościach i realizacja własnych pomysłów. Pracownik np. chce zorganizować warsztaty z ceramiki, bo to jego pasja. Dostaje miejsce, materiały, może wypróbować, czy taka forma zaciekawi odbiorców, a za chwilę uruchomi już komercyjnie kolejną warsztatową grupę. Do tego specjaliści, którzy przychodzą, zostają często trenerami i dostają wyższe stawki i zbierają doświadczenie, które mogą monetyzować w tradycyjnym biznesie.

Jakie cechy powinna mieć osoba, która sprawdzi się w tej pracy?

- Takie trzy najważniejsze cechy to empatia, wrażliwość i asertywność.

Wydaje się, że akurat te trzy cechy rzadko występują wspólnie.

- Niestety masz rację. Pracownicy trzeciego sektora są empatyczni i wrażliwi, a asertywności uczą się w trakcie. Zaczynając od stawiania granic czy braku zgody na nadmierne wykorzystywanie w pracy. W grantach bardzo chętnie obcina się koszty pracy. A trzeba to inaczej rozegrać. Wykształcić czy dotrzeć do 5 proc. mniej beneficjentów, ale dać koordynatorowi pensję, która umożliwia przeżycie na godnym poziomie. Najlepsze organizacje pozarządowe to takie, które realizują działania z sercem, ale są zarządzane przez osoby twarde i racjonalne biznesowo. Tylko takie spojrzenie da wreszcie szansę na monetyzowanie się trzeciego sektora. Kilka lat temu to było niemożliwe, ale dziś organizacje potrafią powiedzieć, że przeprowadzenie warsztatów kosztuje. Zresztą widzę to świetnie na przykładzie Spółdzielni Socjalnej Zeroban, którą na początku ja, specjalistka od wizerunku, prowadziłam z Karoliną Dwórznik, projektantką i artystką. Dopiero kiedy w zarządzaniu wsparła nas Patrycja Surowiec, o twardych biznesowych podstawach i zamiłowaniu do analiz w Excelu, Zeroban zaczął się rozwijać i zarabiać.

Czy trudno jest znaleźć dobrego koordynatora? W tradycyjnym biznesie brakuje ludzi, a tutaj dochodzą jeszcze niskie stawki i duży zakres obowiązków?

- Moim zdaniem to duże wyzwanie znaleźć dobrego koordynatora. Z reguły zgłaszają się entuzjaści, którzy są na początku tej drogi i my wiemy, że trzeba włożyć sporo wysiłku, żeby ich wykształcić.

Czy pracownicy trzeciego sektora są ze sobą blisko i wspierają się, czy raczej ta atmosfera jest pełna współzawodnictwa i niechęci?

- Jesteśmy blisko, pomagamy sobie, ale też na pewno jesteśmy środowiskiem, które się bardzo dobrze zna. Możemy liczyć na siebie. Czasem zdarza się, że ktoś w trakcie projektu mówi, że nie da rady i szuka zastępstwa, ale to zdarza się bardzo rzadko. Człowiek trzeciego sektora to człowiek odpowiedzialny.

Jeśli ktoś chce zacząć działać w trzecim sektorze, to co może zrobić poza standardową aplikacją na oferty pracy?

- Wiele osób trafia do nas pocztą pantoflową. Najlepiej szukać konkretnie w ramach działań, które są bliskie naszemu sercu, bo trzeci sektor jest podzielony na rozmaite specjalizacje, np.: zero waste, sport, stowarzyszenia młodzieżowe, pomoc w hospicjach czy zwierzętom. Zawsze można zgłosić się do centrum organizacji pozarządowych, które jest pewnie w każdym mieście. U nas jest to Gdańskie Centrum Organizacji Pozarządowych i Gdyńskie Centrum Organizacji Pozarządowych. Z reguły ta droga zaczyna się od wolontariatu, potem z tych osób wybierani są stażyści, a dalej stażysta zostaje pracownikiem.

Jak te ostatnie trudne lata, pandemia, wojna zmieniły trzeci sektor?

- Niektóre działalności zmieniły całkiem swój profil w pomocowy, były też takie, które nie przetrwały trudności. Jednak cały sektor w sposób dość przewrotny zyskał. Myślę, że ludzie dostrzegli naszą pracę i zrozumieli, jak jest potrzebna. Analizując chociażby samą sytuację związaną z wojną na Ukrainie i pomocą dla osób, które do nas uciekają, to wsparcie idzie właśnie przez organizacje pozarządowe. Już w pierwszych dniach inwazji ludzie poczuli olbrzymią potrzebę pomagania, ale zobaczyliśmy, że odetchnęli, gdy organizacje pozarządowe wzięły na siebie ciężar zarządzania tą pomocą i regulacji działań oddolnych. Sami widzimy też, że przeciągająca się sytuacja, problem związany z inflacją sprawia, że ludziom kończy się gotowość do tak dużego wsparcia, jak wcześniej. W końcu nikt nie był na to gotowy. Teraz tym bardziej wzmocni się rola organizacji pozarządowych, żeby przejąć te działania.

Pomaganie daje dużą frajdę, ale może też po prostu zmęczyć. A o tym się przecież nie mówi, bo nie bardzo wypada. Tak samo, jak nie wypada oczekiwać czegoś w zamian za pomoc. Słyszę takie nieśmiałe głosy osób, które zdecydowały się przyjąć pod swój dach rodziny z Ukrainy, ale też widzę, że nie szukają pomocy, tylko narasta w nich frustracja.

- I tu też jest przestrzeń na działanie organizacji pozarządowych. Jeśli ktoś nie wie, co zrobić, nie radzi sobie ze skalą pomocy, której się od niego oczekuje czy nie umie wypracować satysfakcjonujących granic tej współpracy, to zawsze może zgłosić się do najbliższej organizacji pozarządowej i poprosić o pomoc. My mamy doświadczenie w pomaganiu i wiemy, jak tym procesem dobrze zarządzać. Chętnie podpowiemy, co zrobić, gdzie się dalej zwrócić.

A możesz powiedzieć w takim razie na koniec, co zrobić, aby się nie wypalić?

- Przede wszystkim od samego początku musimy zadać sobie pytanie, gdzie chcemy postawić granice. Warto też od razu przed samym/samą sobą przyznać i zaakceptować, że będziemy musieli kiedyś powiedzieć nie. Warto jest dawać przestrzeń do tego, żeby osoby, którym pomagamy, mogły odwdzięczać się za pomoc. Wspierajmy aktywną postawę i szczerze rozmawiajmy. Czasem wystarczy na początek jedno zdanie: "Co możemy dla Was zrobić, w czym wy możecie nam pomóc?". W tym naprawdę nie ma nic złego. Dajmy na to, kiedy prowadzimy domy sąsiedzkie, osoby, które korzystają z bezpłatnych działań, sprzątają np. po warsztatach. Pomoc nie powinna uzależniać od nas osoby, której pomagamy, a dawać jej przestrzeń do poradzenia sobie z trudną sytuacją. Jednak tak jak powiedziałaś, wstydzimy się tego, że bycie dobrym zaczyna być dla nas uciążliwe. Boimy się naszych uczuć. Nie mówimy o nich, a frustracja rośnie. Warto pamiętać, że na pomaganie trzeba mieć siły, więc w tej całej sytuacji musimy zadbać o siebie.

Trójmiejski rynek pracy to różnorodność i ciągłe, dynamiczne zmiany. Ciekawe, niszowe profesje i zawody, które w chwilę zdobywają popularność. Chcemy pokazać czytelnikom nie tylko warte poznania profesje, ale także niezwykłych ludzi, którzy z pasją opowiadają o swojej pracy. Temu ma służyć cykl wywiadów "Ciekawe zawody".

Miejsca

  • Zeroban Gdańsk, Jaśkowa Dolina 7 Mapa

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (37)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pracodawcy w Trójmieście

Forum

Najczęściej czytane