Wiadomości

stat

Biurowiec to nie tylko stal i szkło, dlatego w OBC śpiewają


Są szkolne, kościelne, bywają akademickie czy uniwersyteckie, jest też... pracowniczy, czy - jak kto woli - korporacyjny. Mowa o chórze. Zaczęło się od firmy Bayer, a potem rozeszło się po całym Olivia Business Centre. Dziś tworzy go ponad 40 osób, głównie panie. Dlatego panowie, zwłaszcza tenorzy, zawsze będą mile... słyszani.



Chór powstał w marcu 2018 roku w firmie Bayer, która ma swoją siedzibę w centrum biurowym OBC. Inicjatorem przedsięwzięcia był Remigiusz Wojciechowski, dyrektor Service Center Gdańsk firmy Bayer.

- Już wcześniej na poziomie amatorskim śpiewałem w kilku chórach. Zawsze sprawiało mi to ogromną radość. Po latach chciałem powrócić do swojej pasji, ale okazało się, że nie mam z kim śpiewać. A skoro nie było chóru, to stwierdziłem, że trzeba go stworzyć w naszej firmie. Pomysł się spodobał. Nawet uzyskaliśmy dofinansowanie, znaleźliśmy fantastyczną dyrygentkę, odbyliśmy kilka występów na naszych imprezach firmowych, ale ciągle borykaliśmy się z... brakiem męskich głosów. Zdarzały się koncerty, na których byłem jedynym męskim głosem. W tej sytuacji nie było wyjścia i musieliśmy zdecydować się na poszerzenie formuły. Wiedziałem, że pan Maciej Grabski, właściciel OBC, jest otwarty na inicjatywy, które czynią to miejsce przyjaznym dla ludzi. Miejscem, gdzie się pracuje, ale można też rozwijać pasje. Nie tylko szkło i stal, ale przede wszystkim człowiek. Byłem przekonany, że on ten pomysł podchwyci i tak się faktycznie stało - mówi Remigiusz Wojciechowski.

Od Bayera do OBC



Od 2019 roku chór Bayera stał się chórem Olivia Business Centre, który skupia przedstawicieli kilkunastu rezydenckich firm Olivii, oczywiście Bayera, ale także AirHelp, Energi, GFKM, Nordei, OBC, PwC, Sii, Talkersi czy Thyssenkruppa. Obecnie chór liczy ponad 40 osób i pracuje pod kierownictwem Wiktorii Batarowskiej.

- Wiedzieliśmy, że ludzie, którzy tu pracują, bardzo chętnie uczestniczą w wydarzeniach, które pozwalają się rozwinąć, budować wspólnotę i dzielić się swoimi pasjami. Jednak przyznam, że zainteresowanie chórem trochę nas zaskoczyło. Oczywiście pozytywnie. Każdy z castingów cieszył się dużym zainteresowaniem. Śpiewanie w chórze ma być przyjemnością, zabawą, ale wszyscy podchodzą do tego bardzo poważnie. Są próby, ćwiczenia, jest wymagający repertuar. To wszystko jest bardzo profesjonalne, choć wciąż na poziomie amatorskim - mówi Dagmara Rybicka, manager ds. komunikacji Olivia Business Centre.
Wbrew słowom znanej piosenki "śpiewać każdy może" w chórze OBC najpierw trzeba pomyślnie przejść przesłuchanie i wykazać się słuchem muzycznym.

- Są z nami ludzie, którzy już wcześniej śpiewali w chórach, najczęściej w liceum, więc bardzo dawno temu. Są osoby, które czytają nuty czy wyróżniają się techniką i słuchem muzycznym. Jednak w większości są to prawdziwi amatorzy, którzy chłoną tę wiedzę, którą przekazuję na zajęciach. Widzę w nich tę chęć do rozwoju. Chcą wiedzieć, dlaczego tak, a nie inaczej się śpiewa, dlaczego czasem podczas śpiewania odczuwają dyskomfort i jak to zmienić. Chcą śpiewać, ale także chcą się uczyć śpiewu, emisji głosu - mówi Wiktoria Batarowska, która czuwa nad chórem.

W chórze każdy zna swoje miejsce



Jak mówią chórzyści, pani Wiktoria, jeżeli chodzi o kwestie merytoryczne, rządzi niepodzielnie. Wszyscy się na to godzą, bo - jak mówią - chór musi działać jak dobrze naoliwiona maszyna czy nastrojony instrument. Gdyby każdy robił, co chce, to nie dałoby się tego słuchać.

- W naszym chórze nie ma żadnej hierarchii, ale jedno wiadomo - szefową jest Wiktoria - mówi Remigiusz Wojciechowski, który na co dzień zarządza dużą strukturą, jaką jest gdański oddział Bayera, a na próbach chóru stoi w rzędzie wskazanym przez panią Wiktorię i słucha jej poleceń.
- Ona szalenie dba o to, żeby to wszystko było profesjonalne, żeby było w punkt. Nie ma taryfy ulgowej. Wiktoria decyduje o tym, co śpiewamy, jak śpiewamy i nie ma dyskusji. Duża część z nas zajmuje menedżerskie stanowiska, zarządzamy ludźmi, mamy pewnie mniejsze lub większe tendencje do wydawania poleceń, podejmowania decyzji, a tu nie ma na to miejsca, tu trzeba wsłuchać się w harmonię. Czasem ciszej śpiewać swoje, aby usłyszeć, jak to wspólnie brzmi, żeby też dostrzec tę wartość, jaką jest chór. Bo największą zaletą chóru jest współbrzmienie wielu głosów. Dzięki Wiktorii umiemy słuchać się nawzajem. To bardzo fajne zjawisko artystyczne, ale tez socjologiczne i psychologiczne - mówi Marta Moksa, managing director w O4 Coworking, która od kilku miesięcy śpiewa w chórze.

Próby odbywają się raz w tygodniu, we wtorki, i wszyscy są zgodni, że te półtorej godziny to najlepszy czas na odstresowanie i oderwanie się od zwykle zapracowanej codzienności.

- Dla mnie to jest bardzo ważny cotygodniowy punkt. Odreagowanie wszystkich możliwych stresów w pracy. Półtorej godziny do dwóch, gdy człowiek myśli tylko o tym, żeby trafić w dźwięki, w rytm i poćwiczyć oddech. Mam takie wrażenie, że śpiew to jest taka wewnętrzna potrzeba człowieka. Gdy po próbie wracam do domu, to jestem bardzo zrelaksowana. Nawet moja rodzina zauważyła, że jest mi to bardzo potrzebne, choć na początku mój mąż, życzliwie, ale trochę sobie żartował z tego mojego śpiewania. Dobre samopoczucie to jedno, jest jeszcze inna korzyść. Dzięki tym ćwiczeniom z emisji głosu człowiek zaczyna inaczej oddychać. To się szczególnie przydaje osobom, których praca wiąże się z wystąpieniami publicznymi. To bardzo pomaga panować nad brzmieniem głosu - mówi Marta Moksa.

I jeszcze jedno. Członkowie chóru to bardzo pozytywna grupa ludzi.

- Śpiewanie to takie dobre emocje, które nikogo nie skłócają. Każdy z nas naprawdę chce jak najlepiej zaśpiewać, a jednocześnie ma do siebie dystans. Dlatego atmosfera na tych zajęciach jest pozytywna i te nasze koncerty są pozytywne. One są skromne, bo skoro się spotykamy raz w tygodniu, to wiadomo, że nie jesteśmy w stanie przygotować więcej niż dwa czy trzy utwory. Nie jesteśmy profesjonalistami, ale bardzo się staramy. Nuty to może umie czytać 10 proc. z nas. Większość je otwiera tylko po to, żeby czytać słowa - dodaje Marta Moksa.

Panowie mile widziani



Chór jest liczny, ale jest trochę jak... klasa humanistyczna. Jest dużo pań i wciąż za mało panów.

- Brakuje nam głosów męskich. Wszystkich. Dlatego zapraszamy - mówi Wiktoria Batarowska.
Chór OBC zadebiutował podczas Koncertu Wielkanocnego Olivia Camerata w Olivia Star utworami "Oh Happy Day" Dona Howarda, "Somewhere Over the Rainbow", klasyczną balladą napisaną przez Harolda Arlena i E.Y. Harburga do filmu "Czarnoksiężnik z Oz" z 1939 roku oraz "Can't help falling in love" Elvisa Presleya. We wrześniu wystąpił podczas koncertu Olivia Camerata oraz w ramach festiwalu Open House Gdańsk Oliwa z utworami "El ultimo Cafe" (tango) muz. Hector Stamponi, "Prende la Vela" muz. Lucho Bermundez, "Volare" muz. Domenico Modugno.

- Repertuar dobieram do umiejętności. Na razie jest to chór początkujący, dlatego te utwory są trzygłosowe, czterogłosowe. Ostatnio daliśmy koncert muzyki latynoamerykańskiej i tam dałam trochę silniejszy repertuar i zmierzyliśmy się z nim. To był utwór "El ultimo Cafe" po hiszpańsku i tam się pojawiło osiem głosów w akordzie. Nie było to łatwe, ale daliśmy radę - mówi Wiktoria Batarowska.
Chór ma ambitne plany. Chce występować, dlatego ostatnio powołano zarząd.

- Im większy będzie repertuar, tym o większych projektach koncertowych będziemy myśleć. Wspólne zaśpiewanie koncertu jest motywujące dla chóru, daje poczucie, że coś nam się udało. Oklaski dają moc. Zarząd zajmie się sprawami organizacyjnymi - mówi Remigiusz Wojciechowski.
- Mam nadzieję, że naszym pomysłem zainspirujemy inne centra biurowe, może firmy, które pójdą naszym śladem. Może kiedyś uda się zorganizować festiwal chórów. Wszystko przed nami - dodaje Dagmara Rybicka.