Ciekawe zawody: dmuchacz szkła laboratoryjnego

W dzisiejszym wywiadzie z cyklu "Ciekawe zawody" Piotr Leszczyński opowie nam o pracy dmuchacza szkła laboratoryjnego, którego szkolenie trwa minimum 6 lat, a samą pracę z reguły wykonuje się całe zawodowe życie. W ubiegłym miesiącu o pracy seksuologa opowiadała dr Katarzyna Nosek-Komorowska. Kolejny wywiad już za miesiąc.



Co robi dmuchacz szkła, jak wygląda jego praca?

Piotr Leszczyński: Na pewno nie robi prostych projektów typu zlewki czy probówki. Ta praca to głównie tworzenie prototypów potrzebnych do realizowania badań naukowych na wydziale chemii, czasem też fizyki i biotechnologii. Często to rzeczy, których nikt jeszcze nie stworzył i ja też przygotuję je tylko ten jeden raz. Prototypowanie bywa wymagające, zdarza się, że dłużej zastanawiam się, jak przygotować sobie materiał, niż go potem obrabiam. Zupełnie inaczej wygląda praca komercyjna, w której wykonuje się rzeczy z katalogu. W niej można to wszystko łatwiej usystematyzować. Do tego w polskich warunkach pracujemy sami, nie ma drugiej osoby obok, której można się poradzić.

Ile osób w Polsce wykonuje zawód dmuchacza szkła?

Czy wyobrażasz sobie wykonywać swoją obecną pracę dłużej niż przez najbliższe 5 lat?

tak, uwielbiam to, co robię 47%
choć lubię swoją pracę, to jednak nie jest tak ciekawa, żeby w niej na tyle zostać 15%
sama praca jest dobra, ale mój pracodawca już nie 12%
nie lubię swojej pracy i chętnie czym prędzej bym ją zmienił(a) 16%
aktualnie nie mam pracy 10%
zakończona Łącznie głosów: 267
- Niewiele. W ścieżce, którą ja obrałem, czyli w placówce naukowej, możemy je policzyć na palcach jednej ręki. Mamy jeszcze ścieżkę przemysłową w firmach produkujących szkło. Jednak i tam największym problemem jest brak ludzi do pracy. Często słyszę od ludzi stwierdzenie, że ten zawód jest archaiczny lub wręcz na wymarciu.

Za granicą wygląda to inaczej?

- Zupełnie inaczej. Na całym świecie zawód dmuchacza szkła świetnie się rozwija. W Niemczech np. bada się zapotrzebowanie na dmuchaczy szkła i zgodnie z nim tworzy klasy, w których uczy się rzemiosła. Dlatego mają dmuchalnie szkła laboratoryjnego na każdym uniwersytecie. Brytyjczycy i Francuzi mają równie znakomitą tradycję, ale trochę mniej sformalizowany system nauczania. W Polsce nie ma edukacji tego zawodu.

To jak można zostać w Polsce dmuchaczem szkła?

- Kiedyś naturalnym rozwiązaniem było przekazywanie wiedzy z mistrza na ucznia. Jednak gdy dmuchaczy zostało niewielu, zaczęli zatajać przed sobą elementy kunsztu pracy. I tak jak na zachodzie dbano o przekazywanie wiedzy, tak u nas utarło się nawet określenie o pracy za kotarą, żeby nikt nie dojrzał tajników danego dmuchacza. Rzadko mieliśmy też do czynienia z przekazywaniem wiedzy z ojca na syna, bo synowie wcale nie chcieli iść w ślady swoich ojców.

Jak to było w twoim przypadku?

- Uniwersytet Gdańsku dał ogłoszenie, że szuka kogoś w określonym wieku, kto chciałby się nauczyć zawodu dmuchacza szkła laboratoryjnego. Byłem wtedy 22-letnim studentem politologii. Wiek się zgadzał, a wybór politologii nie gwarantował mi pracy. Coraz częściej myślałem wtedy, że chcę mieć konkretny zawód. Politologię skończyłem, ale bardzo szybko poczułem, że to praca ze szkłem pochłania mnie bardziej. W sumie pod okiem Henryka Stawskiego, mojego mistrza na Uniwersytecie Gdańskim, szkoliłem się osiem lat.

Po jakim czasie byłeś już samodzielnym pracownikiem?

- Myślę, że gdzieś po sześciu latach. Zawód jest naprawdę wymagający. Przez lata pracy ręcznej (bez pomocy maszyn) trzeba było wyrobić sobie pamięć mięśniową do niektórych czynności, znać techniki, mieć dostęp do wiedzy. Do tego dmuchacz szkła laboratoryjnego, jak wspominałem, robi praktycznie same prototypy. Przychodzi do mnie pracownik uczelni z pytaniem: "Czy możesz mi zrobić takie coś, z takim czymś?". Zresztą tak się u nas żartobliwie mówi na rzeczy, które nie mają swojej nazwy. To praca, w której człowiek uczy się cały czas, nigdy nie umiesz wszystkiego. Początki są bardzo frustrujące, szkło nie zachowuje się tak, jak byśmy chcieli. To prawdziwa nauka cierpliwości, szczególnie że ja nie byłem specjalnie cierpliwym człowiekiem. Masa nieudanych projektów i pobitego szkła.
Podwójny termostatowany reaktor elektrochemiczny z oknami kwarcowymi. Pokrywa z gwintami GL14.
Podwójny termostatowany reaktor elektrochemiczny z oknami kwarcowymi. Pokrywa z gwintami GL14. mat. prywatne

Ale gdzieś w tej frustracji musiała szybko pojawić się pasja?

- Na początku fascynowało mnie, jak obserwowałem ręce mojego mistrza przy pracy.
To trochę jak z nauką jazdy na rowerze czy z wiązaniem butów przez dzieci, w końcu frustracja zamienia się w osiągnięcie. A satysfakcja prowadzi nas do kolejnych działań. Tak rodzi się pasja.

Co prowadzi do sukcesu w zawodzie dmuchacza?

- Praktyka, jak to piszą na zagranicznych forach, kiedy pytam o rozwiązanie danego problemu. I to nie jest złośliwość, w tym zawodzie naprawdę to praktyka czyni mistrza. Oczywiście zawsze można coś zrobić lepiej i czasem ambicja nie daje żyć. Może Cię zaskoczę, ale ja w ogóle nie wierzę, że to talent prowadzi do sukcesu. On odpowiada jedynie za kilka procent, reszta to ciężka praca. Nikt się nie rodzi z talentem do dmuchania szkła.

To znaczy, że każdy może być dmuchaczem?

- Wiesz, są ludzie, którzy nie potrafią prosto złożyć kartki, to oni nie nadają się na dmuchacza. Ale ja byłem studentem politologii, nigdy nie miałem do czynienia z jakimkolwiek rzemiosłem. Pewnie są osoby, które szybciej załapałyby zawód. Ale mi starczyło determinacji, żeby iść dalej mimo niepowodzeń. Ta determinacja, dokładność, chęć dążenia do mistrzostwa w jednej dziedzinie to cechy, które powinien posiadać dmuchacz. To nie jest zajęcie, które da się wykonywać na chwilę.

Wyobrażasz sobie pracować jako dmuchacz szkła przez całe zawodowe życie?

- Taki mam zamiar, choć obecnie to niepopularne myślenie, szczególnie u 30-latków. Zacząłem swoją pracę na Uniwersytecie Gdańskim 12 lat temu, nie umiejąc zupełnie nic. Mój pracodawca dał mi dostęp do mistrza i wiele lat mnie kształcił, licząc się z tym, że pierwsze lata pójdą bardziej na marnowanie szkła niż tworzenie projektów. Uniwersytet jako jedyny w Polsce myślał przyszłościowo, zaryzykował, żeby wykształcić następcę. To wymagało bardzo dużego zaufania ze strony uniwersytetu. I ja chcę teraz za to zaufanie się odwdzięczyć. Zresztą po co miałbym zmieniać pracę, kiedy przeszedłem już najtrudniejszy okres i wreszcie jestem dumny ze swoich projektów.

Czy to znaczy, że nie masz momentów zwątpienia, spadku motywacji?

- Każdy je ma. Trudne w pracy dmuchacza szkła laboratoryjnego w Polsce jest to, że pracuje się samemu. Nie ma z kim podzielić się wiedzą, zapytać, gdy pojawiają się dylematy, ciężko złapać inspirację. Jeszcze parę lat temu nie dało się znaleźć nawet kanałów poświęconych szkle laboratoryjnemu na YouTubie. Zupełnie inaczej jest za granicą. Tam na uniwersytecie jest np. trzech dmuchaczy i jeden uczy się od drugiego. Był moment, kiedy spadła mi motywacja, zacząłem szukać kontaktu z innymi dmuchaczami spoza Polski. Wtedy trafiłem na Przemysława Tryca, Polaka, który pracuje na Uniwersytecie w Southampton. Tutaj na wysokości zadania znów stanął mój pracodawca, który wysłał mnie w delegację. W Southampton zobaczyłem niesamowite umiejętności i świetnie wyposażoną pracownię. Przemysław bardzo mi pomógł, zaszczepił we mnie ponownie tę pasję, gdy zacząłem ją tracić. Wyciągnął mnie z Polski do Europy. Zasugerował mi też, żebym gromadził w jednej grupie wszystkie osoby, które zajmują się dmuchaniem szkła palnikowego w Polsce, żebyśmy mogli się wzajemnie wspierać, wymieniać wiedzą i inspirować. Żeby zakończyć w Polsce tę erę chowania się z wiedzą za kotarą. Mnie to bardzo pomogło. Obecnie grupa liczy 30 osób, od specjalistów szkła laboratoryjnego, przez przemysłową produkcję, artystów oraz neoniarzy.

A twój mistrz nie był rozczarowany, że jego inspiracja to za mało?

- Gdy wróciłem pierwszy raz z Anglii, to Henryk od pierwszego dnia zaczął używać przywiezionych stamtąd rzeczy. Po tym właśnie można poznać prawdziwego mistrza, że nie odrzuca nowości, tylko je wykorzystuje. On dobrze wie, że podążanie znanym schematem nie prowadzi do rozwoju, sam osiągnął sukces tylko dlatego, że wykształcił się we Francji. Myślę, że cieszy się, że odnalazłem swoją drogę.

Za co tę pracę lubisz najbardziej?

- Za to, że cały dzień mogę bawić się ogniem oraz za to uczucie satysfakcji z dobrze wykonanego zadania. Wykonane naczynie można wziąć do ręki, obejrzeć, pochwalić się... fizyczny dowód własnej pracy daje dużo satysfakcji. Czasem, gdy nie mogłem czegoś zrobić, tak bardzo mnie to zajmowało, że nie mogłem spać po nocy, szukając w głowie rozwiązania. Cieszy mnie też, że moja praca jest potrzebna, że na jej bazie naukowcy prowadzą swoje badania.

Trójmiejski rynek pracy to różnorodność i ciągłe, dynamiczne zmiany. Ciekawe, niszowe profesje i zawody, które w chwilę zdobywają popularność. Chcemy pokazać czytelnikom nie tylko warte poznania profesje, ale także niezwykłych ludzi, którzy z pasją opowiadają o swojej pracy. Temu ma służyć cykl wywiadów "Ciekawe zawody".

Opinie (86) ponad 20 zablokowanych

  • super! (3)

    Super wywiad, gratuluję!

    • 11 2

    • mialki i klamliwy. (2)

      • 1 1

      • (1)

        Ty hejterze masz coś do tego Piotra czy autorki artykułu że tak jadem plujesz?

        • 1 1

        • NIe wyzywaj tu.

          Po prostu zaklamuje rzeczywistosc. tak ten wywiad jak i wiekszosc cyklu. Oklamujcie male dzieci.

          • 0 0

  • (6)

    Pan Henryk wielokrotnie ratował nam tyłek klejąc chłodnice warte krocie. Zawodowo też korzystaliśmy z jego usług. Poza tym pan Henryk na festiwale naukowe dmuchał różne ozdóbki szklane. Prawdziwy artysta! Mam nadzieję, że jeszcze żyje, jeśli tak to serdecznie pozdrawiam!

    • 49 4

    • kleic to i jak umiem. (4)

      co to znaczy dmuchacza. hutnik od szkła. tyle w temacie.

      • 1 19

      • (3)

        no to pochwal się albo załóż działalność, jak będziesz mi umiał skleić do chłodnic nyple to już masz robotę pewną

        • 14 3

        • a zadaje proste pytanie po raz trzeci. (2)

          czy on zalozyl, czy zeruje na publicznym?

          • 1 4

          • (1)

            Pracuje na etacie plus ma działalność. Nauczył go wszystkiego mistrz z którym ma spółkę.

            • 3 1

            • spoleczka na panstwowym i etat

              przeciez to jawna korupcja i przyjecie goscia bez kwalifikacji po znajomosci.

              • 0 1

    • Henryk

      tak żyje jeszcze i mam się całkiem dobrze pozdrawiam wzajemnie Henryk Stawski

      • 4 1

  • Do Piotrka (1)

    Piotrek gratulacje trafne uwagi cieszę się tak trzymać a i ja mam satyrfakcję H Stawski

    • 12 1

    • czyli to zwyczajnie uklad towarzyski.

      super ze pan to potwierdzil. gdanskie bagno.

      • 0 4

  • Normalnie gdanski sen - zatrudniaja politologa w laboratorium.. ha ha (4)

    ludzie obudzcie sie. to zwykla ustawka.

    • 5 17

    • Podwodzenia (1)

      Żadna Ustawka studiowałem z nim i nawet z raz czy dwa trochę wódki wypiliśmy w wysepce. Pamiętam ze wtedy zaczął dorabiać a był po ogolniaku na Reja

      • 1 1

      • i co studiowales? politologie?

        co to ma do faktu, ze tam sie pracy nie dostaje, na dyplom politologii.

        • 0 0

    • (1)

      Zweryfikuj, czy sobie radzi, a później komentuj. Miałem okazję korzystać z usług bohatera artykułu, radzi sobie bardzo dobrze. Umiejętności się liczą.

      • 4 1

      • Ale to nie chodzi o to czy ktos sobie poradzi ale o to ze nikt nie dostaje pracy w publicznym, w Gdansku na takiej zasadzie.
        Autorska cyklu wciska kłamstwa ludziom, nie mowiac calej prawdy. JEst to nic nie warty tekst.

        • 0 0

  • zapomnieli napisać najważniejszego (13)

    jakie są zarobki w tym zawodzie.

    • 10 5

    • tyle ile ukradna z twoich podatków. ten etat jest tam zbedny ale utrzymują bo zawsze tak było. (6)

      dzis moduly jako hydarulik łacza rurkami z ktorych mozesz zrobic kazde polaczenie.
      Nie wiem ze tak jestesmy zacofani jako gdanska uczelnia.

      • 2 15

      • (5)

        Nie masz pojęcia o pracy w laboratorium. Do tego człowieka wali tłum ludzi z całego Gdańska, żeby im wyczarował akurat takie szkło, jakie jest im potrzebne. Wcześniej tłum walił również do pana Henryka, którego miałem okazję poznać.

        • 13 2

        • to czemu nie ma prywatnego laboratorium? (4)

          • 1 3

          • (1)

            A po co?

            • 1 1

            • bo ponoc to tak poszukiwane uslugi.

              • 0 0

          • czemu nie ma prywatnej policji i sądów? (1)

            "przecież te policjanty jak by byli potrzebne to by na sie zarobily i prywantnie usługi proponowali." Pomyśl czasem zanim zadasz durne pytanie.

            • 3 2

            • tak sie sklada, ze istnieja prywatne agencje ochrony

              sądy to calkiem co innego.

              • 0 0

    • (5)

      nie wiem czy istnieje jeszcze szklarz przy Gumed na PG też nie ma więc ma 3 uczelnie do "obrobienia" do tego firmy prywatne, my jako lab dużo "kleimy" różnych rzeczy, myślę, że zarabia godnie

      • 5 4

      • na publicznym w gdanksu zawsze zarabia sie godnie (4)

        chocby w IKM czy ECS. TAm tez dmuchają bańki.

        • 1 6

        • (3)

          żałosny komentarz

          • 3 2

          • raczej obnazajacy prawde o tym co zrobiono z miasta. (2)

            • 1 0

            • (1)

              uczelnia to nie miasto

              • 0 1

              • nie

                a morys?

                • 0 0

  • ten zawod do przeszlosc teraz wszystko mozna zaprojektowac i wydrukowac w 3d (23)

    znow facio wtopil. jak a ta politologia.

    • 4 25

    • (7)

      szkła nie wydrukujesz, nie masz o tym zielonego pojęcia jak widać

      • 12 3

      • a kto mowi o drukowaniu szkla? absolwent chemii i nie umie czytac tylko sobie cos dopowiada? (6)

        juz wiadomo dlaczego przy tak slabych absowlentach kuleje sluzba zdrowia.

        • 2 6

        • (3)

          a co mi do służby zdrowia? sam napisałeś, że wszystko da się zastąpić drukiem 3D, otóż nie wszystko, ale co Ty tam możesz wiedzieć :_)

          • 6 2

          • moge (2)

            a ty co? jakie szkoly zawodowe skonczyles?

            • 1 2

            • (1)

              Wydział Chemii UG. Zawód wyuczony i wykonywany od 10 lat: chemik.

              • 2 1

              • chemik to ogolne pojecie.

                zaden zawod

                • 0 0

        • (1)

          Pomyślmy. Artykuł jest o tworzeniu instrumentów laboratoryjnych ze szkła. Ty napisałeś, że wszystko można wydrukować w 3D. Absolwent Ci odpisał, że szkła nie można. Ty mówisz, że sobie dopowiedział, i wcale nie masz na myśli szkła. Tak sobie myślę, że może Ty po prostu pomyliłeś artykuły?

          • 8 2

          • jaki on absolwent? politologi chyba.

            • 1 1

    • (6)

      bzdura, drukowanie 3d nie ma nic wspolnego ze szklem

      • 5 3

      • obecne tworzywa znakomicie zastepuja szklo (5)

        • 2 7

        • (3)

          znajdź mi tworzywo niereakcyjne które wytrzyma takie naprężenia zmian temperatur jak szkło, do tego przezroczyste!

          • 11 2

          • pleksi (2)

            • 1 5

            • pleksi to możesz do akwarium użyć

              • 2 1

            • Hahaha..... Tom się ubawiła....

              • 2 3

        • Haha bardzo ciekawe. 3/4 substancji w takich labach nie nadaje sie do plastiku. przestan juz gadac glupoty

          • 11 2

    • Gosciu żyje w jakiejs dziewietnostowiecznej nomen omen bance (6)

      Szkla juz nawet w zabce nie przyjmują.

      Teraz komputery przejely projektowanie i wydruk najbardziej skomplikowanych modułów.

      Gdyby nie uczelni to nie mialby pracy. Rownie dobrze mogl zostać na tej politologii i wykladac gender.

      • 2 24

      • (2)

        po co ten durny komentarz!? byla propozycja pracy, poszedl, placą mu, jest tam potrzebny, to czego klapiesz dziobem? zaden komputer nie wydrukuje takiego szkla, widac ze nic o tym nie wiesz. a postep cywilizacyjny to przepraszam jak ma sie dziac bez uczelni, gdzie maja robic badania?

        • 11 2

        • tak nagle powstala propozycja? (1)

          wiesz, ze takie rzeczy sie nie dzieją. W teatrze szekspirowskim powstal etat konserwatora. wiesz kto go otrzymal? niepelnosprawny pracujacy dla tvn, z polecenia.
          niewazne, ze napsul tam. Podobnie jak ten tutaj bohater.

          "że ja nie byłem specjalnie cierpliwym człowiekiem. Masa nieudanych projektów i pobitego szkła."

          z takimi predyspozycjami kazdego by wywalili.

          • 1 4

          • Znasz go ?

            • 2 1

      • (1)

        firmy prywatne też korzystają z usług

        • 4 2

        • firmy prywatne to najchetniej wieszaja sie na publicznych pieniadzach.

          patrz chocby renoma w ztm.

          • 3 0

      • No wlasnie

        Po co komu Uniwersytet

        • 3 1

    • Jakby nie to szkło to moglby pracowac w spoldzielni HECA

      • 3 5

  • Ok, ale ile zarabia taki fachowiec? (2)

    Przecież to powinna być podstawowa informacja w takim tekście.

    • 3 0

    • raczej niewiele, jak 4 tysiące zarabia, to naprawdę byłby max.

      • 1 0

    • tyle ile mu znajomi zaproponowali

      • 1 2

  • nie zazdraszczam, robota w stresie

    niejeden pewnie z roztargnienia zamiast dmuchnąć to zaciągnął i potem już posz-ło...

    • 1 1

  • U nas na UG to doktoranci sami dmuchali jak chcieli jakiś eksperyment potem na tym zrobić. (9)

    Bo wiadomo że co specjalista to specjalista. Podobnie z myciem szkła i machaniem wirówką żeby było oszczędniej. Prąd kosztuje.

    • 7 16

    • Doktorant dmuchajacy szklo ciekawe (2)

      Chyba mylisz wyciąganie kapilary że szkła z wydmuchaniem i naprawa szkla. Jak ktoś nie ma pojęcia, to niech bzdur nie pisze. Na wydziale chemii jeszcze na Sobieskiego niejednego z nas ratował, naprawiajac szkło, które uszkodzilismy podczas laborek. Pozdrawiam

      • 11 3

      • powiedz kiedy konczyles te ug? i co teraz robisz? (1)

        • 2 2

        • W 2000 i pracuje w zawodzie

          • 4 1

    • (5)

      bzdury bo Henryk Stawski na UG miał pracownię i kosztowało to nie dużo, ciekawe gdzie by Ci Twoi doktoranci to dmuchali? w domu nad palnikiem gazowym? :)

      • 15 4

      • jam dmuchał w stoczni w kuzni, niedalao byla kiedys stocznia polnocna (2)

        z wlasna modelarnią i kuznią oraz spawalnią.

        • 1 2

        • (1)

          jasne

          • 0 1

          • jasne, nie tacy u nas dmuchali.

            • 2 0

      • a wiedziałeś że są jeszcze inne wydziały ? (1)

        • 2 0

        • coś słyszałem, to trzeba było przyjść i wydmuchać za pół darmo :)

          • 1 1

  • pamietam w latach 70tych gdy potrzebne mi byly elementy szklane (2)

    w latach 70tych na chemii gdzie studiowalem byly mi potrzebne elemnty szkla laboratoryjnego wtedy szedlem do gmachu glownego PG, kolo bocznego wejscia przy auli byl w piwnicy warszat szklarski i tam byl mistrz szklany. Ten czlowiek mogl zrobic ze szkkla wszystko. Taki szklarz to nie jest zawod, bo czy artysta to zawod? To dar, talent i praca. Nie pamietam jak sie nazywal ten szklarz, ale podziwialem go duzo bardziej od roznych czlonkow pzpr, docentow i tym podobnych. Taki Wasileweski czy Uruska...
    Byli tez wspaniali ludzie, pani prof. Sokolowska, pani z dziekanatu co pokazala mi rozne papiery co krazyly po liniach partyjnych...

    Rzemioslo i szkoly rzemiosla zniknely... stolarze, murarze, instalatorzy... dzis to sa samoucy, zwykle bez talentu, iteligencji i wiedzy.
    Czasem mysle, ze czasy nadeszly gorsze niz komuna. Takiej bezczelnej i ostentacyjnej korupcji przynajmniej nie bylo...

    • 8 4

    • wasilewski nie byl w pzpr przypadkiem?

      a ta sokolowska w ipn ma swej karty?

      • 1 1

    • i brdzo dobrze

      ten koles moglby wrocic uczyc gender jak go uczelnia wyksztalcila.

      • 1 2

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Forum