Wiadomości

stat

Ciekawe zawody: lektor - głos na sprzedaż

Dobry głos to tylko 50 proc. szans na sukces, druga połowa to zdobycie doświadczenia i umiejętności wykorzystania głosu w pracy lektora.
Dobry głos to tylko 50 proc. szans na sukces, druga połowa to zdobycie doświadczenia i umiejętności wykorzystania głosu w pracy lektora. fot. Trojmiasto.pl

Kiedy Piotr Maćkowski zaczyna mówić, trudno oprzeć się wrażeniu, że jego głos brzmi znajomo. Nic dziwnego. To właśnie on zaprasza do kasy numer dwa w jednym z marketów, słychać go w reklamach radiowych, centralkach telefonicznych, przy instruktażach, ulotkach leków. O swojej pracy opowiada w ramach cyklu "Ciekawe zawody". W poprzednim odcinku rozmawialiśmy z Marcinem Marcem, twórcą Teatru Barnaby. Kolejna rozmowa już za miesiąc.



Praca lektora to był plan czy przypadek?

Jak oceniasz swój głos?

mam świetny głos i zadatki na lektora

41%

lubię swój głos, jednak nie nadaje się do mediów

27%

chętnie bym zmienił(a) brzmienie swojego głosu

32%
Piotr Maćkowski: - Zupełny przypadek. Moja historia pracy głosem zaczęła się w Radiu Gdańsk, od czytania autopilotów. Potem pracowałem w Esce i ChilliZet w Warszawie, ale nie czułem klimatu tego miasta, to było jak małżeństwo z rozsądku. Zdecydowałem się wrócić do Trójmiasta i pomyślałem, że zanim zorganizuję się zawodowo, na chwilę zajmę się lektorstwem. W pomieszczeniu, w którym wcześniej miałem garderobę, zbudowałem małe studio i zakupiłem sprzęt. Z tej chwili zrobiło się już 10 lat.

Jak poszło ze zdobyciem pierwszych zleceń?

- Pierwszą realizacją była centralka telefoniczna. Do dziś niektórzy znajomi mówią do mnie Piotr wciśnij jeden Maćkowski. To było dla mnie zaskakujące. Wymyśliłem sobie małe studio nagrań i okazało się, że na tym faktycznie da się zarobić. Oczywiście ludzie nie walili drzwiami i oknami. Nawiązałem współprace ze studiami, które specjalizują się w realizacjach nagrań lektorskich. W tym fachu bardzo dobrze działa też poczta pantoflowa i efekt kuli śnieżnej. Jak zrobisz dobrze jedną rzecz, pojawiają się trzy kolejne projekty. Kamieniem milowym było dla mnie zaproszenie do bazy lektorów dostępnej na stronie www.polscylektorzy.pl, która jest pewnego rodzaju encyklopedią tej branży. W końcu wyszło tak, że założyłem własną firmę i dodatkowo zająłem się produkcją nagrań z innymi głosami lektorskimi.

To też wyszło przez przypadek?

- Właściwie tak. Zaczęło się od tego, że klient, z którym pracowałem potrzebował głosu kobiecego, zaprosiłem koleżankę, nagrałem, wysłałem, przyjęło się. Potem kilka podobnych sytuacji. Tak powstał pomysł własnej firmy, gdzie jestem sprzedawcą, producentem i lektorem. Początki były trudne, ale to znów efekt kuli śnieżnej. Pierwsza reklama do radia, ogólnopolskiej telewizji, sprawiają, że coraz łatwiej rozmawiać z kolejnymi klientami. Mam już na koncie konkretne projekty i duże, znane marki, które mi zaufały, dlatego coraz więcej drzwi się otwiera.

Praca lektora to wieczna freelancerka?

- Dokładnie. Od projektu do projektu. Bardzo rzadko mamy do czynienia z etatem lub stałym zleceniem, kiedy ktoś jest głosem konkretnej marki, to raczej projekty zlokalizowane w Warszawie. Z zasady lektor nigdy nie wie, ile zarobi w kolejnym miesiącu. Pracuje od zlecenia do zlecenia.

To, ile zarobi jest zależne od talentu czy doświadczenia?

- Jak zaczynałem pracę w tym zawodzie, myślałem, że najważniejszy jest dobry głos. Po 10 latach mogę powiedzieć, że dobry głos to 50 proc. sukcesu, a drugie 50 proc. to właśnie doświadczenie. To, co z tym głosem potrafimy zrobić, jak go wykorzystać. Liczba przeczytanych stron ma olbrzymie znaczenie. Jak słucham swoich nagrań z początku to mam poczucie, że to można było powiedzieć lepiej. Rośnie też świadomość klientów. Coraz częściej wiedzą, że nie płacą tylko za czas, jaki spędzamy na nagraniu materiału, ale właśnie za to doświadczenie nabyte do momentu, kiedy składają nam propozycję współpracy. Za to, że codziennie dbamy o swój głos i ćwiczymy swoje umiejętności. Doświadczony lektor potrafi doradzić klientowi, przeredaguje tekst, żeby lepiej brzmiał, podpowie, jak osiągnąć zamierzony efekt.

Ile płacą klienci?

- To zależy. Chodzą opowieści, że w latach 90. było tak mało lektorów na rynku, że ci ze stolicy potrafili zarabiać po 80 tys. zł miesięcznie. Liczba lektorów zaczęła rosnąć, pojawili się tacy jak ja, ze swoimi domowymi studiami, za to rynek tak dynamicznie się nie zwiększał. W efekcie pozostały z tego tylko opowieści. W tej pracy jest pewien paradoks. Najwięcej można zarobić poświęcając mało czasu. I odwrotnie, długie formy wcale nie są tak opłacalne. Kwoty za reklamę np. w radio zaczynają się od 800-1000 zł. Stawka za reklamę w telewizji jest już przynajmniej dwukrotnie wyższa. Głos na centralkę telefoniczną to zarobek od 1 tys. zł. To są prace, które trwają ok. 30 minut. Za to szeptanki, czyli podkładanie lektora do filmu to zarobek rzędu 300 zł, a trzeba poświęcić przynajmniej trzy razy więcej czasu.

Na co muszą uważać początkujący lektorzy?

- Zauważam dwa problemy, z którymi boryka się wiele osób na początku. Pierwszy to hiperpoprawność. Bardzo wyraźne i poprawne mówienie sprawia, że lektor brzmi nienaturalnie i nie wzbudza zaufania u odbiorcy. Druga sprawa to ekscytowanie się swoim głosem, które naprawdę słychać podczas mówienia. Poza tym każdy ma swoją piętę achillesową. Mi na początku sprawiało trudność wypowiedzenie wyrażenia "już w sprzedaży" w bardzo szybkim reklamowym tempie czy niektóre składniki leków z ulotki. I tu właśnie przydaje się to doświadczenie.

Co może zrobić osoba, której marzy się zostanie lektorem?

- Gdyby podzielić większość lektorów ze względu na "pochodzenie", to można wyróżnić dwie grupy: aktorów oraz dziennikarzy - najczęściej radiowych i telewizyjnych. I to są dwie najlepsze drogi do tej profesji. W tych miejscach, pod okiem profesjonalistów uczymy się właściwie używać naszego głosu. Na pewno przyda się bardzo dużo pewności siebie, ale i krytycznego podejścia do własnych możliwości. Nagrywanie demo i wysyłanie do dużych warszawskich studiów to loteria i szkoła cierpliwości, bo takich e-maili przychodzi bardzo dużo i potrafią miesiącami czekać na to, aż ktoś do nich zajrzy.

Gdzie możemy usłyszeć twój głos?

- Bardzo dobrze zapraszam do kasy w Biedronce, witam na infoliniach taxi, sam nawet byłem zaskoczony, jak przywitał mnie mój głos, kiedy chciałem zamówić taksówkę, zupełnie zapomniałem, że robiłem dla nich nagranie. W reklamach emitowanych w radiu i telewizji, centralkach telefonicznych, bajkach, lektorze przy filmach, w poradnikach lekarskich. Pierwsze miejsce na podium, jeśli chodzi o projekty nietypowe, zajmuje audiobook o tym... jak zrobić lewatywę krok po kroku.

Miałeś swojego lektorskiego guru?

- Tak. Legendę, człowieka instytucję - Tomasza Knapika. Jest nawet taka anegdota. Kiedy Tomasz Knapik odwiedził swojego znajomego i długo "biesiadowali" na balkonie, a z mieszkania obok wychylił się sąsiad i poprosił, żeby wreszcie ściszyli telewizor. To był mój ideał brzmienia. Może to śmiesznie brzmi, że chcesz, żeby ludzie cię mylili z włączonym telewizorem, ale marzyłbym sobie, że kiedyś, ktoś tak samo, zareaguje na mój głos.

Trójmiejski rynek pracy to różnorodność i ciągłe, dynamiczne zmiany. Ciekawe, niszowe profesje i zawody, które w chwilę zdobywają popularność. Chcemy pokazać czytelnikom nie tylko warte poznania profesje, ale także niezwykłych ludzi, którzy z pasją opowiadają o swojej pracy. Temu ma służyć cykl wywiadów "Ciekawe zawody".

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (23)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.